1/72 Hurricane Mk I

Expert set

Arma Hobby – 70019

Arma Hobby po serii jednak niszowych tematycznie poloników sięgnęła po mejnstrim, choć również plusem za polskie malowanie. No dobra, Fokker nie był taki zupełnie Panlechicki, ale wciąż tematycznie oddalony od głównych nurtów w modelarstwie. Wygląda zatem na to, że producent postanowił złapać oddech finansowy wydając coś, co będzie miało wzięcie nie tylko w Polsce, ale także w Polsce. Padło na Hurricane Mk. I. I to z metalowym skrzydłem, a to o tyle dobrze, że o ile się orientuję, to dobrej miniatury w takiej konfiguracji na rynku nie było. To znaczy była, ale dobra jakieś trzydzieści lat temu. A Mk I od Airfixa, zupełnie nowoczesny, to jednak szmatopłat. Nie było zatem niczym dziwnym, że pojawienie się strony internetowej anonsującej ten model wywołało poruszenie. Na niej jednak przez długi czas oglądać można było jedynie cyfrowe projekty i rendery. Teraz nabrały one plastikowych kształtów – zobaczmy, jak Arma Hobby poradziła sobie z tematem.

Pudełko, jak zwykle u tego producenta, schludne, z nieobrzydliwym boxartem (i u mnie nieco rozdeptane – poczta z kartonem sobie poradziła, ale na szczęście zawartość wyszła z tego bez szwanku)

Na rewersie opakowania zwyczajowo zaprezentowane zostały bokorysy z malowaniami dostępnymi w zestawie. W zestawie serii Expert, czyli wzbogaconym o blaszkę i maski – taki odpowiednik edkowych profipaków

Wszytko, włącznie z instrukcją spakowane jest w jedną celofanowa kopertę

Już tutaj widać, że ramek jest więcej niż jedna (czy dwie – jedna z elementami i mała z oszkleniem), co było dotychczas wydawało się standardem u Army. Jest zatem jedna duża, zawierająca większość elementów konstrukcyjnych

..i druga, mniejsza, z paroma ledwie detalami. Przy czym ten podział trudno traktować jako zapowiedź wypraskowej żonglerki w celu wypuszczenia na rynek kolejnych odmian samolotu- zawartość mniejszej ramki jest moim zdaniem dość przypadkowa

Do tego ramka z oszkleniem

W edycji Expert miniaturę uzupełnia niemała nawet blaszka fototrawiona, z całkiem mądrze opracowaną zawartością (i nie ma zdrady – są pasy fotela pilota )

Komplet uzupełnia niewielki arkusik masek – zarówno na wszystkie elementy przeźroczyste jak i koła

W tej edycji mamy do wyboru cztery malowania, w większości swojskie – cytując producenta:

  • Hurricane MkI,  nr seryjny P3059, kod SD-N z 501 Dywizjonu RAF, sierpień 1940. Samolot na którym latał m.in. Sgt Antoni Głowacki             
  • Hurricane MkI,  nr seryjny V7234, kod SD-A z 501 Dywizjonu RAF, sierpień 1940.  Na tym samolocie Sgt Antoni Głowacki uzyskał sześć zestrzeleń i jedno uszkodzenie samolotu Luftwaffe. Pięć zestrzeleń osiągnął  jednego dnia (24 sierpnia 1940) stając się jedynym alianckim  „jednodniowym asem” Bitwy o Anglię.
  • Hurricane MkI,  nr seryjny R4175, oznaczenie kodowe RF-R  z 303 dywizjon PSP/RAF, pilot SGT Josef Frantisek uzyskał na nim 7 ze swoich 17 zestrzeleń w bitwie o Anglię. Na tym samolocie zginął w wypadku 8 października 1940.   
  • Hurricane MkI trop, nr seryjny 284, oznaczenie kodowe  J, 3 Dywizjon SAAF, Kenia 1941. Na tym samolocie pilot Lt. Robert Kershaw uratował zestrzelonego nad Diredawa (Etiopia) dowódcę, Cpt. Johna Frosta, którego ewakuował na lotnisko macierzyste (15 marca 1941).

Arma podpowiada farby jedynie z palety Hataka – rozumiem ścisłą współpracę tych polskich producentów, zdaję sobie sprawę, że taka praktyka nie jest odosobniona, ale jednak preferuję, gdy prezentowany wybór jest bogaty w mnogość marek – tak samo jak rynek. Na szczęscie mamy do czynienia z dość klasycznym zestawem kolorów, wiec problemów ze znalezieniem odpowiednich farb nie powinno być

Cztery warianty oznakowania oznaczają, że arkusz kalkomanii jest niemały – tym bardziej, że mamy tutaj trzy kompletne zestawy rondli a ponadto zawarto tu dwa zestawy napisów eksploatacyjnych – miły dodatek, zapewne z myślą o tych, którzy przedpremierowo zamówili same wypraski, oferowane przez Armę na podobieństwo eduardowych Overtreesów.

Co do szczegółów – widać, że zmienił się budżet i mamy już nie Cartograf, a rodzimy Techmod

..przy czym jednak zupełnie bez strat na jakości – nawet najdrobniejsze napisy są dość czytelne, godła wyraźne, nie ma przesunięć kolorów (które bywa, że zdarzają się nawet włochom)

Nim przejdziemy do omówienia plastiku z bliska, proponuje jeszcze rzut oka na schemat montażu. Jest dość mocno skondensowany – wszystko upchnięto ledwie na trzech stronach – ale jest dość przejrzysty, choć na granicy czytelności, moim zdaniem. Niemniej jednak już tutaj widać, że mamy do czynienia z całkiem rozbudowaną miniaturą. No i że ŚMIGIEŁKO SIĘ KRĘCI!!1! #brawoArma

W poprzednich miniaturach z Army widać było nie mało problemów ‘wieku dziecięcego’ – pamiętać bowiem należy, że omawiany tu Hurricane to zaledwie piaty (jeśli dobrze liczę) zestaw plastikowy tego producenta. Jak jest tym razem? Zacznijmy od oszklenia. Jest całkiem przejrzyste, bez zniekształceń, mimo że wyjątkowo grube

No ale jak widać, niestety wymaga wypolerowania – powierzchnia idealnie gładka nie jest

Miłym akcentem jest to, że mamy dwie limuzyny – jedną do zamontowania jako zamkniętą; druga ma nieco inny profil, co jest spowodowane nie tylko koniecznością dopasowania na grzbiecie modelu (choć to oczywiście również), ale i w oryginale ruchoma cześć była elastyczna i zmieniała swój kształt wraz z odsuwaniem w tył. Problem tylko w tym, że moim zdaniem grubość szybek w tym modelu dyskwalifikuje wersję otwartą, w której wyraźnie byłaby wyeksponowana krawędź szkiełka.

Znacznie lepiej od oszklenia prezentują się elementy z szarego plastiku. Powierzchnia płatowca jest wykończona w miłej satynie, linie podziału są cienkie i wyraźne, przy czym uwagę zwraca różna ich szerokość w zależności czy imitują granice blach poszycia, czy ruchomych elementów konstrukcyjnych

W porównaniu z eduardowym spitem w 72 Arma przegrywa jedynie brakiem nitowania

Świetne odtworzone są ugięcia szmaty na poszyciu – delikatne, ale jednak odpowiednio wyraźne. Przy czym krawędzie spływu są cienkie jak żyletka, a plastik aż przejrzysty. Całkiem udane jest tez poszycie na spodzie kadłuba, co jest w tym samolocie dość newralgiczną powierzchnią

Niestety, nie obyło się bez drobnych wpadek. Nie ma dramatu, bo to rzeczy łatwe do usunięcia, ale są. Choć może smugi po frezie na zagłówku będą wymagały niemałej uwagi przy niwelowaniu

Pozostałe problemy skumulowały się w rejonie okucia łączenia kadłuba z płatem. Pilnikiem trzeba będzie usunąć jakieś parchy na samym jego końcu

..no i trochę szlifowania będzie w samym zagięciu, bo frez dostał tu czkawki

Drobiazgi – jak widać (choć technologicznie na poziomie korekt formy trudne do usunięcia – ponieważ to wypukłości, to żeby je naprawić najpierw formę trzeba napawać, a potem frezować w tym miejscu ponownie – kosztowne i czasochłonne – taki proces opóźnił na przykład dość znacznie premierę łosia z IBG). Skoro już jesteśmy przy rzeczach, które mniej mi się w tym modelu podobają, to ponarzekam jeszcze na brak finezji drążka sterowego i pedałów

Nie są najmocniejszą strona tego modelu wydechy , i szkoda, że Arma zarzuciła produkcje żywic, bo te elementy proszą się o zastąpienie żywicznym aftermarketem

No i tablica przyrządów. Dobrze, że w zestawie Expert można ją podmienić na metalową

..choć tu znając życie rychło doczekamy się zamiennika w ofercie Yahu. No w każdym razie w plastikowej tablicy mamy delikatna, ale jednak dyskwalifikująca ten element jamkę skurczową. Nie wiem czy tym razem Arma będzie sugerowała, że to imitacja ugięcia sklejki, ale tutaj bez blachy się nie da. Owa blacha, a ściślej rzecz biorąc siatki w niej zawarte przykryją podobny feler na plastikowym wlocie powietrza.

No i skoro już przy niedociągnięciach wtrysku jesteśmy, to drobne zapadnięcia daje się tez dostrzec na osłonach goleni podwozia

To nie zaskakuje o tyle, że owe osłony są bardzo grubymi elementami. Na szczęście tutaj skurcze będzie zupełnie łatwo zaszpachlować bez strat dla detali. Skoro już przy podwoziu jesteśmy, to zwracam uwagę (jeśli ktoś jeszcze patrząc na reprodukcje kart instrukcji sam tego nie spostrzegł), że projektant Army sporo uwagi przyłożył do wnęki – jest dość rzetelnie odtworzona

Dodatkowo w experckiej blaszce mamy zamiennik sufitu, choć moim zdaniem wszystkie te detale dało się spokojnie zrobić we wtrysku

Tym bardziej, że wnętrze jest naprawdę szczegółowe, a detale dość ładne, z zupełnie delikatnym fotelem czy całkiem filigranowymi imitacjami kratownic

Na jednym z powyższych fotogramów zamajaczyło koło – i owszem, tak, jest w nim zaznaczone ugięcie opony, są napisy z nazwą producenta. To w sumie wygląda nawet lepiej niż nie jeden żywiczny dodatek, jakie Arma kiedyś produkowała

Ogólnie rzecz biorąc – #brawoArma #takichludzinamtrzeba #następnybędzielepszy (bo i każdy kolejny jest lepszy od poprzedniego)

 

KFS