Wrak T-60

Miniart 35215

Tomasz Janiszewski

Z modelami czołgów z pełnym wnętrzem jest zawsze pewien problem. Zazwyczaj w pocie czoła budujemy i malujemy wnętrze naszego tanka po czym po zabudowaniu modelu przez otwarte włazy widać zaledwie ułamek naszej pracy. Oczywiście można wykonać scenkę z naprawą lub budową czołgu co jest pewnym rozwiązaniem na wyeksponowanie wnętrza. To jest ciekawy wariant bo pokazujemy pojazd w naturalnej kompozycji. Ale takich scenek jest dość dużo wiec trudno być oryginalnym. Jeszcze innym sposobem na pokazanie wnętrza jest budowa wraku pojazdu pancernego. Moim zdaniem najciekawsza choć też najtrudniejsza alternatywa. Budowa wraku i jego malowanie wymaga całkowicie innego podejścia do modelu. Budując wrak T-60 postaram się troszkę przybliżyć ten temat.

Najnowsze produkcje ukraińskiej firmy Miniart oferują za przystępną cenę modele z pełnym wnętrzem. Dzięki uprzejmości Kamila stałem się posiadaczem miniatury T-60 o numerze katalogowym 35215. Zawartość pudełka opisałem w recenzji . Po zbudowaniu tego modelu mogę go z czystym sumieniem polecić.  No dobra mamy model, co dalej. Dalej to potrzebny jest pomysł na wrak. Musimy posiadać nazwijmy to “wizję” jak ma wyglądać nasz wrak. Ja swoich inspiracji szukam w internecie. W przypadku T-60 jest łatwiej ponieważ także T-70 bazowały na tej konstrukcji więc i wraków do “zainspirowania się” mamy więcej. W wyniku poszukiwań znalazłem fotkę zrujnowanego T-60 z oderwaną wieżą oraz T-70 z wielką wyrwą w kadłubie. Pancerz tych czołgów nie był zbyt gruby, w końcu były to czołgi lekkie. Trafienie pociskiem dużego kalibru powodowało potężne uszkodzenia. Teraz moim zdaniem część najtrudniejsza. Trzeba “teorię” zastosować w “praktyce”. Możemy zbudować kadłub i na przykład oderwać górną jego część. Takie okazy też się zdarzały. Po prostu trafione czołgi rozrywało w najsłabszym miejscu czyli w miejscach spawania kadłuba. Ale moim zdaniem dramatyczniej (ciekawiej) na dioramie wyglądają wraki z “przekoszoną” geometrią pojazdu. Plastik modelu ma swoje właściwości i nie da się tego zrobić “wyginając” miniaturę w rekach. W każdym razie ja tego nie potrafię. Trzeba więc ciąć kadłub i ponownie złożyć tak by wyglądało to nazwijmy to “dramatycznie”.

KONSTRUKCJA DESTRUKTU

Na częściach kadłuba zaznaczamy miejsca cięcia. Trzeba je jednak dobrze przemyśleć. Najlepiej by odcięte miejsce kadłuba przypadało na miejsce gdzie nic nie było, ani na zewnątrz, ani we wnętrzu. W tym przypadku usunięta część kadłuba przypada na podłogę pod wieżą czołgu.

Dalej trzeba się przełamać i naszą piękną wypraskę kadłuba potraktować nożykiem modelarskim

Sklejamy w całość i sprawdzamy czy przypadkiem nie będziemy musieli kupić nowego modelu

Wyszło tak jak planowałem, dla zwiększenia efektu wyłamałem także część podłogi

Najtrudniejsza część za nami. Teraz zaczynamy budowę kadłuba.

Czołg planowałem jako częściowo spalony. By zaimitować łuszczącą się farbę wykleiłem wnętrze kadłuba folią aluminiową. Do klejenia użyłem kleju cyjanoakrylowego.

Po wyschnięciu kleju skalpelem usunąłem część folii

Folia aluminiowa poza nadaniem “struktury” spalonej farby pięknie nam maskuje miejsca cięcia kadłuba.

Podobnie przygotowałem zewnętrzne powierzchnie pancerza. Tym razem jednak użyłem rozwarstwionej chusteczki higienicznej. Cel jak wyżej.

Powoli zabudowałem wnętrze jego wyposażeniem. Każdą część starałem się delikatnie uszkodzić, przykleić pod innym kątem tak by imitowało to destrukcję na skutek eksplozji.

Zwykłe trociny nasączone klejem CA imitują różnego rodzaju zanieczyszczenia np. ziemia, popiół oraz pozwalają zamaskować miejsca cięcia modelu.

Spalony fotel to wygięty drut z nasączoną klejem CA chusteczką higieniczną

Koła ze spalonym bandażem gumowym powstały poprzez szlifowanie gruboziarnistym papierem ściernym

Niektóre koła przyciąłem, inne przyklejam odchylając je od osi, gąsienice przykliłem w oderwanych odcinkach uszkodzonych podczas eksplozji.

Burta od strony kierowcy została skrócona o kilka milimetrów. Aby u oglądającego model wywołać wrażenie, że czołg jest uszkodzony eksplozją musimy posłużyć się małym trikiem optycznym. Przyklejamy pierwsze i ostatnie koło na swoich miejscach, pozostałe tak by odległość pomiędzy kołami była taka sama. Koła przyklejam klejem CA po odcięciu fragmentu wahacza. Po założeniu gąsienicy wszystko wygląda naturalnie.

Całość po zmontowaniu wygląda tak.

Pozostaje tylko dylemat jak umieścić model na podstawce. Ale jak mawiał Kipling to już zupełnie inna historia.

 

Tomasz Janiszewski