1/72 Żuk A-15

Balaton Modell – BM7269

 

Markę Balaton Modell przestawiałem juz na okoliczność opisu miniatury koparki Weimar T-174/2. Teraz nadarza się jednak doskonała sposobność, by o niej przypomnieć, a to za sprawą dwóch miniatur, na widok których polskiemu współmodelarzowi serce powinno zabić szybciej, w takt czterosuwu. Z sobie tylko znanych powodów ten węgierski producent zdecydował się na opublikowania miniatury Żuka A-15, i to od razu w dwóch skalach – 1/72 i 1/35. tak, wiem, szkoda, że nie Nysa, szkoda, że nie Star, a w ogóle to szkoda, że żywica i poczekam na Trumpetera, ale umówmy się – jak jeden z drugim będzie czekał, to Balaton uzna wchodzenie w takie tematy za nieopłacalne, i Żuk będzie pierwszym i ostatnim polonikiem w ich ofercie. Na razie jednak jest pierwszym, i jakoś tak nie mogłem przejść obok niego obojętnie.

Pudełko klasyczne – solidne, fasonowe, z szarego kartonu, z boxartem w postaci renderu (bo model był projektowany komputerowo). A wewnątrz zabezpieczone garścią styropianowych czipsów elementy zestawu – garść żywicy, blaszka, klisza oraz instrukcja

Schemat montażu mieści się na jednej stronie kartki A-4. Bo to jednak nie dość, że mały, to nieskomplikowany model. Co nie znaczy, że prymitywny. Brak jednocześnie schematów malowania, bo tu po pierwsze mamy pewną dowolność a po drugie w zestawie i tak nie ma żadnych kalkomanii, które mogłyby sprawę w jakiś sposób determinować

Sam model to niespełna dwadzieścia odlewów żywicznych, kawałek drutu

Do tego mamy kliszę z wydrukowanymi imitacjami szyb, oraz blaszkę. Ta ostatnia to kilka drobiazgów do wnętrza (choćby pedały), oraz gumowa rama przedniej, łamanej szyby. Prócz tego lusterka, wycieraczki. Szkoda jednak, że nie ma tutaj emblematów – loga producenta na maskę oraz nazwy własnej montowanej na atrapie grila – te detale są odlane wraz z nadwoziem

Obrysy okien na kliszy zdają się pasować idealnie tak do blaszki, jak i do żywicy. Przy czym w przypadku bocznych okien obawiam się, że konieczne będzie dodatkowe malowanie imitacji gumowych uszczelek, bo czarny nadruk na kliszy nie sprawdzi się w ich charakterze – jest za cienki i ma idealnie kształt otworów

Całe nadwozie to jeden element – odlany całkiem sprytnie, z sensownie umiejscowioną kostką wlewową

Ma to swoje zalety, bo po odcięciu kostki i niewielkiej obróbce (polegającej głownie na usunięciu błonek z otworów okien) mamy karoserię gotową do dalszych prac. Gdyby jednak ktoś chciał otwierać w modelu drzwi, to będzie miał już trochę roboty. Na szczęscie producent nie pominął wewnętrznych powierzchni

Jeżeli chodzi o detale, to tutaj jest.. nierówno. Ogólnie rzecz biorąc całość sprawia naprawdę bardzo pozytywne wrażenie. Choć jak wspomniałem wyżej, emblematy z blachy robiłyby chyba większe wrażenie. Dziwi tez odrobinę brak konsekwencji w temacie światełek – mamy w zestawie odlane z przeźroczystej żywicy klosze reflektorów, ale już kierunkowskazy są niewielkimi wypustkami na karoserii. Szkoda. Choć i bez tego moim zdaniem proszą się o podmianę na dodatki własne

Wróćmy jeszcze na moment do wnętrza. Prócz detali na burtach mamy jeszcze ścianę oddzielająca szoferkę od części ładunkowej

..oraz dość spartańskie (jak w oryginale zresztą) wyposażenie szoferki. Przypominam, że detale żywiczne uzupełniają tu różne drobne blaszki. Część ładunkowa pozbawiona jest jakichkolwiek akcesoriów, czyli mamy typową wersje cargo. Nawiasem mówiąc chyba pierwszy raz spotykam się z pomysłem odlania kierownicy wraz z kolumną

To teraz podwozie. Jest nieco uproszczone, ale nie prostackie. Sporo elementów odlanych jest wraz z podłogą

Prócz tego osie, wał napędowy amortyzatory

..oraz rury wydechowe

..czyli kawałek miedzianego drutu odpowiedniej grubości. Pomysł jak najbardziej słuszny, acz szkoda, że w instrukcji nie ma szablonu wskazującego choćby z grubsza kształtu, w jaki ten drut powyginać trzeba. Mamy wreszcie koła. Cieszy, że producent dał w zestawie dwa komplety, z deklami i bez nich

Martwi natomiast jakość tych kół. Bo niestety wzory arcydziełem druku 3D nie były. Powiedzmy, że jeszcze koła z deklami maja po prostu zanikające miejscami detale, co będzie się dało ogarnąć z pomocą skribera (a jeszcze lepiej – tokarki)

Koła bez dekli natomiast mają wyraźne artefakty druku i niewyraźne detale. Gdybym chciał zamontować w modelu właśnie te, to wybrał bym jedno, najlepsze (bo co ciekawe o ile koła z kapslami są jednakowe, to tutaj każde ma inna jakość detali lub ich braku), obrobił, wymienił śruby i powielił sobie taki podrasowany egzemplarz.

Choć jak uratować majaczący gdzieniegdzie bieżnik to pomysłu już nie mam

No mam nadzieję, że w trzypiatce wygląda to lepiej. A czy moje nadzieje są płonne to się okaże nieco później, popołudniu bowiem mam zamiar zając się zawartością pudełka z większym bratem w skali 1/35

KFS