1/72 GERMANS IN BERLIN

7228 – Pegasus Hobbies

Zestawów figurek w skali 1/72 nigdy za dużo, ale jak na złość wszyscy robią złych Niemców. Tutaj podobnie mamy do czynienia z miniaturami rasy panów, jednak tym razem chiński producent podszedł do tematu trochę inaczej. “Germans in Berlin” to zestaw, który przedstawia obrońców Berlina w 1945 roku. Nie tylko tych wojskowych, ale również cywili oraz przedstawicieli innych formacji mundurowych.

Pudełko przywodzi na myśl produkcję Esci albo Matchboxa z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Jednym słowem jest koszmarnie brzydkie. Co ciekawe eksponowane miejsce na froncie kartonu zajmuje olbrzymi medal “Modell des Jahres 2007”. To mówi nam wszystko o leciwości zestawu. Dodatkowo pudełko upstrzone jest bzdurnymi napisami “authentically detailed” czy “the museum models collection”, które gdy się zastanowić, kompletnie nic nie znaczą. Widać jednak, że w przeciwieństwie do konkurencji, Pegasus ani myśli o odświeżeniu szaty graficznej swoich opakowań. Przypominam, że mamy już rok 2018.

Niestety pomimo tego, że figurki wymagają złożenia nie znalazłem w pudełku żadnej instrukcji, ani nawet schematów malowania, co jest dzisiaj standardem. Pozostaje więc literatura oraz własna inwencja twórcza. Na szczęście temat zestawu pozwala na sporą dozę interpretacji malowania odzieży, szczególnie tej cywilnej. Po dokładnych oględzinach wyprasek można też dość szybko wydedukować, że złożenie postaci nie powinno być trudne nawet bez instrukcji. Schemat jest prosty: jeżeli mamy figurkę bez rąk, nóg lub głowy, to kończyny umiejscowione w wyprawce najbliżej korpusu, należą właśnie do niego.

W wypraskach mieści się w sumie 39 figurek w tym:

  • 26 figurek męskich – żołnierzy, policjantów i ochotników,
  • 4 figurki martwych żołnierzy i cywili (chociaż tak naprawdę dwie, bo są to pozy powtórzone),
  • 4 figurki kobiece w tym jedna z CB-radiem,
  • 4 figurki chłopaków z Hitlerjugend,
  • 1 Adolf Hitler.

Przy czym jeżeli chcemy z tego ostatniego zrobić prawdziwego Adolfa, to trzeba popracować nad jego wybitnie niearyjskim nosem.

Oprócz figurek w ramce mieszczą się też repliki broni ręcznej i małe podstawki. O tych najlepiej zapomnieć, gdyż ich mydlana rzeźba praktycznie dyskwalifikuje je z jakiegokolwiek zastosowania.

Wiele z figurek ma możliwość wariantowego montażu rąk lub głów. Dzięki temu nawet dwie z pozoru identyczne figurki można od siebie trochę odróżnić.

Figurki berlińskich Niemców mieszczą się na dwóch połączonych wypraskach (które na potrzeby sesji rozciąłem). Plastik, z którego zostały wykonane, jest trochę miększy niż w standardowych modelach wtryskowych, jednak o wiele lepszy niż w “gumisiach” z HaTa. Niestety ilość kanałów wlewowych i nadlewek gwarantuje, że pracy przy obróbce tworzywa nie zabraknie. Nie będzie również głupim pomysłem wymienienie detali takich jak paski broni oraz elementy wyposażenia. Można tutaj posłużyć się elementami z kultowych zestawów Preisera. Natomiast odwzorowanie samej broni ręcznej zasługuje na pochwałę – karabiny i panzerfausty są w skali i bogate w detale. Niestety są też wygięte w pałąk.

Fałdy i ugięcia ubrań są bardzo dobrze oddane i powinny być pomocne podczas malowania. Gdy się przyjrzeć twarzom, można dostrzec, że rzeźbiarz(e) postarał(li) się, bo rysy są mocno zindywidualizowane. Pozy figurek są w większości bardzo dynamiczne, a wręcz dramatyczne, idealnie oddając klimat ostatniej linii obrony.

Wyjątkiem są figurki martwych żołnierzy (osobiście nie jestem fanem zwłok na dioramach) oraz dwóch stojących na baczność chłopaków z Hitlerjugend poklepywanych przez Fuhrera. Niewątpliwie ta ostatnia mini-scenka inspirowana była kroniką filmową z 1945 roku.

Podsumowując zestaw Niemców w Berlinie może być naprawdę ciekawą bazą do stworzenia dioramy, która będzie wyróżniała się niezwykłą dynamiką i dramatyzmem. Jeżeli w przyszłości mają pojawiać się kolejne zestawy złych Niemców, to z pewnością producenci powinni iść właśnie tą drogą – figurek nieoczywistych i pozwalających na stworzenie mniej oklepanych scen wojennych. Zestaw Pegasusa oparł się upływowi czasu, czego jednak nie można powiedzieć o jego opakowaniu.

 

Radek Rzeszoratski