1/35 Kfz. 70 with 7.62cm F.K. 39 (r)

MiniArt – 35189

Jak to mówią nie ma jazdy bez gwiazdy. Naszym pojazdem z gwiazdą w tym przypadku jest Mercedes L1500A, czyli taki fajny kabriolet, którym to rasa panów podróżowała zwiedzając bezkresne przestrzenie na wschód od Odry. Jak to wszystko się skończyło każdy wie. Nasz model nowością nie jest, tak samo jak dołączona do zestawu armata 7,62 cm F.K 39(r), która bazuje na sowieckiej USV-BR 76mm. Jak dobrze wiemy, germanowie masowo wykorzystywali zdobyczne uzbrojenie. Tak więc Miniart po raz kolejny wydaje zestaw składający się z modeli, które na rynku pojawiły się już jakiś czas temu. Pudełko z jak zawsze z ciekawym boxartem kryje aż dwadzieścia pięć ramek zawierających elementy modelu, wykonanych z jasnoszarego tworzywa, trzy blaszki fototrawione, malutki arkusik kalkomanii i przejrzystą instrukcję w książkowej formie. Miniatura, jak przystało na ukraińskiego producenta, jest maksymalnie rozdrobniona. Jakość wykonania poszczególnych elementów nie budzi żadnych zastrzeżeń. Nie znajdziemy tutaj ani nadlewek, ani jam skurczowych, ani śladów po wypychaczach w newralgicznych miejscach. Sam kabriolet został maksymalnie zdetalowany. I tak mamy tutaj pięknie odtworzoną ramę, kompletny silnik, w którym pozostaje nam dodanie paru kabelków, kompletne wnętrze kabiny wraz z uzbrojeniem załogantów. Detale są ostre i wyraźne bez żadnych rozmyć. To samo tyczy się armaty.

Kalkomania jest bardzo skromna i ogranicza się tylko do dwóch schematów oznakowań kfz-ta.

…a sam schemat tychże znajduje się na ostatniej stronie książeczkowej instrukcji.

A tak wygląda stronka tytułowa – ta, oraz ta ostatnia wydrukowane są na papierze kredowym.

Jak już wspominałem, jakość wyprasek jest bez zarzutu. Sama karoseria została maksymalnie podzielona. Ścianki boczne, ścianę tylną i całą obudowę silnika musimy poskładać z osobnych elementów.

Podłoga to również oddzielna część, tak samo jak błotniki, czy ramy okien. Także i te elementy nie budzą zastrzeżeń, a dzięki takiemu podziałowi możliwe było ich jak najwierniejsze odwzorowanie.

W zestawie otrzymujemy dwa rodzaje pokryć dachowych, czyli dwie plandeki. Jedna w stanie rozłożonym, druga złożona, dzięki czemu można ładnie wyeksponować wnętrze mesia. Dach rozłożony może nie powala finezją, jednak myślę że przy dobrym pomalowaniu powinien prezentować się znośnie. Niemniej na plus jest możliwość wykonania pojazdu w dwóch konfiguracjach.

Mamy oczywiście stelaż plandeki.

Bardzo ładnie wyglądają koła. Co prawda całe wykonane są z tworzywa ale lepsza taka wersja, niż byśmy mieli znaleźć w pudełku wątpliwej urody gumy. Producent nie zapomniał nawet o napisach na oponach. Jak będą wyglądały gotowe wyjdzie w praniu.

Silnik składa się, jeśli dobrze policzyłem, z dwudziestu sześciu elementów – całkiem przyzwoity wynik jak na niewielką jednostkę napędową.

Atrapę chłodnicy możemy wykonać w dwóch wersjach – całą z tworzywa – oczywiście bardzo ładnie odwzorowaną, albo zwaloryzowaną przy pomocy blaszki. Również gwiazda wykonana jest w formie fototrawionej. Kolejny plus – Miniart dołączył element gotowy do wklejenia blaszanej siatki, tak więc nic nie trzeba wycinać z tej wtryskowej.

Oszklenie jest dosyć grube ale za to o doskonałej przejrzystości, której nie powstydziłby się niejeden producent samolotów (a właściwie niejednego na pewno zawstydza).

Jeszcze rzut oka na detale.

Przejdziemy teraz do armaty – na pierwszy ogień maska. Byłem bardzo zdziwiony faktem braku śladów po wypychaczach z obu stron tejże. Jak dla mnie została wykonana w sposób perfekcyjny, biorąc pod uwagę tworzywo i technologię.

…i wewnętrzna strona.

…hmm .Jeżeli maska jest taka świetna, to nie mogło być inaczej z resztą armaty. Oczywiście rozczłonkowana została na elementy pierwsze. Jedyną rzeczą o której wymianę można by się pokusić, to oczywiście sama lufa. Jednak przy odrobinie samozaparcia i tę zestawową można doprowadzić do kultury.

Mniejsze elementy również stoją na najwyższym poziomie, a instrukcja prowadzi nas przez kolejne etapy budowy w sposób zrozumiały i czytelny.

Dopełnieniem całości jest uzbrojenie załogi w postaci karabinów Mauser K98. Broń wygląda przyzwoicie, jednak  widać na niej wyraźny ślad przesunięcia form – korekta będzie konieczna. Ogólnie oceniam uzbrojenie niemiaszków na solidną, ale czwórkę. Ciekawostką tutaj jest to, że na ramce znajdują się dwa mausery, z czego jeden ma osobno wykonany zespół zamkowy wraz z celownikiem. Ramek mamy cztery,co daje nam łącznie osiem karabinów.

Mamy uzbrojenie załogantów, więc mamy również naboje do samej armaty. Jako że bazuje ona – może za dużo powiedziane bazuje – jest to zmodyfikowana sowiecka armata, dlatego i amunicja do niej również pochodzi z magazynów RKKA. Same ramki, których mamy dwie pochodzą z zestawu,który już opisywałem.

Podsumowując – zestaw wygląda naprawdę obiecująco. Jest jednak dosyć skomplikowany, z tego powodu młodzi adepci modelarstwa mogą mieć z nim problemy-  chociażby ze względu na dużą ilość części i  ich rozdrobnienie. Jak jakość wyprasek przekłada się na ich spasowanie i budowę postanowiłem niebawem sprawdzić, a wyników tego nie omieszkam przedstawić.

Rafał Buber Kubić