1/35 Kfz. 70 with 7.62cm F.K. 39 (r)

MiniArt – 35189

Rafał Buber Kubić

 

Po recenzji i relacji z budowy przyszedł czas na ostatni akt zabawy z germańsko – sowieckim zestawem, a mianowicie malowanie. Miniart w tym przypadku swoje propozycje ograniczył do dwóch schematów – jeden opisany jako Wehrmacht 1943-1945 i drugi – Wehrmacht, Ukraina, zima 1943-1944. Ja zdecydowałem się na ten pierwszy, czyli podstawowy kamuflaż Armii niemieckiej z tamtego okresu – dunkelgelb. Długo zastanawiałem się jak wykończyć miniaturę, czy sowicie ją ubłocić, czy też w delikatny sposób tylko przykurzyć – tak, żeby nie zatracić detali nawet na spodzie. Wybrałem subtelny weathering.

Standardowo w moim warsztacie umyłem wszystkie elementy w klasycznym i znanym od lat płynie do mycia naczyń – Ludwiku. Gdy wszystko wyschło, zabrałem się za proces malowania, który dla dużej części modelarzy stanowi najbardziej ulubiony etap budowy modeli. Hmm…dla mnie chyba też. Tak więc dla przypomnienia zdjęcie przedstawiające podział Merca gotowego do nałożenia powłoki malarskiej.

Pierwszą czynnością było pokrycie modelu podkładem. One Shot od Ammo tak przypadł mi do gustu, że od długiego czasu używam tylko jego i którego zalety opisałem już przy okazji materiału o T-34-85.

Oddzielne malowanie ramy i pustego nadwozia pozbawionego wyposażenia bardzo ułatwia nam malowanie – można dokładnie i wygodnie pokryć farbą wszystkie elementy. Gorąco polecam ten sposób. Może odrobinę pracochłonny, ale późniejszy efekt wynagrodza nam nasz trud.

Jak wspomniałem mamy dostęp do wszystkich zakamarków.

I model zapodkładowany. Dobrze jest odczekać dobę na porządne utwardzenie łanszota.

Mogłem zatem przystąpić do nałożenia właściwego koloru, czyli dunkelgelb. W przypadku tego modelu zdecydowałem się użyć farb akrylowych spod szyldu Tamiya. Produkt, notabene, wyśmienity, a jedynym jego minusem jest ograniczona paleta barw, co zmusza nas do mieszania kolorów. Tak też uczyniłem i satysfakcjonującą mnie barwę osiągnąłem poprzez zmiksowanie xf-60, xf-57 z dodatkiem białej xf-2.

Farbę rozcieńczałem dodatkowe dedykowanym thinnerem x-20A i nakładałem przy ciśnieniu około 1.0 bara.

Wnętrze, a raczej podłogę kabiny pomalowałem farbką Ammo 913 Red Brown Base, następnie zabezpieczyłem sidoluksem, a gdy ten wysechł potraktowałem lakierem do włosów. Tak przygotowałem powierzchnię pod zdrapki, gdyż podłoga to chyba najbardziej narażony na ścieranie farby element pojazdu. Tym bardziej, że teutońscy wojacy mieli dobrze podkuwane buciory. Więc gdy hairyszprej wysechł natrysnąłem kolor bazowy i po dosłownie pięciu minutach zwilżyłem powierzchnię kranówką. Przy pomocy pędzelka usunąłem większość farby. Dodam tylko,że z farbami Tamiya bardzo dobrze pracuje się korzystając z tej techniki (oraz rozcieńczając je firmowym X-20).

Następnie pomalowałem elementy ramy i koła – tym sposobem model był gotowy do kolejnych kroków.

Do koloru bazowego dodałem jeszcze odrobinę białej farby i porozjaśniałem górne partie nadwozia. Następnie na masce namalowałem biały pas będący elementem szybkiej identyfikacji dla lotnictwa. Posiłkowałem się taśmą maskującą tamki. Całość pokryłem znanym nam już sidoluksem i nałożyłem kalkomanie. Same nalepki są raczej symboliczne – dwie tablice rejestracyjne, informacja o wartości ciśnienia w kołach i na drzwiach kierowcy opis eksploatacyjny pojazdu. Niemniej są bardzo dobre, film cienki ale jednocześnie mocny. Po zabezpieczeniu kalkomanii i porządnym wyschnięciu wszystkiego delikatnie sfiltrowałem model jedną warstwą mieszanki oilbrusher dark brown i rozcieńczalnika Eko-1. Oczywiście możemy do zrobienia filtra użyć również farby olejnej dla plastyków, jak również użyć”gotowca” – jak kto woli, jak komu pasuje – cel i zasada działania są takie same.

Po porządnym wyschnięciu filtra podkreśliłem jeszcze szczegóły przy pomocy washa Ammo-1000 i zabrałem się za prace wykończeniowe. Jak już wspominałem, model miał być lekko ukurzony, w subtelny sposób. Na pierwszy ogień poszła rama, którą pokryłem mgiełką specyfiku Ammo-14104 North Africa Dust. Gdy emalia podeschła, pędzelkiem zwilżonym w Eko-1 miejscami zebrałem jej nadmiar i dokonałem korekcji kurzu. Efekt wyszedł naprawdę delikatny.

Rama była gotowa. Przeszedłem więc na karoserię, której spód pokryłem najpierw kolorem Ammo-913. Zabezpieczywszy całość Sidoluksem – tak jak w przypadku ramy – również pokryłem powierzchnię mgiełką wyżej wspomnianego siuwaksu. Dodatkowo użyłem tutaj jeszcze jednego emaliowego produktu – Ammo-1400 Kursk Soil. Całość została dopracowana okrągłym pędzelkiem zwilżonym w Eko-1. Dodatkowo miejscami ale już przy pomocy pędzelka naniosłem jeszcze Ammo-1402 Fresh Mud, który na zdjęciach widać jako ciemniejsze zacieki. Same nadkola pomalowałem Kursk Soilem pędzelkiem i nie czekając aż wyschnie wtapowałem w te miejsca pigment Ammo-3004 Europe earth – generalnie nadkola były jedynymi miejscami nie licząc kół w których użyłem w tym modelu pigmentów.

A tak prezentuje się całość. Ktoś powie – po co i tak nie będzie widać – równie dobrze producent mógłby odpuścić sobie odwzorowywanie podwozia. Niemniej jak już jest i to w tak piękny sposób odwzorowane – warto je pomalować.

…i z siuwaksami.

Czas na koła. Przedstawię tutaj bardzo prosty, i myślę skuteczny sposób na brzydzenie tychże. Więc krok po kroku wygląda to tak – całość została pokryta podkładem Vallejo 74.603 German Panzer Grey, który świetnie oddaje kolor gumy. Moja rada – nie malujemy opon na czarno, gdyż wygląda to nienaturalnie. Tym bardziej, że w tamtych czasach raczej nie mieli dostępu do czernideł w Norauto. Felgi pomalowałem na kolor nadwozia, z ręki, bez maskowania. Następnie zabezpieczyłem całość sidoluksem i zrobiłem wyżej wspominanym Ammo-1000 łosza. Po raz kolejny pokryłem całość sido, a gdy ten porządnie wysechł, opony pomalowałem specyfikiem Ammo-1401 Light Dust.

Nie czekając aż wyschnie naniosłem na elementy dosyć grubą warstwę pigmentów Ammo-3003 i Ammo-3004. Ważne jest,żeby dobrze zespoiły się z emaliowym produktem.

Dałem dobrą godzinę na to żeby całość podeschła i suchym, w niczym nie maczanym patyczkiem higienicznym zacząłem zbierać nadmiar pigmentów. Ja całość jak widać wykonuję na błyszczącym werniksie z tego powodu, że mam dobrą kontrolę nad całym procesem. Nadmiar trzeba jednak usuwać delikatnie,żeby nie zetrzeć wszystkiego.

Całość prezentuje się w ten sposób.

Całość można było połączyć ze sobą i zabrać się za dopieszczanie.

Przy pomocy trzech oilbrusherów Ammo – dark brown, starship flith i white dokonałem jeszcze delikatnych zabrudzeń i rozjaśnień wcierając kolory suchym pędzelkiem w powierzchnię modelu. Boki karoserii w dolnych partiach pokryłem mgiełką Ammo-1404 , Ammo 1400 i takim samym sposobem co w przypadku podwozia rozprowadziłem.

Ostatni etap to oczywiście zamontowanie w kabinie części,które malowane były osobno.

…i tutaj zatrzymam się na moment przy samych siedzeniach. Tak jak w przypadku kół przedstawię prosty sposób jak malować skóry i temu podobne materiały. W pierwszej kolejności elementy oczywiście pokrywamy podkładem. Ja jako bazowego koloru użyłem farby Vallejo 70.983 Flat Earth z serii Model Color. Drugi krok – sidoluks. Na całości zrobiłem następnie płukankę z mocno rozcieńczonego oilbrushera dark brown. Po porządnym wyschnięciu, metodą suchego pędzla naniosłem delikatnie oilbrushera ochre i  całość zabezpieczyłem satynowym lakierem. I to wszystko. Myślę, że pomalowane w ten sposób skóry wyglądają przyzwoicie. Oczywiście zamiennie z oilbrusherami można użyć olei dla plastyków.

Po zamontowaniu elementów wyposażenia nasz kabriolet był praktycznie gotowy. Pozostało dokleić łopatę i kilof, wskaźniki skrajni i umieścić przy siedzeniach załogantów mausery. Ale to już po pomalowaniu drugiego komponentu tego zestawu czyli sowieckiej puszki.

Sam proces malowania armaty wyglądał w identyczny sposób co jej holownika. Jedyną różnicą był tylko brak filtra.

Na zdjęciach widać minimalną różnicę w kolorach podkładów.

i przymiarka do mesia.

Do pomalowania całości zostały użyte te same kolor co w przypadku samochodu z tą różnicą, że tutaj zrobiłem color modulation a nie miejscowe rozjaśnienia.

Na całości zrobiłem delikatny weathering, żeby armata zbytnio nie odbiegała od kfz-ta.

Tym oto sposobem dotarliśmy do końca budowy tego – moim zdaniem – świetnego zestawu dwóch modeli. Z całą pewnością obydwie miniaturye posiadają więcej plusów niż minusów, a w przystępnej cenie otrzymujemy nie jeden, a dwa kity. Co ciekawe, sam Mercedes kosztuje mniej więcej tyle co w zestawie z puszką. Dziwne to i niezrozumiałe, przynajmniej dla mnie. Niemniej ostatnie słowo – czy polecam?-tak jak najbardziej.

Rafał Buber Kubić