1/35 BMR-1 – Early Mod.

with KMT-5M

MiniArt – 37034

Nie powiem – szeroki uśmiech pojawił się na mojej fizjonomii, gdy w zapowiedziach Miniartu pojawił się model tejże maszyny, a jeszcze większy, gdy wylądował on w moim warsztacie. Mowa tutaj o pojeździe technicznym BMR-1. Dokładnie był to wóz rozminowania pola walki, z rosyjska – bojewaja maszina rozminowanija. Jak wspominałem w recenzji T-55Amod.1965, Miniart konsekwentnie rozwija serię modeli pojazdów bazujących na podwoziach czołgów rodziny T-54/T-55. Nie inaczej jest i tym przypadku. W tym miejscu pierwsze brawa dla ukraińskiego producenta. Dlaczego? A dlatego, że wydał na rynek zalany w dużej mierze germańskim wehikułami model można rzec nietuzinkowy. Naliczyłem miniatur tego typu pojazdów sowieckich… aż trzy!!! BMR-3 Trumpetera, BMR-3M Menga i naszego bohatera, czyli BMR-1 – chodzi oczywiście o skalę jedentrzypięć i wtrysk – bo jest też parę żywicznych konwersji do podobnych machin. Wracając do tematu, tenże czyściciel min powstał z przebudowy działa samobieżnego, skonstruowanego na bazie T-54, czyli Su-122-54. Samo działo było produkowane przez bardzo krótki okres (jak na warunki sowieckie), i niestety bardzo szybko się zestarzało i przestało spełniać warunki ówczesnego pola walki. Jednak radzieccy myśliciele nie marnowali cennych podwozi przebudowując je właśnie na pojazdy zabezpieczenia technicznego – jednym z nich jest właśnie BMR-1. Krótko tylko wspomnę, że podobne praktyki były prowadzone już podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, gdzie pozbawione wież np. wozy T-34 wykorzystywane były jako ciągniki ewakuacyjne.

Model został zapakowany w typowe dla producenta pudełko – sztywne, mocne. Boxart jak zawsze atrakcyjny, przedstawiający beemera trałującego drogę w Afgaństanie, o czym przy okazji malowań dopowiem dlaczego akurat tam. Z boku płonąca cysterna, z tyłu majaczy się przód jakiegoś BMP – naprawdę ładnie to wygląda. Jako, że droga jest trałowana, więc i w pudle znajdziemy również trał KMT-5M, czyli wersję rozwojową tarłu jeszcze z czasów drugiej wojny światowej. Samo pudło nie jest wypakowane po brzegi jak w przypadku T-55 z interiorem, ale i tak przestrzeń nie jest zbytnio zmarnowana. Tutaj tzw. bebechów nie znajdziemy – wersja nie dla masochistów. Niemniej znając miniartowców można się spodziewać i wersji z wnętrzem – czas pokaże. Mimo że nie ma środka, to i tak ilość wyprasek jest bardzo duuuża – 69 plus jedna blacha i dwa łańcuchy – hmmm… sporo – ilości elementów w ramkach nie miałem już siły policzyć, ale z pewnością nie zamknie się ona w przedziale 100-200.

D

A

Ea

Wb x 2 – te koła napędowe wykorzystamy w modelu.

Ta x 2 z tych ramek natomiast instalujemy w miniaturze koła napinające.

F

Db

Gb

Jc

Hd x 3 – przy małych ramkach zdjęcia awersu i rewersu.

Ag x 2

Fd x 2

Aj x 4

Ff x 2

Fg

Bd

Ac x 4

Ba x 2

Ah x 2

Blaszka fotorawiona wraz z bardzo ładnymi łańcuchami,które z pewnością nie przypominają komunijnych precjozów, tylko oryginalne siermiężne radzieckie wyroby, to już standard, i jak zawsze wykonana jest na wysokim poziomie. Zawiera minimum części niezbędnych do waloryzacji miniatury, i moim skromnym zdaniem to minimum jest optymalne – nie za dużo, nie za mało.

Wbrew pozorom, że BMR jest kontynuacją serii, ze wspólnych ramek z T-54/T-55 znajdziemy tu tylko koła jezdne.

Ramki Hm x 4

i ramki Wj x 6

Sama wanna kadłuba, mimo jednakowych wymiarów z czołgiem T-54, ma inne odstępy kół jezdnych. Przerwa jest między trzecim, a czwartym kołem, a nie jak w czołgu między pierwszym, a drugim. Tak więc producent nie mógł wykorzystać ramek z częściami czołgowymi w tym przypadku. Cała wanna jest w ten sposób nowym elementem, a raczej elementami – bo jak to w miniartach – rozczłonkowana na elementy pierwsze.

To samo tyczy się nadbudowy – tutaj z pierwowzorem, czyli pięć czwórką znajdziemy wspólne elementy pokryw przedziału silnikowego.

Błotniki to oczywistą, oczywistością osobne elementy.

Generalnie w modelu naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Jakość zdetalowania i odtworzenia oryginału stoi na wysokim poziomie…

…o czym może świadczyć fakt odwzorowania na wieńcach kół napędowych numerów technologicznych – łał rzekłbym…

…i elementach trału

Żeby pojazd nie był bezbronny wyposażono go w standardową wieżyczkę znaną z pojazdów BRDM-2, BTR-60PB i BTR-70, a uzbrojoną w najcięższy karabin maszynowy KPWT kal.14,5mm i karabin maszynowy PKT kal.7,62mm. Taaak… jeżeli mamy wieżyczkę do tych pojazdów – czyżby Miniart miał w przyszłościowych planach BRDM-y i BTR-y? Oblizałem się na samą myśl o tym.

Tak jak wspomniałem, nie ma się do czego doczepić.

 

Na przeźroczystej wyprasce, która jest zdwojona, znajduje się cała optyka bryki, czyli peryskopy, światła i wizjery – jednym słowem wszystko co potrzeba.

Wspominane łańcuchy-bdb.Czytaj nic dodać,nic ująć.

Pozostała jeszcze kwestia traków – a te mamy akurat w tymże zestawie pracujące, czyli jak zrobimy ruchome koła (a można), będziemy mogli sobie pojeździć i potrałować pole minowe na dywanie. Ruchome są dzięki temu, że to wczesne gąsienice typu RMSCh, czyli takie co to montowano w tankach rodziny T-72. A te Miniart zrobił już jako osobny zestaw waryzacyjny, który to dogłębnie opisałem w tej oto recenzji. Niemniej fotki dla przypomnienia. Ah zapomniałbym – takie gąski znajdziemy również w późnej wersji T-55A mod.1981 – oczywiście w wydaniu Miniartu.

Instrukcja, jak przystało na wschodnich sąsiadów, jest bardzo dobrze opracowana i  pomimo oczopląsu jakiego doświadczamy po otwarciu – po spokojnym przestudiowaniu jest przejrzysta i jasna-jak dla mojej osoby Miniart robi jedne z lepszych rysunków technicznych,jak te ich wynalazki poskładać.Brawo.

Pozostała kwestia kolorowania. Mamy do wyboru pięć schematów – pierwszy – Afganistan, wczesne lata osiemdziesiąte. Drugie to początek lat osiemdziesiątych, czyli też okres pomocy Breżniewa dla rządu w Kabulu – szkoda, że przeciągnęło się to aż do 1989 roku – i tak przez kolejne trzy wzory dochodzimy do sedna – wszystko na sowiecko – zielono i wszystko z lat 1979 – 1989 Afganistan. Tak więc mamy tutaj odpowiedź na mój opis boxartu – trałującego drogę w Afganistanie. Co do proponowanych wytwórców farbek mamy aż dziewięciu – Vallejo, Mr.Colour, Life Colour, Tamiya, Testors, AK Real Color, Humbrol, Revell i MissionModels – tej ostatniej nie znam. Jak łatwo zauważyć, zabrakło specjalistów od kolorów spod znaku sierpa i młota, czyli Ammo. Cóż co zestaw Miniartu, to inni producenci chemii.

 

Podsumowując – nietuzinkowy model nietuzinkowego pojazdu w pięknym i świetnie wydanym zestawie. Po raz kolejny przy okazji miniatur z Miniartu stwierdzę, iż nie jest to model dla początkujących adeptów tego pięknego hobby. Trzeba naprawdę nabrać trochę ogłady przy składaniu plastikowych zabawek, żeby zmierzyć się z tym zestawem. Ogólnie rzecz biorąc, jeśli chodzi o jakość skali od 1 do 10 – daję 10. Chociażbym chciał, to nie miałem się do czego przyczepić podczas przeglądu wyprasek i studiowania książeczki zwanej instrukcją. Jak model wygląda w składaniu postaram się w najbliższym czasie przedstawić w wiwisekcji.

Rafał Buber Kubić