1/72 Nasi se vraceji

Eduard – 2120

 

Pierwowzór omawianego zestawu pojawił się w sprzedaży w roku 2013, w skali 1/48. Ideą jego powstania było uhonorowanie zarówno czeskich lotników, jak i używanych przez nich Spitfire’ów. Stąd też wśród proponowanych malowań oprócz maszyn służących czeskim pilotom na obczyźnie i w czeskim lotnictwie po wojnie znalazły się oznaczenia stosowane przez dalszych użytkowników tych samolotów, a mianowicie Izrael i Birmę. Kiedy Eduard wypuścił Złośnice w siedemdwójce, biorąc pod uwagę popularność tej skali za naszą południową granicę można było się spodziewać, że sprawdzona już koncepcja powróci na rynek w nowej odsłonie. Okazją do tego stała się 72. rocznica powrotu czeskich dywizjonów myśliwskich do ojczyzny, która miała miejsce w sierpniu 2017 roku. Tym sposobem w nasze ręce trafiło ogromne pudło (tej samej wielkości, co wydania Royal Class) wypełnione może nie po brzegi, jednak naprawdę godnie. Mamy bowiem możliwość budowy aż trzech małych Spitfire – po jednym Mk.IXc w wersji wczesnej i późnej, a także niedostępnego do listopada 2017 w wydaniu solo (pomijając tzw. overtreesy) Mk.IXe. W związku z tym w komplecie znalazła się wypraska G z kadłubem i skrzydłami dla F Mk.IXc…

…ramka H z kadłubem i skrzydłami dla LF/HF Mk.IXc…

…oraz ramka I z kadłubem i skrzydłami dla LF Mk.IXe.

Każdy, kto miał już do czynienia z małymi Spitami Eduarda, łatwo domyśli się, że wyżej wymienionym towarzyszą trzy egzemplarze każdej z pięciu uniwersalnych wyprasek zawierających wszelaką drobnicę niezbędną do skompletowania modelu.

Ponieważ rzeczone miniatury były już wielokrotnie omawiane na naszych łamach, po krótkiej migawce przypominającej o tym, jak ładnie są zdetalowane…

…przejdziemy do prezentacji pozostałych składowych zestawu, bo i jest co pokazać. Dostajemy zatem trzy nieznacznie różniące się blaszki dedykowane poszczególnym wariantom Spitfire’ów, jakie możemy zbudować…

…a także duży arkusz masek do oszklenia i kół:

Koła zresztą możemy maskować do woli, bowiem kolejne trzy małe arkusiki z przeznaczonymi do nich maskami dorzucono do worka z żywiczną drobnicą…

…pośród której znajdziemy ładnie odlane rury wydechowe  – dwa komplety “rybich ogonów”…

…i jeden z okrągłymi końcówkami…

…jak również koła, a konkretnie dwa komplety “slicków” z pięciootworową felgą (znanych już z Brassina 672106)…

…i jeden z felgami czterootworowymi (czyli Brassin 627108)…

…oraz trzy widelce z kółkiem ogonowym.

Do tego dochodzą dwa duże arkusze kalkomanii z oznaczeniami państwowymi i indywidualnymi – na szczęście drukowane przez wiadomą wiodącą włoską firmę – i tyle w temacie w tym temacie.

Żeby nie było za dobrze, trzy arkusiki z napisami eksploatacyjnymi to już czeska robota i niestety różnica jest zauważalna. Szkoda, bo eduard ma te napisy całkiem nieźle opracowane i gdyby tak wydrukował je w Cartografie, i zaoferował jako zestawik sprzedawany oddzielnie oraz –  na zachętę – element takich jakich tutaj opisywana limitowanych edycji, nakupowałbym z tuzin. 

Bogactwo kalkomanii bierze się z mnogości malowań. Tych jest bowiem aż 39, w związku z czym instrukcja malowania to oddzielna, 40-stronicowa książeczka.

Skoro o literaturze mowa, to bodaj najbardziej wartościową składową tego zestawu jest książka autorstwa Zdenka Hurta, czyli tamtejszego odpowiednika Wojtka Matusiaka. Wypraski, blaszki czy żywice możemy wszakże kupić w innych konfiguracjach, natomiast tej publikacji nie dostaniemy nigdzie indziej. A mieć ją warto, bo to wspaniałe kompendium wiedzy o maszynach użytkowanych przez Czechów w trakcie i po II wojnie światowej, a i zostały tu ujęte dalsze losy niektórych egzemplarzy w służbie Izraela, Birmy czy wreszcie w rękach prywatnych kolekcjonerów, utrzymujących je w dobrym stanie po dziś dzień. Jeśli (co w sumie zrozumiałe) historia czeskich Spitfire’ów nie wzbudza entuzjazmu czcigodnego Czytelnika, to śpieszę z zapewnieniem, że traktując rzeczoną książkę po prostu jako album o “Złośnicach” też będzie ukontentowany – na 100 stronach znajdzie niemal 140 zdjęć, nierzadko udanie dokumentujących różnorakie efekty malarskie i łederingowe – nic tylko analizować i próbować odtworzyć na modelach. Z kolei dla tych, którzy mają chęć nie tylko pogapić się na obrazki, ale także poczytać, mam złą wiadomość – tekst jest wyłącznie po czesku.

Całość dopełnia sympatyczny dodatek w postaci koperty z reprodukcją ilustracji z pudełka. Wewnątrz niej znajdziemy wydany w 2013 roku okolicznościowy znaczek.

MG