1/72 Type 1 Chi-He Japanese Medium Tank -IBG Models

Budowa

 

Kiedy otrzymałem do recenzji model japońskiego czołgu średniego Typ 1 Chi-he wiedziałem, że długo nie wytrzymam i zacznę jego budowę w ramach tradycyjnej wiwisekcji. Powody mojej niecierpliwości były dwa: po pierwsze jest to bardzo ciekawa konstrukcja, która uzupełni moją kolekcję japońskich pojazdów, a po drugie byłem ogromnie ciekawy jak będzie się składało układ jezdny.

Nie przedłużając zacznę od tego drugiego punktu. Otóż obróbka zintegrowanych z kołami biegów gąsienic ograniczyła się do wycięcia wewnętrznych elementów wypraski oraz przeszlifowanie w miejscu w których stykały się z kołami i rolkami podtrzymującymi. Przygotowanie zewnętrznych kół było tak łatwe i proste, że aż monotonne. Tak naprawdę przy montażu układu jezdnego uwagę należy zachować jedynie podczas wycinania i obróbki połówek kół napędowych. Kanały wtryskowe są bowiem zlokalizowane przy zębach, które są dosyć delikatne. Po doklejeniu zewnętrznych kół do reszty układu dostajemy kompletne dwa podzespoły, które możemy zamontować na samym końcu zabawy z modelem. Wybitnie ułatwi nam to malowanie i brudzenie elementów podwozia i wanny czołgu.

Pomysłowość tego rozwiązania, którą znałem wcześniej z modeli firm S-model i Trumpeter sprawia, że montaż najbardziej upierdliwej części modelu zajmuje nam jakieś pół godzinki.

Następnym krokiem było przygotowanie wanny i obklejenie jej elementami zawieszenia oraz inną drobnicą. Wszystko spasowane było idealnie, a kwadratowe kołki mocujące wahacze powodowały, że nie było szans na pomyłkę i na przykład przyklejenie resorów nie na tą stronę wanny co trzeba.

Najbardziej obawiałem się naprawy uszkodzenia kadłuba, które opisywałem podczas recenzji “prosto z pudła”. Część wykonana w technologii form suwakowych pomimo bardzo dobrej jakości, była dosyć wiotka. Zanim więc przystąpiłem do naprawy, dokleiłem do niej spodnie części błotników oraz przednią płytę pancerza. Nie wycinałem również poprzeczki znajdującej się pomiędzy burtami. Wszystko po to by zachować odpowiednią sztywność elementu podczas szlifowania i szpachlowania. Okazało się, że nie taki diabeł straszny i pęknięcie udało się szybko załatać za pomocą naprawdę mikroskopijnej ilości szpachlówki. Obawiałem się, że w miejscu pęknięcia elementy są niedolane. Tymczasem wada ograniczyła się do złamania elementu (co prawdopodobnie nastąpiło podczas fruwania wyprasek w zdecydowanie za dużym dla nich pudełku).

Moje obawy budziło jednak spasowanie górnej płyty pancerza po dokonanych naprawach. Rzeczywiście, po dwóch stronach powstały wąskie szczeliny, które trzeba było wypełnić. Ponieważ jednak jest to element płaski i pozbawiony detali, była to robota na 15 minut. Przy okazji odlane jako pełne uchwyty na górnej powierzchni kadłuba podciąłem skalpelem, tak by uzyskać prześwit. Zaoszczędziło mi to dorabiania elementów z blaszki lub polistyrenu.

Mogłem przystąpić do oklejania modelu detalami. Nie napotkałem tutaj najmniejszych problemów. Uzupełniłem natomiast brakujące mocowania narzędzi saperskich, bo producent totalnie o nich zapomniał. Przednie światła nawierciłem i wkleiłem w nie kuleczki BCG do lutowania aby zaimitować żarówki. Pocieniłem również podstawy anten i wywierciłem w nich otwory. Jedynym kłopotliwym elementem były końcówki wydechów. Niby miały zamarkowane otwory, ale ich pogłębienie napsuło mi trochę nerwów. Ponieważ są to elementy bardzo małe, zalecam ich obróbkę już po solidnym przyklejeniu do tłumików.

Składanie wieży to w zasadzie formalność. Jedynym elementem modelu gdzie musiałem zastosować minimalne ilości szpachlówki to szew po złożeniu połówek jarzma. Lufę dostajemy już z gotowym otworem. Jeżeli jednak planujecie przykleić podwójny właz celowniczego w pozycji zamkniętej, trzeba go trochę mocniej pocienić by zlicował się z dachem wieży. Pewnym minusem jest całkowity brak detali na wewnętrznych stronach wszystkich włazów. Usprawiedliwieniem dla producenta jest jednak bardzo uboga dokumentacja zdjęciowa tego pojazdu.

Kiedy skończyłem walkę z polistyrenem skleiłem połówki kadłuba. Pomimo tego, że spasowane są bardzo dobrze (a to za sprawą długich kołków wewnątrz połówek), to z przodu pojawiła się dość duża szczelina (zaznaczyłem strzałką). Wypełniłem ją paskiem polistyrenu 0,25mm, który wpasował się tak idealnie, że nie potrzebowałem grama szpachlówki.

Na koniec tradycyjnie zostawiłem elementy fototrawione. Osłony tłumików niestety pozbawione są siatki, którą trzeba wykonać i przykleić we własnym zakresie od wewnętrznej strony osłon (ja tego nie zrobiłem, bo po prostu zapomniałem). Pozostała drobnica z blaszki to bułka z masłem. Przy okazji strzałką zaznaczyłem wklejony pasek polistyrenu.

A tak prezentuje się model po złożeniu na sucho oraz w czterech podzespołach, jeżeli chcemy malować je oddzielnie.

Podsumowując: podczas montażu model tylko potwierdził dobre wrażenie po recenzji zawartości pudełka. Myślę, że jest to doskonała pozycja dla początkujących modelarzy, bo przy minimalnym wkładzie własnym dostajemy przepiękną miniaturę tego ciekawego pojazdu.

Radek “Panzer” Rzeszotarski