1/72 Short Sunderland Mk.V

Special Hobby – SH72162

 

Mając do czynienia z tym modelem na pierwszy rzut oka trudno uwierzyć, że to miniatura w skali 1/72. Gargantuiczne pudło, ciężkie. No ale jak się przyjrzeć ilustracji to widać, że samolot był z tych większych jednak. Nawiasem mówiąc zwracam uwagę na dość uroczy podtytuł miniatury

No w każdym razie to wielkie pudełko wypełnione jest dość sumiennie plastikiem. mamy dwanaście ramek z szarego plastiku

..oraz jedną, również niemałą, z elementami przeźroczystymi

Komplet uzupełnia blaszka z popychaczami lotek (za to bez pasów foteli pilotów – a więc #zdrada!)

i cały jeden żywiczny drobiazg

Całkiem okazały jest również arkusz kalkomanii – z bogatym zestawem napisów eksploatacyjnych

Ponieważ za jego druk odpowiedzialny był włoski Cartograf, to jakość nalepek jest naprawdę bardzo wysoka

Producent zaproponował cztery warianty malowania – niespecjalnie różnorodne, ale tu jednak nie ma wyboru. Więc w sumie mozna nazwac to różnorodnością. Wszystko przestawione na zupełnie niebrzydkich profilach

Jeśli chodzi o sam schemat montażu, to jest przejżysty. I co warto podkreślić, zasygnalizowane są w nim (dość umownymi barwami) powierzchnie i detale które należy pomalować – co znajduję bardzo przydatnym i praktycznym

Mamy tu co prawda do czynienia z modelem latającej łodzi, ale producent zrobił ukłon w kierunku modelarzy, którzy boją się wody (a to dość powszechne, tak w przypadku wody w miniaturze, jak i tej nie w miniaturze, z mydłem) dodając do kompletu imitacje wózka i kół, dzięki którym gotową pracę można postawić na lądowej podstawce

Jak zauważyć już się dało na fragmentach instrukcji, projektanci całkiem na serio podeszli do kwestii wnętrza. Mam przy tem przeczucie graniczące z pewnością, że zrobili tam więcej rzeczy niż będzie to widoczne przez nieduże jednak okienka. Czy nawet otwarte drzwi. Z drugiej strony mimo bogactwa wciąż jest ono jedynie bazą do dalszych zabaw, jeśli ktoś lubi męczyć się z detalami, których w gotowej pracy nie widać. No i tak czy siak w paru miejscach konieczne mogą się okazać korekty chwilami mydlanych detali. Bo model jest nierówny. Nierówny w dużej mierze z powodów technologicznych. Powstał on bowiem w mieszanych technikach – jak zresztą większość modeli wydanych w ostatnich latach przez Special Hobby. Duże elementy, takie jak kadłub czy skrzydła to klasyczna szortranowa robota, gdzie forma powstała na bazie ręcznej roboty. Znacząca cześć drobnicy została jednak zrobiona cyfrowo – zapewne formy były drążone w jakimś miękkim metalu na frezarce CNC. Ta ostatnia technologia daje większą powtarzalność, bardziej równe i czasem bardziej filigranowe detale. A ta pierwsza? No cóż. czasem widać ułomności czynnika ludzkiego. Na pierwszy rzut oka poszycie wygląda ładnie. Ale powierzchnię trzeba jednak z lekka wypolerować. A linie podziału jednak pogłębić i wyrównać. Wyrównać, bo zdarzają się fragmenty krzywe, a pogłębić, bo tu i ówdzie zdarza się tym zagłębieniom zanikać.

Dziwi trochę ta niestaranność, bo o ile się nie mylę, to ten model był już opracowywany dość dawno, a wydanie przez Italeri modelu innej wersji tego samolotu premierę nieco opóźniło. Był zatem czas na ogarnięcie tematu. Mamy zatem rozbudowane wnętrze, którego nie będzie w większości widać, i czasem nawet lepiej, bo na przykłąd kratownica wewnątrz kadłuba jest, ale jak drapana w mydle. Zresztą różne drobiazgi wyposażenia na burtach również nie grzeszą finezją

mało tego – wypychacze czasem są naprawdę w beznadziejnych miejscach. Najczęściej wypadają dość przypadkowo na fragmentach owej kratownicy. Ale czasem wystarczyłoby przesunąć je o niespełna centymetr, by uplasowały się na fragmencie, z którego znacznie łatwiej byłoby je usunąć.

Nie wszystkie mniejsze elementy powstały cyfrowo. Cała ramka z osłonami silników, śmigłami, wydechami itp to również ‘ręczna’ robota.

Takoż i tablica przyrządów – choć ona akurat prezentuje się zupełnie udanie

Cała reszta to już wzory cyfrowe. Mamy więc fragmenty podłogi, burt i drobnice. Jedne naprawdę fajne, inne mimo iż równiuteńkie, to dość biedne i surowe – choćby koła. Ale już silniki uważam, że są na zupełnie akceptowalnym poziomie – to nie jest tak, że z automatu kwalifikują się do wymiany na żywice. Dziwnie wyglądają karabiny, bo jedne mają niezłe detale, drugie wyglądają jak klocki plastiku. A lufy niby nieobrzydliwe, ale jednak tutaj ręce zaciera MASTER.

Oszklenie z zdaje się znowuż robota ręczna. I generalnie jest na wysokim poziomie. Chociaż na tych trudniejszych detalach, czyli konstrukcjach wieżyczek widać, że idealnie nie jest. Niby przejrzyste, bez wyraźnych zniekształceń, ale do Hasegawy to troszkę brakuje.

Ogólnie rzecz jednak biorąc, to abstrachując od różnic w wersjach, to mając przed sobą Italerkę i Special Hobby wybrałbym jednak model czeski. I pomijam tu kwestię bardziej rozbudowanego wnętrza w tej ostatniej miniaturze. Italeri miała na ten przykłąd nawet zasygnalizowane nawet jakieś nitowania, ale sąsiadujące z rowami linii podziału, których nie powstydziłby się nawet Matchbox. Z kolei SH jest zapewne zdecydowanie bardziej pracochłonnym modelem (krew, pot i łzy do moczenia w nich pięt modelu bez wątpienia zbiorą się w niemałych ilościach), ale powinien bezdyskusyjnie lepiej wyglądać – być bardziej filigranowym. O ile w przypadku takiego bydlaka można mówić o filigranowości. Bo to naprawdę wielki model

..i w porównaniu z czteryósemkowym frycem

..czyli idealnie wpisujący się w teorię wygrywania – siedemdwójka, a większa od połowy trzydwójek. Perfekcyjny krasnalobiorca!

KFS