1/700 HMS Prince of Wales 1941

(Limited Edition)

FlyHawk Model – FH1117S

 

Na wstępie jedna istotna w gruncie rzeczy informacja i podkreślenie – omawiany tu model to edycja specjalna. Pisze o tym, bo od zwykłej różni ją, poza zawartością oczywiście, jedynie małą literka ‘s’ w numerze katalogowym. Nieznaczne są też różnice w pudełku – bo boxart w obydwu edycjach jest jednakowy, a na froncie tej specjalnej pojawiają się dodatkowo miniatury zawartych we wnętrzu waloryzacji. Bo na tym owa specjalność polega. Wspominam o tym, bo wiele sklepów w ofercie posługuje się samym obrazkiem z pudełka, a nie pudełkiem całym. A w takich okolicznościach obydwie edycje wyglądają jednakowo. Jak zatem wygląda zawartość pudełka edycji limitowanej? W pierwszej chwili tak:

We wnętrzu, oprócz góry wyprasek (o nich za moment) jest oczywiście instrukcja. Co ciekawe, instrukcja z edycji klasycznej , czyli pomijająca wszelakie waloryzacje. Co nie znaczy że jest skromna..

..w przeciwieństwie do zawartego w niej schematu malowania

Skoro o papierach mowa, to jest jeszcze obrazek z pudełka wydrukowany na cienkim, bo cienkim, ale kartonie

Na kartoniku jest też oczywiście kalkomania – co ciekawe produkcji włoskiego Cartografu. Choć to para w gwizdek – ciężko bowiem o popisy jakości przy banderze i rondlach.

I w kawałek kartonu jest wreszcie zawinięta sztabka stali stanowiąca balast w wersji ‘do linii wody’ (typowy element w modelach flajhołka)

No to teraz wreszcie plastik. Główne elementy kadłuba spakowane są osobno i dodatkowo zabezpieczone delikatną pianką. Elementy, bo mamy pokład, burty, dno na linii wody oraz do zmontowania zamiennie pełną cześć denną

No i tu już widać, że to kawał łutki

Detale, bez zaskoczenia, delikatne. Są nawet okapy nad bulajami. A przy tym segmenty pasują do siebie idealnie, również za sprawą niewielkich piór stabilizujących wiotkie przy tym gabarycie burty

Doskonale wygląda pokład. Akceptowalne są w sumie nawet łańcuchy kotwiczne, choć wciąż nie przystają jakością do reszty. Zarówno do wszelakiej armatury na pokładzie jak i samych imitacji parkietu

..a to dopiero przedsmak. Bo potem jest już tylko lepiej. W sumie to miałem już kilka modeli FlyHawka w rękach, ale wciąż nie mogę się nadziwić i nacieszyć tym, jak oni potrafią. Bo potrafią zrobić doskonałe detale, maleńkie, filigranowe, a przy tym bez skaz, bez wypychaczy, nadlewek, skurczy. Umieją tez wielodzielne formy suwakowe, i to bardzo. Nie wiem, czy nie lepiej niż Tamiya. Choć po co tu mówić o Tamiyi. Tamijunia to może flajhołkowi przylepiać nalepki z ceną na pudełka co najwyżej.. No więc wyprasek mamy .. dużo. Cześć nie jest typowymi ramkami, a pojedynczymi elementami, które wypadły właśnie z wielodzielnej formy – mają zatem zaledwie jeden wlew. Ponownie mamy też ramki z drobnicą skonstruowane tak, ze nałożone jedna na drugą tworzą słupki zabezpieczające swoją zawartość. No i jest najmniejsza ramka ever

..a przynajmniej najmniejsza, jaką miałem w rękach. No dobra – a tak wyglądają wszystkie:

O tak, jak makro jest wrogiem modelarstwa, tak flajhołk się mu nie kłania. Bo z bliska prezentuje się to tak (w roli epizodycznej zapałka z biedry)

I to by było na tyle w temacie w tym temacie. To znaczy w temacie plastiku. Bo jak by ktoś chciał upolować klasyczne wydanie tego modelu, to właśnie tyle będzie miał. Ale omawiany tu zestaw do edycja limitowana. Są w niej zatem różne dodatki, zwane waloryzacjami. Przede wszystkim komplet blach fototrawionych

Komplet, bo chodzi o trzy nie małe blaszki

Zawierają różne ażurowe konstrukcje, system lin dźwigów i temu podobne.

Zdecydowanie większą cześć zajmują jednak drabinki i relingi. A propos tych ostatnich, w dość ciekawy sposób przedstawiony jest schemat ich montażu – za pomocą różnych kolorów zaznaczony jest bieg poszczególnych blach

I trzeba przyznać, że blachy to dość udane. Innymi słowy – nie pozostawiają wielkiego pola producentom aftermarketów

Po kartonie wala się też małe, niepozorne pudełeczko z przeźroczystej folii

Nalepka na nim sygnalizuje zawartość – kolejna porcja dodatków. Zdecydowaną jednak cześć wypełnia poskładana jak gryps instrukcja montażu

A prócz tego jest bukiet maleńkich woreczków strunowych

A w nich toczone metalowe lufy

..inne, również mosiężne drobiazgi

..oraz cała masa mikroskopijnych detali, po złości chyba odlanych z żywicy w kolorze mydła. Choć na szczęście na tym podobieństwo do środków higieny osobistej kończy się

..i teraz to już faktycznie tyle w temacie w tym temacie. Znaczy w temacie omawianego tu zestawu. Bo nie, że w temacie ksiencia waleni w ogóle. FlyHawk przygotował bowiem do tego modelu jako osobne, uzupełniające komplety drewniane pokłady oraz maski do malowania rzeczonych. O nich jednak w osobnych wpisach.

KFS