1/48 Fw 190A-4

Eduard – 82142

Przeszło dekadę temu Eduard zaprezentował miniaturę foki w 1/48. Była taka nowa, niemiecka, miała bajery, nity i na pierwszy rzut oka wyglądało, że zdeklasuje wszystkie tamiye i hasegawy. Szybko przyszło kilka rozczarowań – koszmarnie zniekształcony ogon (nawet bez przykładania do planów widać było, ze statecznik jest zdecydowanie zbyt pękaty), groteskowo cienkie oponki. Do tego doszły nie małe problemy ze składalnością – gdy ktoś chciał schować silnik pod poszyciem albo zamknąć pokrywy działek karabinów skrzydłowych to miał kłopot – było pod górkę. Minęła zatem dekada, przez ten czas Edek naumiał się robić modele nieco inaczej. Dlatego informacja, że powracają do tematu Fw 190 była w sumie elektryzująca. Tym bardziej, że naprawdę model zaprojektowano na nowo, a nie poprawiano starą edycję. I wyszło tak:

Jak widać, w przyszłości spodziewać się można w zasadzie wszystkich odmian Fw 190 z silnikiem gwiazdowym. Będzie żonglowanie ramkami z płatem i kadłubem, ale trzy wypraski z detalami pozostaną wspólne dla całej rodziny. Nie mam pewności co do oszklenia, bo zdaje się dwa typy ( w ramce widać cztery osłony, ale to zdublowanie – wersja osunięta/wersja zamknięta – różnią si od siebie minimalnie szerokością – limuzyna do wersji otwartej jest ~milimetr węższa) nie wyczerpują tematu. Pewnie jeszcze pojawi się jakaś ramka z dodatkowym uzbrojeniem. No chyba, że załatwiać to będą brassinami. Wracając do oszklenia jeszcze na moment – cienkie, klarowne, bez zniekształceń, z wyraźnymi detalami. Czyli bez zaskoczeń. I celownik nawet nie jest taki glutowaty, jak często bywają takie elementy

Pozostając przy ramkach uniwersalnych – siłą rzeczy zawierają różne wersje osłon komory uzbrojenia, wnęk podwozia, zagłówków, detali kabiny czy powierzchni sterowych. Jest też cała paleta luf działek i karabinów, choć nazbyt delikatne końcówki sprawiają, że na serio rozważyć trzeba zastąpienie ich toczonymi w metalu lufami Master. Wydechy też niby mają zasygnalizowane otwory, ale żywica będzie tu lepiej wyglądać.

Mamy też po dwa rodzaje kółek ogonowych, felg kół podwozia głównego i dwa typy opon do tychże. No i opony mają raczej właściwą grubość

Silnik.. To była bolączka poprzedniej edycji. Tutaj Eduard sprawę załatwił bez zbędnych ceregieli –  mamy prostą płaskorzeźbę. Montaż więcej niż bezproblemowy. Tropiciele spisków od razy wykryją, że chodzi o wciskanie kompletnego silnika osobno – w formie brassina, w cenie porównywalnej z samym modelem. Niewątpliwie mają rację. Przy czym przypomnieć należy, że w w gotowej miniaturze, przez wentylator we wlocie powietrza na froncie silnika na dobrą sprawę nie widać zupełnie. Po co zatem komplikować sobie życie? Tym bardziej, że plastikowy i tak nie będzie nigdy tak finezyjny, jak taki zrobiony z żywicy. Zatem jeśli komuś zależy na silniku wypasionym, to ma brassina, a jak nie zależy, to ma takie coś:

Skoro przywołałem bolączki montażowe starej edycji, to jeszcze komory uzbrojenia. Tu zamknięte, w jednym kawałku ze skrzydłem, choć od środka przygotowane jest miejsce cięcia. A same komory ponownie dostępne jako żywiczna waloryzacja

Klapy są w modelu zamknięte, w jednym kawałku z resztą skrzydeł, ale i tu producent przewidział ułatwienie, jeśli ktoś zdecyduje się implementować blachy i klapy otwierać

Na powyższych zdjęciach mignęło już poszycie. Tak – model jest ponitowany, to ponitowany w zasadzie kompletnie. W pierwszej edycji nity były jedynie zasygnalizowane, teraz są chyba wszystkie. Ładne, delikatne. Podobnie delikatne ale ostre są linie podziału, panele i inne detale.

I jeszcze jak by ktoś miał wątpliwości, czy aby na pewno przepaść między starą a nową foką edka jest taka różnica. Otóż jest..

Stary silnik niby był kompletny, ale jednak detale nie szokowały ostrością

No i ogon. W nowym modelu jest wyraźnie chudszy, I przede wszystkim ma poprawny profil – czego już na zdjęciu uchwycić się za bardzo nie da

Ponieważ rozmawiamy o wersji profipack, model uzupełnia nieduża blaszka fototrawiona – taki zoom – pare drobiazgów, pasy, tablica

Co jednak zwraca uwagę, nie jest to ‘typowa kolorowa blaszka od edka’. Zaczyna się zapowiadana przez czechów poprawa jakości tego druku. Może nadal powierzchnie nie jest gładziutka, kolory nie do końca jednolite, ale druk jest jest ostry i wyraźny. No nie jest to jeszcze jakość Yahu models, ale też już na pewno nie to, co edek prezentował dotychczas.

Na debiut Eduard wytypował wersję A-4. I zaproponował do niej pięć całkiem ciekawych malowań

..to daje całkiem okazały arkusz kalkomanii

..wydrukowany po prostu słabo. To duże rozczarowanie, bo Eduard pokazał już nie raz, że potrafi kalkomanie zrobić całkiem nieźle. Może jeszcze nie z jakością Cartografu, ale z Techmodem może już śmiało konkurować. Ale tu postanowił konkurować ze starą Zvezdą.. Przesunięcia, rozmazane i rozpływające się czarne linie. No nie jest to fajne

Na szczęście drugi arkusz, z napisami eksploatacyjnymi (uniwersalny, jak i te wspólne dla kolejnych edycji wypraski) jest już znacznie lepszy. A rozmieszczenie wszystkich napisów i piktogramów zwyczajowo zaprezentowane jest na osobnym schemacie

I na koniec – jak to w profipacku, jest też arkusik masek do zabezpieczenia oszklenia i malowania kółka ogonowego (duże koła mają osobno opony, wiec maski do nich byłyby fanaberią)

Na końcu książeczki z instrukcją Eduard przypomina, że model to nie wszystko –  są jeszcze do niego śliczne dodatki

..a czy na prawdę śliczne, to postaram się pokazać w kolejnych materiałach

 

KFS