1/35 Lastkraftwagen 3,5 t AHN
with German Drivers

ICM – 35418 

Mógłbym napisać że modelarskie firmy z Ukrainy napędzają sobie sprzedaż odgrzewając kotlety na różne sposoby, ale byłby to już kolejny raz, więc nie napiszę.
Tak czy siak, w ręce trafił mi kotlet podwójny, bo składające się nań dwa starsze zestawy upchnięto po prostu w nowe opakowanie i nadano nowy numer katalogowy. Chitre i przebiegłe.
Zasadnicza część kotleta, czyli wkładka mięsna, to francuska ciężarówka Renault AHN, zaprojektowana dla wojska francuskiego, produkowana dla niemieckiego. Burzliwa historia samochodu szkaradnego, wyglądającego jak projekt sześciolatka. Paskudna piękność, takie guilty pleasure.

Panierkę do dania stanowi banda kierowców, też konfekcjonowana osobno.

Model tradycyjnie konfekcjonowany jest w sztywnym, tekturowym pudełku, zakrytym lakierowanym wiekiem. Równie tradycyjnie lakierowane wieko ozdobione jest całkiem udanym komputerowym obrazkiem.
Wewnątrz znajdziemy duży wór z wepchniętymi doń elementami ciężarówki i mniejszy wór z ramką z kierowcami tejże. Osobno jest oczywiście instrukcja składania obu zestawów.

Ciężarówka (a raczej jej dość mocno rozdrobnione elementy składowe) zajmuje kilka różnych wielkości ramek.

Ramka A – rama samochodu, silnik i mnóstwo drobniutkich elementów;

Ramka B – buda szoferki i fragmenty stelaża plandeki;

Ramka C…

…i Ramka D na której upchnięto resztę wzmiankowanego stelaża a także skrzynię ładunkową.

Ramka E1 – zawierająca felgi i towarzysząca jej gumiana Ramka E2 z oponami. Które, nawiasem mówiąc, jak na gumowe opony przystało ani nie zachwycają, ani specjalnie nie odrzucają, ot sobie po prostu są. Nawet nienajgorsze i zdatne do użycia.

Ramka F –elementa przejrzyste, czyli w tym przypadku szyby i klosze reflektorów. Nota bene ramka ta jest zapakowana bardzo porządnie w dodatkową foliówkę i odlana bardzo przyzwoicie, zapewniając całkiem niezłą widoczność wnętrza kabiny.

Od strony technicznej model robi fajne wrażenie – jamek skurczowych praktycznie nie ma, szwy na łączeniach form są niespecjalnie widoczne. Częsta bolączka większości modeli plastikowych, czyli ślady po wypychaczach nie jest zmorą tego zestawu. Większość znienawidzonych kółeczek jest albo sprytnie umieszczona tam, gdzie ich nie będzie widać, albo tam skąd bardzo łatwo będzie je usunąć. Przemyślana sprawa, gratulacje i owacje.

Od strony samego projektu jest już trochę gorzej. Jest to co prawda paroletnia już miniatura, ale poziom wykonania detali i tak nie jest aż tak finezyjny jakby się chciało. Model obfituje w dużą ilość w miarę ładnych, drobnych detali, niestety robią one troszkę mydlane wrażenie. Coś kojarzącego się z topowymi wypustami Italeri – już zdecydowanie nie paskudztwo, ale jeszcze nie finezja.

To nie znaczy oczywiście że zestaw to niestrawna kaszana. Ma bardzo mocne momenty – najbardziej charakterystyczny i rzucający się w oczy element wozu, czyli metalowe burty skrzyni ładunkowej ma bardzo ładne detale zarówno po zewnętrznej jak i wewnętrznej stronie, w dodatku bez wypychaczy!

Dno skrzyni i trzymająca ją rama też wygląda całkiem atrakcyjnie. Można się przyczepić do braku faktury drewna na dechach, ale w sumie lepiej że nie ma niż miałaby być zła.

Silnik też jest całkiem niczego sobie. Szkoda że będzie zakryty, bez większej możliwości odsłonięcia go – konstrukcja szoferki to wymusza.

Stelaż plandeki zaprojektowano z kilku dużych elementów, które odlane są w sposób nienaganny i umożliwiający, mam nadzieję, bezproblemowe jego zmontowanie. Szkoda że nie udało się to w W.O.T 6 (bladego pojęcia nie mam jak można by odmienić tą nazwę…) czy w Lancii 3Ro z IBG. Z drugiej strony, te wozy mają o te elementy o wiele delikatniejsze.

Zestawu dopełniają kalkomanie. Najlepiej powiedzieć że są poprawne. Bez przesunięć kolorów, wyraźne i na cienkim filmie. Ani nie odrzucają, ani nie porywają. Nie jest też ich dużo, ale schematy malowania zawarte w instrukcji i tak nie sugerują zbytniej emblematyzacji pierwowzoru, o czym dalej.

Sama instrukcja jest czarno-biała i wyraźna. Głównie za sprawą preferowanych przeze mnie rzutów aksonometrycznych (nie przyzwyczaję się do szarych renderów nigdy z życiu) i prowadzi logicznie krok po kroku przez cały proces montażu zabawki.

Rzecz jasna na końcu broszurki znajdują się propozycje malowań tego uroczego samochodziku. Do wyboru mamy cztery warianty – dwa szare, oliwkowy i łaciaty. Niezbyt to porywające, ale z drugiej strony jak miałaby być umalowana niemiecka (nawet jeśli francuska) ciężarówka? Ciekawa za to jest tabela farb jakie powinniśmy użyć przy malowaniu. Kto jeszcze używa Model Masterów?

Jak wspominałem, w pudle oprócz samochodzika dołączony jest bardzo sympatyczny zestaw niemieckich kierowców. Został on opisany już wcześniej przez Kamila, toteż przytoczę tu tylko rzut oka na ramkę z ludziami (w zestawie z samymi figurkami ramka jest pocięta, bo musi się zmieścić w mniejszym pudełku…), a po więcej szczegółów pozwolę sobie odesłać do jego recenzji.

Gwoli podsumowania – w pudełku otrzymujemy przypomniany, starawy ale i wdzięczny model dość niecodziennego wozu, w dodatku z nadmiarem kierowców, na pewno bardziej zwracający uwagę niż kolejny Opel Blitz. Dla fanów ciężarówek albo sprzętu armii niemieckiej całkiem interesująca opcja.

 

Michał Błachuta