1/35Model W.O.T. 6

WWII British Truck

ICM – 35507

Firmy modelarskie prześcigają się w dzisiejszych czasach, która weźmie się za bardziej dziwaczny i bardziej niszowy temat. Żadnego zdziwienia więc nie powodują wydawane często gęsto nowości. Z początkiem roku miłośnicy samochodów na dużych kołach zostali uszczęśliwieni nową zabawką.

Myślę tu o miniaturze jednej z najpaskudniejszych brytyjskich ciężarówek, czyli 3 tonowego Forda WOT6. Do całkiem pokaźnej kolekcji brytyjskich koni roboczych pokroju różnych odmian Chevroleta, ciągników Scammela czy Bedfordów QLD, dołączyła kolejna urocza pokraka. Dwuosiowy potwór, z kojarzącym się owadzio wyglądem maski i sterczącą ze zderzaka korbą rozruchową.

 Jak dla mnie rewelacja, model który na pewno #będęlepił a niewykluczone że doczeka się cudu i #będęmalował.

Zabawka zapakowana jest w sztywne tekturowe pudełko, na które nałożone jest lakierowane wieko z bardzo ładnym boxartem.

Wewnątrz kryje się pojedynczy foliowy worek z wypraskami i instrukcją. Szczerze mówiąc, nie wiem czemu wschodni producenci wrzucają części do jednego wora. Nie posądzam ich o poszanowanie środowiska (co samo w sobie byłoby jak najbardziej chwalebne), bardziej o cięcie kosztów. Niestety na tym cierpi opakowana na chama zawartość, o czym potem. Ponarzekałem, teraz do rzeczy.

Części modelu umieszczono na siedmiu ramkach (dwie zduplikowane) z szarego plastiku, jednej przezroczystej i – uwaga – małej blaszce fototrawionej. Blaszka jest chyba pierwszym tego typu dodatkiem do modelu ICM! Najwyraźniej producent stara się wskoczyć na wyższą niż dotychczas półkę. Duże brawa.

Elementy modelu są rozmieszczone na ramkach w dość sensowny sposób. Ramka A, to przede wszystkim konstrukcja kabiny i jedna podłużnica ramy.

Ramka B – skrzynia ładunkowa i „drugie pół” ramy.

C – silnik i osprzęt podwozia, plus drobnica.

Ramka D sztuk dwie – to wyposażenie szoferki, stelaż plandeki, zbiorniki paliwa itd.

E – felgi i piasty kół. Także sztuk dwie.

F – dziwnie tu mówić o ramkach, gumowe odlewy opon. Średnio ładne, jak to gumowe odlewy opon. Co prawda opatrzone ładnym bieżnikiem, ale zupełnie pozbawione napisów, które powodowałyby efekt WOW. Pole do popisu dla producentów aftermarketów.

G – elementy przeźroczyste. Odlane bez zastrzeżeń.

Nie soczewkują, i nie są mętne.

Ich powierzchnia także nie budzi zastrzeżeń.

Ramka P – wspomniane elementy fototrawione. Dość zgrzebna i chałupnicza w wyglądzie. W modelu wykorzystamy dwie siatki, co do lokalizacji reszty części instrukcja tajemniczo milczy. Albo komuś się zapomniało, albo są przeznaczone do wykorzystaniu w innej wersji pojazdu? Nie śmiem wyrokować.

Wracając do samego plastiku – projekt robi bardzo dobre wrażenie. Model nie jest tak rozczłonkowany i skomplikowany jak Miniartowy GAZ AAA czy Lancia 3RO z IBG. Nie zastosowano tu także modnych dzisiaj form suwakowych – zupełnie klasyczny zestaw. Co nie znaczy że można narzekać na zbytnie uproszczenia, części i tak jest sporo.

Detale są ostre i wyraźne. Niektóre wręcz filigranowe.

Elementy skrzyni ładunkowej też są bez zarzutu. Deski nie mają odwzorowanych słojów. W sumie dobrze, bo lepiej nie zrobić niż zrobić źle.

Po „wypychaczowej” stronie wyprasek też trudno się czegoś przyczepić. Wypychacze są umieszczone tam gdzie ich nie będzie widać, albo gdzie będą łatwe do usunięcia.

Jak w każdym niemal modelu, tutaj potknięcia oczywiście są. Jedne to ewidentne uproszczenia. Jak brzydkie kanistry…

…czy też mało finezyjne felgi.

A reszta pięt Achillesowych (zawsze muszą być pięty, zawsze!) wynika z pakowania monoworkowego. Bo mamy tu i połamane elementy stelaża plandeki, czy też pokrzywione (i też połamane) elementy kabiny i koszy na kanistry. Wielka szkoda bo psuje to nieco odbiór całości (tak czy siak pozytywny).

Żeby zaś ten odbiór dopełnić, jeszcze rzut oka na arkusik kalkomanii. Niewielki i poprawny. Znaki wyraźne, wydrukowane na średnio grubym filmie. Co ciekawe zawierają także tablice zegarów, czego bardzo zabrakło we wspomnianej już Lancii od IBG.

Instrukcja – typowa dla producenta książeczka – jest czytelna; schemat budowy w formie przejrzystych rysunków. Tak jak powinno być.

No i schematy malowania. Co prawda aż sześć, ale za to wszystkie zielone. Różniące się tylko oznakowaniami, tak samo wyrafinowane jak kalkomanie. Szkoda że nie ma ani jednego malowania w jakimkolwiek kamuflażu…

Podsumowując – bardzo ciekawa moim zdaniem nowość. Wykonana zresztą na całkiem przyzwoitym poziomie, aczkolwiek niepozbawiona wad (dość łatwych do usunięcia czy obejścia). Wygląda na całkiem przyjemny w budowie model. Co będę miał okazję sprawdzić, bo jak pisałem na początku #będęlepił a może i #będęmalował. Czego i Wam życzę.

Michał Błachuta