1/16 RCMP Female Officer with dog

ICM – 16008

ICM już od jakiegoś czasu ciągnie konsekwentnie serię miniatur ikonicznych służb gwardyjskich w skali 1/16 (czyli figurkowej 120mm). Był już choćby watykański szwajcar, królewski grenadier czy yeoman. I jest to bardzo zmaskulinizowana seria. I teraz, gdy pojawia się kolejna ikoniczna służba, czyli Kanadyjska Królewska Policja Konna to trach! Jest baba! I do tego z psem!. Ale dobra, po kolei. Od jakiegoś czasu obserwuję figurki ICMowskie, i w trzypiątkach nie mają sobie równych. Całkiem udane są również te w 1/24. 1/16 jakoś nigdy w rękach nie miałem, ale też mnie nie ciągnęło. Bo o ile te mniejsze produkty pozwalały wierzyć, ze może być całkiem nieźle, to jednak mam traumę po starych modelach Dragona, Tamiyach czy nawet żywicach, gdzie w 120mm celował Verlinden. brrrr. No ale tak się zlożyło, że wreszcie stałem się posiadaczem dużej laleczki. I prezentuje się to następująco. Zasadnicza większość elementów zarówno postaci, jak i psa znajduje się w jednej duże ramce z szarego plastiku

Do tego jest ramka mniejsza, z detalami ekwipunku: kaburą oraz pokrowcami – nie wiem – na łakocie dla pupila i obcinak do pazurków. Tak zgaduję

 

Do tego trzyczęściowa, kontrowersyjnej urody podstawka

 

No a figurka? Nie ma zaskoczeń. Zacznę jednak od tego, że widać iż powstała w technice łączonej – najpierw wzór wyrzeźbiony ręcznie, potem całość przeniesiona mniej lub bardziej nowoczesnymi metodami na stalową formę. Roztropny podział technologiczny pozwolił na wyciągnięcie wiele z możliwości wtrysku, bez stosowania wielodzielnych form suwakowych. Rzeźba fałd munduru nie budzi zastrzeżeń, detale wyglądają doskonale. Nawet te najdrobniejsze, jak wszelakie przypinki na kołnierzu, naramiennikach czy kapeluszu

 

Pani oficer nie ma już tak promiennego uśmiechu jak na obrazku, ale twarz wygląda całkiem udanie. całkiem zgrabnie udało się też uformować uszy- które są problemem przy dwudzielnych formach. Udanie nie znaczy jednak, ze nie będą wymagać istotnych poprawek

 

No i pieseł. Bo nie ma wątpliwości, że to pieseł, a nie pieseła. Tu zawsze jest problem, jak oddać puszystość sierści, więc jest ona raczej umowną. Ale broni się to to. A i tak wszystko zależy od tego, jak będzie pomalowane. Choć dość zauważalny podział figurki ze względów technologicznych oznacza, ze w wielu miejscach trzeba będzie posiłkować się jakąś masą rzeźbiarską do retuszy po sklejeniu.

 

 

Schemat montażu i malowania jak to w iceemowych ludzikach – konsekwentnie odstręczający. I tutaj dodatkowo niezbyt czytelny. Bo jeśli już producent poskąpił kalkomanii na naszywki i broszki, to mógł jakoś wyraźniej zaprezentować ich wygląd. Co prawda wspomniane detale są wyraźnie zaznaczone na modelu, ale skoro w instrukcji malowania wskazane jest, że cośtamcośtam ma być pomalowane na złoto, to szkoda, że nie jest pokazane w sposób czytelny jak to ma finalnie wyglądać.

A jeśli ktoś kupił ten zestaw zauroczony boxartem, to teraz bonus – wewnątrz pudełka jest spory obrazek wydrukowany na kredowym papierze – w sam do antyramy i na ścianę..

KFS