Produkcja zestawów żywicznych

..czyli ‘jak to jest zrobione’

Na początku może ustalmy, że nie jest to poradnik jak odlewać z żywicy. Gdybym chciał temat opisać dokładnie, wyszedł by tekst z kategorii tl;dr, a i tak pewnie o czymś bym zapomniał. A tak między nami, to mi się po prostu nie chce. Zupełnie osobną sprawą jest to, że przedstawiony tu sposób i tak wymaga zaplecza maszynowego, którym nie każdy dysponuje – pompy i komory próżniowej. Ot będzie to tekst z gatunku ‘rozrywka’ z serii ‘jak to jest zrobione’. Za bohatera niech posłuży zestaw narzędzi do Scammella z mojej oferty (no nie będę przecież pokazywał jak klonować figurki z aliexspress). Prace zaczynam od wycięcia okrągłej podstawy formy. Na krążek kartonu lub grubej pianki wykończonej kartonem naklejam najpierw taśmę dwustronną. Dzięki temu mogę w miarę swobodnie przesuwać i ustawiać elementy, tak by wszystkie ładnie się zmieściły i były odpowiednio ułożone.

W tym konkretnym przypadku do zalania gumą przygotowałem sobie od razu dwa komplety – oryginał oraz jeden z pierwszych odlewów odłożony zawczasu na bok. Obydwa zestawy rozmieściłem w identyczny sposób, tak by podczas rozcinania gotowej formy zastanawiać się na tym, gdzie ciąć tylko raz. Gdy jestem pewien, ze wszystko jest rozłożone jak trzeba spoinę wzmacniam niewielką ilością cyjanoakrylu

Następnie całość owijam cienkim polistyrenem (albo cienką blachą jak w tym przypadku, bo arkusz HIPSu A4 był za mały) tworząc boki formy. Rolka taśmy służy tu jedynie jako stabilizator kształtu..

Przy okazji muszę się upewnić, ze powstały kołnierz nie jest wyższy niż komora próżniowa. Przy czym powinien być najwyższy jak to możliwe, ze względów o których będzie za moment (karton nałożony na kołnierz pełni tę samą funkcję, co rolka powyżej)

Tu zaczyna się walka z czasem. No dobra, dość powolna walka, bo akurat przy gumie czasu jest całkiem sporo. Tak więc mieszam silikon z katalizatorem. Następnie ową mieszankę wkładam do komory próżniowej i wstępnie odgazowuje.

..i jak widać na powyższym zdjęciu, mimo że może nie jest idealnie wyraźne, silikon podczas odpowietrzania wygląda jak gdyby się gotował. A tak bąbelkując intensywnie puchnie. Trzeba uważać, żeby nie wykipiał. A im wyższe naczynie, tym wykipieć mu trudniej. Po wstępnym odgazowaniu gumy zalewam nią elementy, które będę powielał

..po czym ponownie odpowietrzam jakiś czas

I tu pierwsza walka z czasem się kończy, a zaczyna walka z nieciepliwością – bo trzeba poczekać co najmniej dobę aż silikon się utwardzi. W trakcie utwardzania guma znacząco zmniejsza swoją objętość

Dalsza procedura jest następująca – najpierw trzeba odwinąć materiał kształtujący boki formy

Jak widać na ściankach tworzy się cienka błonka (silikon ‘gotując się’ brudzi ścianki a zanim zupełnie spłynie to tężeje), którą trzeba odciąć

I mamy formę, z której teraz trzeba wyłuskać zalane w niej elementy

No dobra, oczywiście to był suchar z tą zmianą objętości. Ale na mniejszej formie łatwiej było mi pokazać jak się ją przygotowuje. Bo tę duża odwija się tak samo, i tak samo trzeba pozbyć się nadmiaru stężałego silikonu

Później oderwać trzeba też podstawę, do której przyklejone były elementy. Ostrożnie, tak by w sposób niekontrolowany nie wyrwać detali z gumy (albo co gorsza samych kostek wlewowych)

Kolejny etap jest najmniej przyjemny z całego procesu. Chodzi bowiem o cięcie. Od rozciągania gumy pace bolą mnie potem dwa dni. A samo cięcie może nie jest trudne, ale jednak wymaga przemyślenia – jak pociąć, żeby nie uszkodzić elementów, albo samej formy za bardzo nie pochlastać, żeby ewentualne szwy były w miejscach jak najmniej kłopotliwych do usunięcia itd. Żadne roket sajens, ale upierdliwa robota i tyle

Skoro gumowa forma jest gotowa, to można zalać ją żywicą. Ale żeby ją zalać, najpierw musi być odpowiednio przygotowana. Owijam ją bowiem paskiem papieru. Po pierwsze utrzymuje on jej kształt, co jest istotne szczególnie gdy jest porozcinana. Po drugie owy papier stanowi kołnierz utrzymujący nadmiar żywicy

Do jednego z komponentów dwuskładnikowej żywicy wlewam barwnik i mieszam do uzyskania jednolitego koloru

Następnie obydwa komponenty wstępnie odgzowuję. Ten z barwnikiem podczas mieszania się jednak napowietrza, wiec wolę zmniejszyć ryzyko bąbli w gotowym odlewie

Formy przygotowane do zalania umieszczam w kuwetce, a kuwetkę wstawiam do wnętrza komory próżniowej

I tu zaczyna się faktyczna walka z czasem – po zmieszaniu obydwu komponentów żywicy mam zaledwie kilka minut na zalanie formy oraz odpowietrzenie żywicy. No więc zalewam..

..odpowietrzam – z zegarkiem w ręku

..a po wyznaczonym czasie wyjmuję całą kuwetkę z komory. Znaczy mógłbym nie wyjmować, ale wygodniej mi kontynuować zabawę na zewnątrz. Rozdzieram zatem delikatnie papierowy kołnierz – tak by nadmiar żywicy mógł się swobodnie wylać, ale jednocześnie, żeby owijka nadal zabezpieczała formę przed rozłażeniem się

..a ponieważ żywica cały czas gęstnie, po tych kilku minutach od zmieszania składników nie jest już taka lejna – trzeba jej więc pomóc zlać się z formy

I w tym momencie można wszystko porzucić na parę godzin. Można, a nawet trzeba, bo zbyt wczesne wyjęcie odlewów sprawi, ze się zniekształcą. Ja wiem, że żywicę łatwo na ciepło wyginać, ale ona i tak będzie z czasem chętnie wracała do takiego kształtu, w jakim utwardziła się po raz pierwszy. Zatem jeżeli odlewy mają być kopiami wzoru, a nie pokrzywionymi kopiami wzoru, trzeba dać żywicy czas jej należny na utwardzenie

Reszta to już formalność. Najpierw rzecz jasna zerwać trzeba papier, którym owinięta jest forma

A potem delikatnie wydłubać odlewy. Tu też palce się nieco eksploatują, szczególnie gdy do ‘rozebrania’ ma się więcej zalanych gum. Choć nie jest to już tak podła robota jak rozcinanie formy

I tyle w temacie w tym temacie. Tak mniej więcej wygląda forma i jej owoce:

To oczywiście jeden z wielu sposobów odlewania. Formy mogą mieć różne kształty, wiele zależy od wielkości i kształtu komory próżniowej, oraz od silikonów i żywic, jakich się używa. Ja pokazuję jedynie jak mnie nauczono odlewać i jak ja w związku z tym robię.

Warto tu też podkreślić, że o ile można odlewać w jeszcze większych seriach, to jak by nie ‘uprzemysłowić’ całego procesu, wciąż będzie on manufakturą. Kolejna sprawa to żywotność formy. Jest zmienna w zależności od użytych materiałów oraz od stopnia skomplikowania wzoru, ale więcej niż parędziesiąt dobrych odlewów z jednej raczej nie wyjdzie. A przy takich filigranowych duperelach jakie robi choćby Taurus to w ogóle paręnaście sztuk i każdą następną odrzuci kontrola jakości. To tak gwoli wyjaśnienia, gdyby ktoś nadal się zastanawiał, czemu zestawy żywiczne są droższe od wtryskowych.

KFS