1/72 PZL.23A Karaś – IBG

BUDOWA czyli ROZPOZNANIE WALKĄ

 

Ciekaw jednak byłem jak wypada to, co po wstępnych oględzinach plastiku ciężko stwierdzić – jaka jest sklejalność. Zatem niezwłocznie po sfotografowaniu ramek zabrałem się za budowę.

Pierwsze wrażenia są takie, że model jest miły w budowie. Jeśli chodzi o poziom zdetalowania i rozdrobnienia wszystko jest dość konsekwentne. Nie ma większych fakapów. Nie licząc tych z instrukcją montażu. Do tej już na wstępie producent musiał dołączyć erratę. A i ona spawy nie ratuje. Generalnie schemat montażu jest chaotyczny. Nie zawsze podpowiada najbardziej rozsądną kolejność montażu, nie wszystko jest pokazane wystarczająco czytelnie. Czasem nawet potrafi wprowadzać w błąd. Oczywiscie analizując schemat przed budową łatwo wychwycić wszystkie pułapki. Ale do tego potrzeba też odrobiny doświadczenia. Mniej zaawansowani modelarze (a zapewne wielu będzie ten model budować) mogą wpakować się w drobne kłopoty. A pierwsza zasadzka jest już na początku i tyczy się radiostacji montowanej pod oszkleniem.

W pierwszym kroku instrukcja podaje jak ją należy okleić kalkomaniami. A dopiero w jednym z ostatnich jak okleić blaszkami i zamontować w osłonie kabiny.

Mało tego, wedle obrazka łatwo można wkleić ją do góry nogami. Skrzynka radiostacji ze względów technologicznych jest bowiem wewnątrz pusta i od dołu widać w niej otwór.

OD DOŁU, bo wtedy tuż nad kratownicą wnętrza jest on niewidoczny. Gdyby sugerując się rysunkiem z instrukcji wkleić ją otworem do góry, będzie on widoczny przez szybki oszklenia. A w gruncie rzeczy lepiej, żeby był niewidoczny. Ostatecznie jednak można na tej powierzchni przykleić kawałek płytki polistyrenowej o w ogóle nie troskać się ową dziurą.

Montaż elementów kabiny pilota jest jednak bezproblemowy i opisany jak najbardziej przejrzyście. I trzeba przyznać, że jak na standardy skali 1/72 wygląda to przyzwoicie (choć nadal nie rozumiem, co powstrzymało twórców modelu przed zawarciem w blaszce fototrawionej kompletu pasów bezpieczeństwa)

..i skala właśnie sprawia, że podstawa karabiny maszynowego może nie jest tak filigranowa jak być powinna, ale to akurat mało eksponowany fragment. Sam karabin jest na przyzwoitym poziomie. Ma nawet fototrawiony celownik

Pozostałe elementy wnętrza uważam, że są zdetalowane w sam raz. Nie ma zbędnego pokawałkowania. Oczywiście wszystko w perspektywie miłego sklejania plastikowej zabawki. Pole do popisu dla producentów waloryzacji nadal jest ogromne

Kolejny ister eg w instrukcji leży w rejonie tablicy przyrządów. Tak było łatwiej narysować, ale nie koniecznie łatwiej jest sklejać. Chodzi o to, iż rzeczoną tablicę wygodniej jest przykleić na przeciwległej burcie, niż sugeruje to schemat montażu. W takiej sytuacji wystarczy przyłożyć tablicę we właściwym miejscu i podlać cienkim klejem. Montując zgodnie z zaleceniami właściwej pozycji trzeba szukać, ze względu na specyficzny kształt samej tablicy

 Z kolei do drugiej połówki kadłuba przykleiłem półkę oraz zamontowałem karabin

I gdybym planował malowanie wnętrza, to tak było by ono przygotowane – poszczególne sekcje osobno, cześć elementów sklejona z burtami

 ..a ponieważ celem tej budowy było sprawdzenie składalności zestawu, w następnym kroku wkleiłem elementy kabiny pilota oraz tylną półkę z zapasowymi magazynkami

Dopiero po sklejeniu połówek kadłuba oraz wyszlifowaniu miejsca łączenia zamontowałem statyw z tylnym karabinem. Najpierw spozycjonowałem go na sucho a następnie podlałem cienkim klejem

Połówki kadłuba są spasowane bardzo dobrze. Nie obejdzie się jednak bez szpachlówki. Na krawędzi otworu tylnego strzelca pojawia się szpara, którą wypada czymś wypełnić, bo samo szlifowanie pilnikiem sprawy nie załatwi. A na końcu niezbędne będą malarskie retusze, bo zwracam uwagę – w prawilnej pracy nad modelem tutaj wnętrze będzie już pomalowane. Dlatego zdecydowanie lepiej miejsce to wyszpachlować i dopasować przed sklejeniem

Ponieważ obawiałem się, ze przy tablicy przyrządów też trzeba będzie szlifować powierzchnie, z nałożeniem kalkomanii wstrzymałem się aż do tego momentu. Nalepka jest dobrze dopasowana, rewelacyjnie reaguje na płyny Microscale, i zupełnie mi się nie podoba. Jakaś taka landrynkowa

 

Dość późno i zupełnie przez przypadek odkryłem też delikatne artefakty modyfikacji formy – rejon stateczników jest jednym z tych fragmentów, który odróżnia wypraski PZL 23 od 43. I w tym miejscu pojawia się cos wyglądającego jak uskok na styku fragmentów formy suwakowej, który to trzeba zniwelować pilnikiem.

Aby wygodnie kontynuować prace musiałem wkleić płat.  Sklejając połówki skrzydła na duże płaskie powierzchnie styku naniosłem niewielką ilość kleju Roket Plastic Glue. W tej sytuacji fakt, że nie zasycha on błyskawicznie jest bardzo pomocne

Dzięki temu mogłem spokojnie złożyć i spozycjonować ze sobą sklejane elementy

Na koniec wreszcie krawędzie ‘pomalowałem’ bardzo płynnym i doskonale penetrującym klejem Plastic Magic, dzięki któremu uzyskałem ostateczną, solidną spoinę

 W gotowy płat trzeba powklejać fototrawione pedały oraz szybki. Te ostatnie śmiało można montować w uprzednio pomalowany element

 

 Sklejając płat z kadłubem najlepiej zacząć od połączenia tych sekcji z przodu i z tyłu. Skrzydła mają tendencje do opadania, wiec je lepiej dopasować w kolejnym kroku

..a w zasadzie nie tyle dopasować, co unieść lekko końcówki ku górze- wtedy po pierwsze dostają właściwego wzniosu a po drugie dopasowaną się w sumie idealnie do boków kadłuba

Nieco kłopotliwy jest montaż radia w oszkleniu. Niewielkie miejsca styku, konieczność użycia cyjanoakrylu i element przeźroczysty – to wymaga zachowania minimum ostrożności

Na szczęście oszklenie pasuje do kadłuba niemal perfekcyjnie

Osłona silnika odlana jest jako jeden element. Uwagę tu zwraca fantazyjny przebieg łączenia połówek formy.

 

Intencją projektanta było zapewne odtworzenie bocznych zapinek pokrywy. Próżny trud – już w odlewie są one mało widoczne, a usuwając ślad łączenia elementów matrycy usuwa się je całkowicie. Szczególnie, ze wlew wypada w ich pobliżu. Przerost (nomen omen) formy nad treścią

Jak już wspominałem w recenzji, silnik choć jest w zasadzie kompletnie przesłonięty nie jest przesadnie uproszczony. Po chwili lustracji jednak odkrywamy problem. Chociaż powiedzieć ‘problem’, to nic nie powiedzieć! To cios, i nie w plecy, a w samo serce prawdziwego modelarza!. Otóż bez istotnych modyfikacji nie sposób zrobić model tak, by kręciło się w nim śmiegiełko! #zdrada #hańba #taksienierobi

 

Jak wsponiałem w recenzji, model daje możliwości wykonania goleni podwozia z osłonami i bez. Zatem zrobiłem podwozie z osłoną i bez. W przypadku wersji z owiewką trzeba jedynie rozważyć, czy jej wnętrze oraz kolo malować przed czy po sklejeniu. Bo w gotowej sekcji dostęp do tych powierzchni jest nieco utrudniony

Słabym punktem są klosze świateł w goleniach. Wlewy umieszczone są tak, że detal trzeba przepolerować (a wielki nie jest, co sprawy nie ułatwia), a co gorsza w niektórych egzemplarzach zdarzają się bąble powietrza. Zdecydowanie detal z potencjałem dla wkładu własnego

Bomby z zestawy pasują jak trzeba. Pasować jak trzeba będą również producentom aftermarketów, bo finezją nie grzeszą

Gdy wszystko na brzuszku było już zamontowane, mogłem zajac się detalami na grzbiecie. Kamera to kolejny drobiazg, który trzeba lepić wyjątkowo ostrożnie, żeby nie zbrukać szkiełka. A celownik jak celownik. Delikatna blaszka. Dobrze zrobić pod nią subtelny otwór

Podsumowując – model jest naprawdę bardzo fajny. Może nie jest to miniatura w sam raz na pierwsze spotkanie z modelarstwem, ale dla każdego, kto wie już którą stroną pędzla się maluje nie powinna stanowić wyzwania. Tu i ówdzie trzeba nieco poszpachlować, gdzie indziej popieścić pilnikiem. Nic czego nie znali byśmy z innych modeli – nawet tych mających miano topowych. Do planów nie przykładam – jeszcze nie postradałem na tyle rozumu. Wystarczy mi, że bez wątpienia wygląda jak karaś. Bo wygląda