1/35 US MACHINE GUN SET

MiniArt 37047

Każdy kto trudzi się budową pojazdów wojskowych rodem z USA prędzej czy później staje przed koniecznością wymiany zestawowego półcalaka M2HB na coś przypominającego oryginał. Do niedawna pułap w tej dziedzinie wyznaczały miniatury tego karabinu dodawane do rewelacyjnych Shermanów Taska/Asuka. Ukraińska konkurencja postanowiła podnieść troszkę poprzeczkę wypuszczając swój zestaw ckm-ów montowanych na amerykańskich pojazdach. Zestaw o tyle ciekawy, że zawierający też Browninga M1919, do tej pory traktowanego jeszcze bardziej po macoszemu niż jego większy kuzyn (pierwszą akceptowalną miniaturą tegoż był M1919 Academy – ładny, ale nie porywający). Swój zachwyt nad tym zestawem postaram się przytłumić i ubrać w kilka argumentów poniżej.

Kolorowe, otwierane z boku pudełko zawiera duuuużą ilość powietrza, kartkę z instrukcją montażu, oraz woreczek z rameczkami. Trudno nie użyć zdrobnionka.

Gdy ochłoniemy z zaskoczenia i rozprujemy foliowy worek, ze środka możemy wydobyć kopertę z blaszką fototrawioną. Która to, owa blaszka, zawiera perforowane osłony lufy do M2 i M1919, skrzynkę amunicyjną i parę innych drobniutkich pipsztylców.

Resztę stanowi plastik, czyli 7 ramek, na których zamieszczono części potrzebne do zmontowania dwóch Browningów M2, dwóch M1919, po jednym trójnogu i kilka wariantów podstaw.

Największa ramka to lufy M2 z tłumikiem płomieni, taśmy amunicyjne, skrzynka z nabojami i drobnica.

Mniejsze dwie ramki na których ulokowano korpusy ckmów oraz lufy tłumika płomieni pozbawione.

Dwie ramki na których znajdziemy M1919.

Ramka z dodatkową skrzynką amunicyjną oraz podstawami karabinów oraz bardzo ładną taśmą amunicyjną .30 cala.

I po jednej ramce z trójnogami, zarówno w wersji złożonej jak i w konfiguracji bojowej.

 

Nie może zabraknąć także intstrukcji montażu w postaci dwustronnie zadrukowanej kartki.

A także schematu malowania. Na tylnej ściance pudełka.

Co do samych zabawek… Niesamowite. To że detale ostre, wyraźne i bogate, to wiadomo, bo producent zdążył już nas do tego przyzwyczaić w kilku zestawach z akcesoriami. Że formy suwakowe – też już wiemy MiniArt umie z powodzeniem używać (chociaż tu zdarzają się małe zonki w formie nadlewek na końcach luf, upierdliwe ale nie psujące wrażenia). Że blaszka, też już standard jak na obecne trendy w modelarstwie. Że wypychaczy nie ma ani śladu, to wiadomo, trudno się spodziewać czegoś innego. Że karabiny ładne i szczegółowe, z bardzo fajnymi taśmami amunicyjnymi, chyba najładniejszymi jakiem widział w plastiku, to też w sumie betka.

Mnie urzekła przede wszystkim uniwersalność zestawu. Rozumiem przez to możliwość wykorzystania zestawowych karabinów w paru modelach, a dodatkowo szansę podrasowania paru kolejnych miniaturek za pomocą tego co zostaje… Czemu zostaje? A bo temu, że każda jedna lufa ma możliwość wykonania jej z samego plastiku, lub z plastiku z dodatkiem fototrawionej blachy. W dodatku mamy przecież dwie wersje lufy do M2, a także nadmiar podstaw na owe karabiny, i paru drobnych detali. Dodajmy do tego trójnogi…

Słowem zestaw rewelacyjny na pierwszy rzut oka, wart przeznaczenia na niego kawałka kieszonkowego. A jak się ma pierwszy rzut oka do praktyki, do tego w porównaniu z konkurencją to już temat na następną porcję wynurzeń, którą to postaram się zaserwować niebawem. Tymczasem zostawiam Was z paroma zbliżeniami, żeby narobić trochę smaku, ot co.

Michał Błachuta