1/35 Kfz. 70 with 7.62cm F.K. 39 (r)

MiniArt – 35189

Cz. 1 – Budowa

Tak jak zapowiadałem w recenzji, na warsztat trafił Kfz.70 wraz z sowiecką armatą w służbie u nowych panów. Byłem bardzo zaciekawiony tym zestawem pomimo, że bliżej mi do konstrukcji sowieckich niż teutońskich. Ilość części wynikająca z rozczłonkowania na elementy pierwsze zarówno pojazdu, jak i armaty, w przypadku tak niedużych modeli jest imponująca. I tutaj pojawiły się moje obawy – jak będzie wyglądało spasowanie części, jak będzie zachowywało się tworzywo podczas obróbki i klejenia, bo już nieraz spotkałem się z modelami z tzw. pierdylionem detali gdzie spasowanie i odtworzenie poszczególnych elementów wołało o pomstę do nieba. I jakież było moje zaskoczenie-wszystko okazało się pasować idealnie, tworzywo być świetnym, a i detale mógłby zawstydzić niejednego producenta z wyższej półki. Tym razem trafił się model, a w zasadzie dwa, gdzie nie było sytuacji, że im głębiej w las tam ciemniej. A więc  po kolej.

Moja rada w przypadku tejże budowy to bezdyskusyjnie trzymać się instrukcji i składać model zgodnie z kolejnością kroków w tejże zawartych. Na pierwszy ogień idzie więc silnik. Z pozoru instrukcja może trochę przerażać, ale na całe szczęście została opracowana w sposób perfekcyjny i po krótkiej analizie rysunków możemy poszczególne części bezproblemowo montować. Dla chętnych – warto zrobić okablowanie silnika, tym bardziej, że istnieje możliwości wykonania otwartych masek. W mojej relacji ich nie ma, gdyż chciałem pokazać to co oferuje producent w zestawie. Niemniej różne kabelki pojawią się w drugiej części-malowaniu.

Mamy złożony silnik, czas na najważniejszy element konstrukcyjny pojazdu, a w zasadzie jego można by rzec kręgosłup – czyli ramę ,bo to właśnie na niej wszystko będzie się opierać. Tutaj nie ma miejsca na pośpiech. Radzę dokładnie w pierwszej kolejności przeanalizować rysunki montażu i przyjrzeć się elementom w ramkach. Jak ze wszystkim, także i tutaj rama jest maksymalnie rozczłonkowana. Spasowaniu części nie mam nic do zarzucenia.

Najważniejszą rzeczą jest zwrócenie uwagi na jej symetrię,bo jej nie zachowanie może później zemścić się na montażu górnych partii modelu. Gdy jest gotowa możemy przymierzyć silnik – pasuje wybornie.

Kolejnym etapem według instrukcji  jest montaż mostów. Po raz kolejny należy to zrobić z dużą uwagą, żeby nie pomylić części z przedniego i tylnego zespołu. Tutaj również napotkamy bardzo małe, wręcz malutkie części, które są składową bębnów hamulcowych. Oczywiście konieczne jest również zwrócenie uwagi na ich symetryczne zmontowanie – nie chcemy przecież, żeby każde koło sterczało w swoją stronę. Jest to dosyć trudny moment sklejania.

Po uporaniu się z ramą, mostami, resorami i kołami, które nie wymagają głębszego opisu, możemy na sucho złożyć wszystko do kupy i cieszyć oko dolną częścią Merca. Wszystko wygląda bardzo dobrze, jest delikatne i nie sprawia wrażenia toporności. Na zdjęciach poniżej widać również złożoną atrapę chłodnicy i moim zdaniem jedyny przypadek łyżki dziegciu w tym zestawie – a mianowicie płaską gwiazdę. Można by się pokusić o wycięcie tej z wtryskowej atrapy,ale byłoby to karkołomne wyzwanie. U mnie zostaje jak jest.

I rzut oka, jak pięknie wszystko prezentuje się od spodu.

Mamy ramę – czas na budę. Jak już przystało na Miniart nie jest ona, jak to bywa u większości wytwórców plastikowych zabawek, jednym elementem, a trzeba ją poskładać z paru części. I tutaj jednak odszedłem lekko od instrukcji. Ta bowiem każe nam w pierwszej kolejności zamontować wyposażenie wnętrza, a dopiero potem okleić podłogę ścianami. Ja skleiłem całą skorupę karoserii bez jej wyposażenia – pomalowanie całości byłoby rzeczą niemożliwą (a przynajmniej niemożliwą jeżeli chodzi o dokładne malowanie),a nie pokolorowanie na  odwalsię – tego i tak nie będzie widać. Także moja rada – siedzenia załogantów i kierownice, a także koło zapasowe zostawiamy nie przyklejone do reszty modelu. To naprawdę ułatwi pracę z farbami. W moim modelu nie przykleiłem również drzwi. Tak więc części składowe budy.

…i całość po montażu i przymiarce do ramy.

Wszystko zgrywa się idealnie, a to zasługa dokładnego i powolnego można powiedzieć montażu ramy. Jak już wspominałem jej poprawne złożenie jest kluczem do sukcesu w późniejszej budowie. Od spodu całość również prezentuje się ciekawie.

Następnym krokiem było posklejanie elementów wyposażenia wnętrza kabiny, maski silnika i wyposażenie drzwi w klamki. Wszystko przebiegło sprawnie i bezproblemowo. Tak więc wszystkie podzespoły naszego kabrioletu były gotowe do malowania.

Także rama otrzymała brakujące elementy.

A tak wygląda podział modelu do malowania. Zdecydowałem,że zrobię go w wersji ze złożonym dachem,w celu lepszej prezentacji wnętrza.

Całość zmontowałem na patafix, żeby móc sprawdzić spasowanie – to okazało się być bez zarzutów. Całość ,tak jak i sama rama sprawia wrażenie lekkości. Ścianki kabiny są naprawdę cienkie i jak najbardziej cieszy oczy. Jeśli właśnie chodzi o tą lekkość i brak toporności, to należą się wielkie brawa dla producenta. Ja osobiście jestem pod wrażeniem.

Tym oto sposobem mogłem zabrać się za drugą część tego zestawu, czyli armatę. Rzecz jasna i w tym przypadku nie było taryfy ulgowej, jeżeli chodzi o ilość części. Armatę tak samo jak i samochód starałem się budować wedle kolejności instrukcji, jednak tak samo jak w przypadku jej holownika, w jednym przypadku odstąpiłem od sugerowanego schematu – oczywiście ze względu na malowanie. O tym jednak nieco później. Montaż rozpocząłem oczywiście od lawety.

Same koła to typowy patent Miniartu,a mianowicie opony składają się z trzech krążków,które po sklejeniu wyglądają – powiem tak – nieźle.

Armatę składało się dużo szybciej niż mesia, i tak na przykład ostrogi lawety można wykonać na dwa sposoby – do transportu i w pozycji bojowej. Ja skleiłem je w wersji transportowej, i tym sposobem laweta była gotowa. Jak już można wywnioskować z wcześniejszych opinii montaż pomimo iż pracochłonny przebiegał bezproblemowo.

Oczywiście nie omieszkałem przymierzyć jej do kaefzeta.

Formalnością pozostało już tylko wykonanie ostatniego aktu tej budowy, czyli samej armaty. Po raz enty powtórzę, że instrukcja jest bardzo transparentna, więc większych problemów nie było podczas składania poszczególnych sekcji.

…i można było zmontować wszystko w całość. Tutaj też pojawiło się małe odstępstwo od kolejności montażu, a mianowicie nie przykleiłem maski i wahliwej płyty pancernej, gdyż pomalowanie całości byłoby bardzo, bardzo utrudnione. Odnośnie lufy dodam tylko, że w zestawie jest ona również  w wersji radzieckiej,czyli bez hamulca wylotowego. Lufa jak to lufa, chociaż przydałby się tutaj toczony zamiennik – nie mam pojęcia,czy takowy istnieje.

A tak prezentuje się gotowa armata w towarzystwie Mercedesa. Ona również do zdjęć została złożona na patafixa.

Tym też sposobem dobrnąłem do końca budowy tegoż zestawu. Nie powiem – pracy było sporo, ale włożony trud wynagradza już widok niepomalowanego modelu. Także parę fotek teutońskiego ciągnika z sowiecką armatą.

 

Krótko podsumowując – model, a raczej zestaw modeli, godny polecenia. Za przystępną cenę otrzymujemy ciekawą propozycję będącą świetną alternatywą dla rynku zalewanego ostatnio Panterami i innymi teutońskimi klocowatymi dziwadłami. Mimo bardzo dużej ilości części, budowa nie sprawiła mi większych problemów. Oba modele, pomimo iż nowościami nie są, to są po prostu dobre. Naprawdę kawał porządnej roboty wykonanej przez Ukraińców. Teraz pozostaje całość wymalować,a relację z tego procesu postaram się przedstawić.

P.S. Wskaźniki skrajni pojazdu doklejone zostaną na sam konic malowania ze względu na ich delikatność.

Rafał Buber Kubić