1/48 Kawasaki Ki-61-Id Hien

(Tony)

Tamiya – 61115

 

Co prawda to model z 2016 roku, ale jakoś tak się nie składało, żeby trafił wcześniej w moje ręce. Ale ponieważ lubię dotykać ładne rzeczy, to lepiej późno niż wcale. Bo bez wątpienia jest to miniatura bardzo ładna. Taka fajna Tamiya, do jakiej Tamiyi przyzwyczaiła nas Tamiya mniej więcej od czasu bociana, który zresztą miał na pudełku, że jest kamieniem milowym i w sumie był, bo trafił na rynek z setnym numerem katalogowym. Wracając jednak do Hiena. W pudełku, prócz makulatury znajdziemy trzy wypraski z szarego polistyrenu

Ta ostatnia, najmniejsza, jak widać na załączonym obrazku zawiera w zasadzie detale silnika, gdyby ktoś panował go eksponować. Zresztą w kwestii eksponowania elementów wnętrza producent poszedł dużo dalej – w zestawie znajdziemy bowiem jedną z połówek kadłuba wtryśniętą z przeźroczystego plastiku

..skro przy elementach przeźroczystych jesteśmy, to oczywiście jest też ramka z oszkleniem. Bardzo ładnym, cienkim, bez zniekształceń

Niestety trudno być podobnie ukontentowanym z jakości bezbarwnej połówki kadłuba. Jest ona w zasadzie kopią elementu lanego z szarego tworzywa. W praktyce oznacza to, że powierzchnia nie jest zupełnie klarowna. Dodatkowo od zewnątrz widać elementy konstrukcyjne i montażowe. A co gorsza, widać również ślady po wypychaczach. Ponieważ wgłębne, to w gruncie rzeczy niemożliwe do usunięcia. Abstrahuję oczywiście od sensowności wykorzystania bezbarwnego kadłuba. Ale skoro już jest to oceniam jego przydatność dość nisko

Zupełnie osobną kwestią jest to, że poza silnikiem żadnych elementów wnętrza nie ma w modelu, a sam silnik swoją szczegółowością plasuje się raczej w okolicach zabawek. Innymi słowy – tu nie ma czego eksponować

Generalnie jednak to bardzo ładna miniatura. Powierzchnie są dopieszczone, linie i detale subtelne, ale ostre. Detali też nie mało, choć w wielu z nich Japończycy dają duże pole do popisu producentom aftermarketów. Ze dla przykładu wymienię choćby lufy działek skrzydłowych. Ludzik taki sobie, ale po odpowiedniej obróbce i malunkach powinien wyglądać zupełnie akceptowalnie. A na pewno jest lepszą alternatywą od dołączonych do zestawu pasów fotela (o których za moment)

Prócz części plastikowych w komplecie jest też winylowa tulejka. Znaczy są dwie, bo tak standardowo konfekcjonuje je Tamiya, ale potrzebujemy tylko jedną. Najważniejsze jednak, że tak, dobrze się domyślacie, potrzebujemy aby dzięki niej śmigło mogło się kręcić. IBG powinno brać przykład, bo to co z robili w Karasiu to jest jak naplucie modelarzom do zupy

Miłym dodatkiem, znanym już z poprzednich modeli jest arkusik papieru maskującego z nadrukowanym kształtem masek oszklenia. Tak, do samodzielnego cięcia, nie sa wycięte jak te eduardowe na przykład – na ploterze tnącym. Mimo wszystko lepsze takie, niż żadne

Kontynuując temat nalepek – kalkomania. Jak to u tego producenta – wydrukowana zupełnie przyzwoicie, choć już na kartoniku widać, że bezbarwny film jest dość gruby. Nieroztropnym byłoby oczekiwać, że nagle będzie inaczej. Bo niby czemu. Na jednym z arkusików znajdziemy oznaczenia, drugi zawiera przede wszystkim napisy eksploatacyjne. Oraz pozostałe drobne napisy i grafiki

Są tu miłe akcenty – żółty pas na krawędzi natarcia można zrobić z pomocą kalkomanii właśnie. Jeśli jednak ktoś wolałby go jednak wymalować, to charakterystyczną gwiazdkę z okolic działek znajdzie również jako osobną nalepkę

No i wśród tych wszystkich drobiazgów są też pasy fotela. No jak pisałem – albo ludzik, albo aftermarkety. Bo raczej nie to:

Pewnym zaskoczeniem może być fakt, że choć mamy dwa w sumie nie najmniejsze arkusiki kalkomanii, to zawierają one elementy dla zaledwie dwóch malowań. Schematy są zaprezentowane na, a jakże – czarnobiałej instrukcji. Niezbyt poręcznej, bo bokorysy są w skali 1/48. Moim zdaniem tylko pozornie jest to pomocne.

W każdym razie arkusz jest wielki, zatem schematy przedstawie za pomocą obrazków ukradzionych z internetu:

KFS