Nowe uzbrojenie lotnicze w skali 1/48 – Eduard
Od pewnego czasu Eduard zaczął wypuszczać nowe wersje swojego żywicznego uzbrojenia, ale tym razem są to dodatki produkowane w technice druku 3D. W moje ręce wpadło kilka takich zestawów, o których warto napisać parę słów.
AIM-120A/B
Eduard – 6481176
Wczesne wersje amraamów pojawiły się w ofercie czeskiego producenta wiele lat temu. Wtedy jednak były to zestawy znacznie uboższe w zawartość, bo w pudełku znaleźć można było jedynie 2 sztuki pocisków. Odnowiona i drukowana wersja AIM-120A/B (zewnętrznie wersje A i B praktycznie są nie do odróżnienia) to już zestaw nieco bogatszy. Raz że dostajemy części do budowy aż 4 rakiet, a dwa, że tych części w pudełku mamy całkiem sporo.
To, co najważniejsze i najlepsze w tej nowej edycji to to, że chociaż zachowano niezbyt wygodny podział technologiczny, w którym jeden pocisk należy skleić z 3 części, to jednak jest to znacznie łatwiejsze niż w starej wersji z odlewanej żywicy. Tam trzeba było odciąć kostki wlewowe z obu końców korpusu rakiety zupełnie na płasko. Podobnie było z głowicą i sekcją silnika. Następnie wszystko to trzeba było razem tak doszlifować i skleić na styk, żeby tworzyło jedną całość. A przy tym uniknąć szpar. Dodatkowym smaczkiem były często rożne grubości korpusu i końcówek rakiet, co fajnie podkręcało emocje w trakcie budowy modelu. Przerabiałem to i mogę powiedzieć tylko jedno – nigdy więcej. Do tego te stare AIM-120 Eduarda były fikuśnie wykrzywione na kształt banana, co wymagało niestety delikatnego prostowania żywicy w gorącej wodzie.
Nowe wersje pocisków na te wszystkie przypadłości raczej nie cierpią, choć obawiałem się że pewne drobne szpachlowanie i szlifowanie w miejscu łączenia korpusu z sekcją silnika będzie konieczne. Dla pewności wyciąłem części do jednego pocisku i postanowiłem złożyć to do kupy. Jak widać na zdjęciach, miejsca łączenia są dość wyraźnie widoczne i niestety pewne zabiegi żeby to zniwelować będą konieczne. No i… tak, minimalnie bo minimalnie, ale głowica u podstawy jest szersza niż korpus. Niektórzy nie potrafią się jednak nauczyć…
Ale to nie jedyna rzecz która mi się w tym zestawie nie podoba. Eduard zrobił coś, co niestety dokłada przykrej pracy maskowania w obszarach gdzie powierzchnie sterowe AIM-120 stykają się z kadłubem. W starych wersjach te lotki były osobnymi częściami, więc po pomalowaniu po prostu się je przyklejało do pomalowanego kadłuba i problem nie istniał. W nowej wersji przednie i tylne powierzchnie są wydrukowane jako całość i o ile ktoś nie maluje tego wszystkiego pędzelkiem tylko aerografem, ten musi zabrać się do maskowania. Maskowania niełatwego, bo wszystkie lotki nie stykają się z powierzchnią korpusu rakiety w linie prostej, tylko montowane są w specjalnych gniazdach, które tworzą na powierzchni pocisku pewne widoczne wybrzuszenia. I właśnie te wszystkie nierówności trzeba odpowiednio zamaskować przed malowaniem. Mamy 8 lotek, maskowanie po obu stronach – jakby nie liczyć, trzeba zamaskować 16 dość niewygodnych do tego celu miejsc. I to w jednej rakiecie. Jak sobie pomyślę że ktoś zapragnie zrobić model samolotu np. z 4 amraamami… no to tylko powinszować wyzwania.
Ale żeby nie narzekać za bardzo: sam pocisk jest dość ładny na oko i nieźle zdetalowany. Dostajemy za to pociski w wersji treningowej i bojowej, różniące się nie tylko zaślepioną sekcją silnika (wersja treningowa po prostu wylotu silnika nie ma), ale też i wyraźnie odmiennymi w kształcie głowicami. Gdybym był czepialski, to wspomniałbym może jeszcze o zbyt mało spiczastych czubkach pocisków, które powinny być dość ostre, a w interpretacji Czechów są zbytnio zaokrąglone.
Całość zestawu jest uzupełniana, jak to u Eduarda, dość szczegółowym zestawem kalkomanii, które oceniam jako średnie. A to głównie dlatego, że kalkomanie do takich rzeczy jak uzbrojenie zawierają w dużej mierze wszelkiej maści drobne napisy eksploatacyjne. Przy jakości druku jaki zapewnia drukarnia Eduarda, wyglądają jednak nieco zbyt „robaczkowato” i zanadto zlewają się w niewyraźną całość. Ale możliwe że się znowu czepiam.
AIM-120C
Eduard – 6481177
Jak powszechnie wiadomo, wizualnie wersje A/B od C najłatwiej rozróżnić zerkając na kształty powierzchni sterowych. AIM-120C ma je znacznie mniejsze i są one innego kształtu, co w zasadzie zamyka temat wizualnych różnic. Z tego też powodu nie ma większego sensu rozpisywać się o wersji C Amraamów, bo praktycznie to wszystko co napisałem o wersji A/B powyżej, dotyczy także C. Wszystkie wymienione wady i zalety przynależne są do obu zestawów, więc nie ma sensu więcej tematu drążyć.
FAB-250
Eduard – 6481196
Także rosyjska bomba burząca FAB-250 (z kształtu wynika że to wariant M-46) jest poniekąd reprintem wcześniejszego zestawu o tej samej nazwie Eduarda. Poniekąd, bo stara wersja FAB-250 miała zupełnie inną sekcję ogonową i raczej nie był to wariant M-46.
W nowym zestawie czeskiego producenta dostajemy całkiem miły dla oka zestaw 4 bomb, zapakowany w eleganckie, przezroczyste puzderko, które dobrze zabezpiecza żywiczne elementy przed połamaniem.
Same modele FAB-250 wykonane są tak prosto jak się tylko da – w jednym kawałku. Nie ma tu nic do klejenia, trzeba tylko usunąć wydrukowane wsporniki i bomba jest gotowa do malowania. Warto to docenić, bo prostota konstrukcji sprawia, że malowanie całej bombki trudne nie jest, a oszczędzamy na dopasowywaniu i klejeniu części.
Same żywice prezentują typowy dla Eduarda poziom – ładne detale, czyste wykonanie. Szczególnie fajnie wyglądają takie szczegóły, jak dość misternie odtworzone imitacje spawów łączących elementy bomby. Cóż, nie ma tu jednak zbyt wiele do podziwiania, bo i sama konstrukcja tej rosyjskiej piguły zbyt wyrafinowana nie jest, więc i jej miniatura siłą rzeczy jest dość prosta.
Całość uzupełniana jest malutkim arkusikiem eduardowskich kalkomanii, z ledwo trzema rodzajami napisów eksploatacyjnych. Z ich wspomnianymi wcześniej wadami. Choć akurat w tym konkretnym przypadku te napisy wypadają nieco lepiej, bo są po prostu większe, więc efekt zlewania się w postać robaczków jest znacznie mniej rzucający się w oczy.
Dariusz Żak
Zestawy przekazane do recenzji przez firmę Eduard























