1/700 – LCAC/LCU
Marynarka USA posiada największą na świecie flotę okrętów desantowych. Każda z tych dość sporych jednostek typu LHA/LHD/LPD jest w stanie przewieźć ponad 1000 Marines wraz z wyposażeniem. Posiadają duży pokład lotniczy, co umożliwia zapewnienie wsparcia z powietrza – śmigłowce Apache, samoloty Harrier czy w nowszych F-35. Te okręty nie przybijają jednak do brzegu. Parkują 50 kilometrów od niego. Wynika to z koncepcji desantu „spoza linii horyzontu”, tak by zwiększyć bezpieczeństwo dużych jednostek przed rakietami i artylerią nadbrzeżną.
No dobrze, ale jakoś tych Marines i ich pojazdy trzeba na ląd dostarczyć. Można śmigłowcami czy MV-22, ale do większych/ciężkich ładunków służą barki desantowe LCU czy LCAC
Źródło: Wikimedia
Modele takich barek wydał Hobby Boss i dołączał do modeli większych okrętów desantowych, choć wydaje mi się, że widziałem je również konfekcjonowane osobno. Blaszki do nich zrobił Fivestar. Same plastiki są bardzo proste i pozbawione szczegółów. Blaszki zdecydowanie poprawiają ich wygląd.
LCU
Landing Craft Utility – Barka desantowa przeznaczona do transportu ciężkiego sprzętu. Ma dużą wyporność i jest w stanie przewieźć dwa czołgi Abrams lub podobny ciężarem ładunek.
Model HobbyBossa przedstawia typ LCU 1600, używany od lat siedemdziesiątych. Teraz są zastępowane przez serię – LCU 1700.
Jedna ramka
Mało części, bo to w siedemsetce ma długość zapałki, ale oznacza to też, że dostaniemy bardzo mało szczegółów. Blaszki ratują sytuację.
Jest jeszcze druga blaszka z drobiazgami
Plastiki są w dwupaku, stąd i blaszki mają elementy do dwóch sztuk.
Powinno wyjść z tego coś takiego
Z plastiku wykorzystamy to co po prawej – wannę kadłuba i pokład
Na początek pokład blaszany
Burty i rampa
Nadbudówka
Taki sposób montażu rozwiązuje kwestię maskowania. Element z pokładem, który ma mieć inny kolor niż relingi jest osobno. Można spokojnie pomalować pokład, relingi i wnętrze nadbudówki , a dopiero później połączyć to w całość.
Resztę elementów malujemy przyklejając do taśmy
Nadbudówka tak średnio pasowała mi do pokładu. Od zewnątrz konieczne było zalanie szpary cyjanoakrylem, a później zmycie nadmiaru, co usunęło część farby.
Tam gdzie ubrudziliśmy klejem też trzeba będzie czyścić
Patrząc na zdjęcia zdecydowałem się zmienić kolor poziomych powierzchni po zewnętrznej stronie burt. to oczywiście już z pędzla. Na koniec dodatki, których doklejenie na wcześniejszym etapie prac narażałoby je na uszkodzenie.
Cargo słabe – też z wyposażenia okrętów desantowych Hobby Bossa, zamienię jak pojawi się coś sensownego.
I to właściwie wszystko.
LCAC
Landing Craft, Air Cushion – Poduszkowiec. Dość szybki. W pełni amfibijny, co oznacza, że może pokonywać przeszkody wodne, błotniste i lądowe. Też zastępowany już przez nowszą wersję.
Tak jak w poprzednim modelu – jedna ramka. I również słabo wygląda bez blaszek.
I z plastiku wykorzysta się to co po prawej
A z blaszkami powinno wyglądać tak:
Nadbudówki to dwa elementy
W środek których wklejamy usztywniające i separujące sekcje elementy. Dobrze jest wcześniej pomalować wnętrze, żeby później blacha nie świeciła przez dziury
Gdzieś zrobiłem błąd, bo jedna zeszła mi się idealnie, a w drugiej brakuje prawie milimetr.
Wywaliłem część przegród i styknęło. Jako tako to wygląda.
Zostało jeszcze sporo detali
Wycieraczki i inne elementy na nadbudówki można przykleić teraz, bo będą malowane razem z nadbudówką.
Resztę trzeba pomalować osobno. Tak małe elementy najlepiej malować przyklejone do taśmy. Oczywiście można trzymając w pęsecie, ale obawiam się, że niektórych później już więcej nie zobaczycie.
W pewnym miejscu trzeba do tych budek powklejać podpory. Takie nie za duże.
Można próbować łapać to na PVA, jak opisywałem w Konigsbergu, ale akurat te trójkąciki są na tyle duże, że powinno się to dać przenieść w pęsecie.
Nie da się posmarować obu boków trzymanego w pęsecie elementu klejem, bo skleicie go z pęsetą. Nie ma zresztą takiej potrzeby by całość musiała być posmarowana. To mały niepracujący element, wystarczy by tylko jakiś jego fragment był przyklejony.
Ja robię to tak.
Łapię pęsetą za koniec najgrubszej części. Chodzi o to by peseta była jak najdalej od kleju.
Ściankę, która jest najdalej od pęsety zbliżam do wylanej na płytkę kropli cyjanoakrylu. Zbliżam, a nie zanurzam. Jak tylko widzę, że napięcie powierzchniowe pobrało płyn na element od razu cofam rękę.
Wygląda to tak.
- kładę element na palcu
- łapię go pęsetą w najszerszym miejscu
- poprawiam w pęsecie jeśli jest taka potrzeba
- wdech
- niosę do wylanej kropli
- zbliżam do niej aż element pobierze klej
- niosę do elementu
- przykładam
- poprawiam
- odrywam pęsetę
- wydech
Ewentualne problemy
- odrywacie pęsetę razem z elementem – za mocno umoczyliście i element skleił się z pęsetą
- nie ma elementu w pesecie – gdzieś Wam spi…lił – ściskaliście za lekko lub za mocno
- ciemno przed oczami – zapomnieliście o wydechu
Straty – trzy zgubione, jeden utopiony. Jak na dwadzieścia przyklejonych podpór – nie jest źle.
Na szczęście tych trójkącików jest o 20 więcej niż potrzeba na dwa modele.
Nadbudówki pomalowane i okalkowane.
Oba boki, przez całą długość pokładu są dość ciasno zastawione różnymi gratami. Bardzo ciasno. Jeśli przesuniemy się gdzieś o pół milimetra, to tej połówki zabraknie mam w innym miejscu. Można było zacząć od przyklejenia nadbudówek, ale po zdarciu pokładu z elementów plastikowych, to nie za bardzo widać gdzie powinny być. Ja widać powyżej zacząłem od rufy.
Teraz czas na silniki
Cargo z zestawu Hobby Bossa – słabe, ale nie za bardzo jest na co zamienić.
Janusz Bogusz – Rhayader





































































Super relacja!
Mam jedno pytanie – czy po zdarciu części farby przemalowywałeś całe burty czy tylko fragment? Też mi się to często zdarza i potem jest problem z jednorodną powłoką farby (“poprawiane” miejsce wygląda i tak nieco inaczej…).
Różnie. Tam gdzie farba zeszła z większości – to cały, tam gdzie były już trójkąciki, to tylko ten fragment.
To 1/700. Tu kładzie się farbę bardzo cienko, bo grubsza warstwa może zakryć szczegóły. Zmycie części farby nie spowodowało jakichś uskoków, które byłyby widoczne pod drugą warstwą.
Na całość i tak idą jakieś washe czy filtry, które ujednolicą powierzchnię i ukryją ewentualne niedoskonałości.