1/48 MIGHTY EIGHTH: 65th Fighter Wing
P-51 D Mustang
Profipak
Patrząc z boku i na chłodno na ofertę modeli Eduarda można by powiedzieć, że to firma która produkuje modele Messerchmittów, Focke Wulfów i Mustangów. I nie ma w tym absolutnie nic złego, Szczególnie, że gdy mowa o tym ostatnim, nawet odgrzewany kotlet (model konika w wersji D) potrafi sprzedać w nowej panierce i z pyszną świeżą suróweczką (dodatkami i wersjami malowań).
I taka właśnie jest nowa limitowana edycja P-51 Mustang D. Wypraski to nic innego, jak znany nam już z poprzednich edycji Mustang, ale to co szczególne i zasługujące na uwagę to wersje malowań. Otóż jest ich 13 (słownie: trzynaście) – jak widać na boku pudełka, a wszystkie poświęcone są 65 Skrzydłu myśliwskiemu.

A w samym pudełku znajdziemy oprócz plastiku instrukcji także dodatki, podnoszące realna wartość tego wydania.
Wśród żywicznych dodatków znalazły się wydechy, w dwóch wersjach

koła podwozia głównego wraz z felgami oraz kółko ogonowe.

Wróćmy do instrukcji, bo zgodnie z niepisaną tradycją wydań limitowanych, jest ona bogatsza niż w klasycznym profipackowym wydaniu. Bogatsza konkretnie o tak zwany rys historyczny.

Nie inaczej jest w tym wydaniu Mustanga. W przypadku historii 65 skrzydła jest tu materiału na więcej niż tych kilka stron. Dla zainteresowanych tematem będzie to nic nowego, dla pozostałych odbiorców garść ciekawostek super wprowadzających do historii tej jednostki.

Ta dawka wiedzy historycznej może ułatwić nam podjecie trudnej decyzji – czyli jakie malowanie wybrać? Trudnej decyzji bo spośród 13 zaproponowanych przez producenta nie ma wersji wyraźnie słabych lub bez ciekawej historii.



Jeśli mowa o wersjach malowań, to zaraz za nimi idą kalkomanie na arkuszu sporych rozmiarów.

Druk, jak to u Eduarda, raczej z gatunku tych lepszych. Chociaż wciąż aby uzyskać żywą czerwień lub intensywny niebieski trzeba będzie zdjąć film po nałożeniu kalkomanii na model.

Co poza tym znajdziemy w pudełku? dedykowaną tej edycji blaszkę fototrawioną z absolutnie niezbędnymi detalami kokpitu, takimi jak pasy czy tablica przyrządów.

Maski do malowania oszklenia.

I oczywiście sam model w wypraskach, które już omówiliśmy na naszym portalu
I to by było na tyle. Werdykt? Jak zwykle pudełko które chce się mieć z modelem który chce się skleić ( kiedyś)
Karol Konwerski
P.S. Standardowo po więcej zapraszam na Facts in Scale
P.S. Jeśli podoba Ci się co piszę i pokazuje tutaj i chciałbyś mieć pewność że nigdy nie zabraknie mi cienkiego kleju, możesz kupić mi kawę ( bo kleju ci u mnie dostatek), w serwisie buycofee.to
Zestaw przekazany do recenzji przez firmę Eduard















