1/48 A6M2-K
Eduard – 82218
Budowa
Długo zbierałem się do tej relacji, bo gdy przeglądałem po raz setny zdjęcia dotarło do mnie, że budowanie modeli, szczególnie Eduarda, jest absolutnie… po prostu dokładnie takie samo. W sensie: niezależnie od tego, czy to Zero, Spitfire czy Bf 109, to z reguły fajnie zaprojektowane modele, które składa się szybko i bez większych problemów. Dlatego w tej relacji więcej będzie o malowaniu i weatheringu niż o samej budowie.
Co nie znaczy że etap budowy pominąłem zupełnie. Po pierwsze kokpit, a w nim zestawy Art Scale Kit, które recenzowałem jakiś czas temu. Pasują jak widać idealnie do plastikowego kokpitu Eduarda.


Kokpit skleił się praktycznie sam, bez problemów – jak to w przypadku czeskich produktów. Pomalowałem odpowiednim kolorem z palety AK Real Colors.

I zacząłem ożywianie powierzchni. Na pierwszy ogień poszedł brązowy panelliner AK.
Samolot, który postanowiłem zbudować to treningowe Zero w swojej ostatecznej formie, czyli samolot kamikaze. Gdy zbierałem informacje na temat koloru tych żółto pomarańczowych samolotów trafiłem na cytat pochodzący jakoby od członka obsługi naziemnej tychże. Stwierdził on, że nie ważne czy były one bardziej żółte czy bardziej pomarańczowe, bo to co ważne to to, że były one bardzo brudne. I ten brud postanowiłem odtworzyć zaczynając od kokpitu.

Gotową kabinę pilotów wkleiłem do połówek kadłuba. Nie obyło się bez szpachlowania śladów łączenia kadłuba.
A skoro szpachlowałem, to niestety trzeba było odtwarzać linie nitów.
W kolejnym etapie skleiłem skrzydła i usterzenie i do tak przygotowanego modelu wpasowałem silnik Art Scale. Pasował idealnie.
Można było przejść do malowania, które zacząłem od czarno – szarego koloru w okolicach kabiny pilotów.

Zainstalowałem oszklenie i położyłem warstwę srebrnego C8 Gunze jako podkładu.

Na srebrnym podkładzie naniosłem linie preshadingu, standardowo szarością RLM 66.


Na tak przygotowaną siatkę naniosłem kolorem białym plamy pomiędzy liniami nitów. Dlaczego? Otóż nigdy do tej pory nie odważyłem się zrobić ugięć blach bojąc się zniszczyć model ( jakbym miał ich za mało w składziku). Dlatego postanowiłem spróbować namalować ten efekt

Kolejna i ostatnią warstwa preshadingu było podkreślenie linii podziału i nitów kolorem brązowym (imitującym odcień podkładu japońskich maszyn)

I na tak przygotowaną podmalówkę naniosłem pierwszą warstwę czystego, mocno rozcieńczonego koloru bazowego. Celem tego było wyrównanie warstw .

Kolejną warstwę koloru bazowego rozjaśniłem kropelką żółtej farby. I na koniec położyłem mgiełkę koloru bazowego tak, jak w pierwszym kroku malowania.
Przyszedł czas na malowanie silnika.

I jego brudzenie. Użyłem tutaj miksu olei Abteilung 501

Mając gotowy silnik, pomalowałem śmigło, dodałem mu otarcia kredką akwarelową.
Farbą Smoke Valejo naniosłem smugi na łopatach śmigła.

Silnik Art Scale wygląda fantastycznie !

Pomalowałem czarny pas przed osłoną kabiny odpowiednim kolorem z palety Mr Paint JNAP Cowling color

Podwójne zero czeka na Hinormaru i kolejne etapy brudzenia.

Ale zanim przejdziemy do kolejnego etapu zajmijmy się na chwilę bombą (zupełnie nie treningową). Wykorzystałem żywiczny zamiennik Eduarda, który pomalowałem zgodnie z instrukcją.

I pobrudziłem bazując na zdjęciach japońskich bomb składowanych na lotniskach polowych. Użyłem tych trzech gwaszy AK.


Weathering mojego zero zacząłem od uszkodzeń farby na osłonie silnika. Zrobiłem je kredką akwarelową AK .


Zaraz po tym namalowałem hinomaru przy użyciu masek. W kolejnym kroku model pokryłem washem z brązowej farby olejnej. Techniką identyczną, jak w przypadku osłony silnika, naniosłem uszkodzenia lakieru na łączeniu kadłuba i skrzydeł. Uwielbiam ją przede wszystkim dlatego, że jest całkowicie odwracalna.
Model był gotowy do dalszych działań.

Brudzenie dolnych powierzchni rozpocząłem do gwasza w kolorze Grime na usterzeniu, który zblendowałem na całej szerokości stateczników.

Okolice wnęk podwozia postanowiłem potraktować w sposób okropny, wzorując się znanym zdjęciem z amerykańskich testów Zero, gdzie widać wyraźnie, jak mocno zabryzgana była ta cześć japońskiego myśliwca ( olejem/paliwem czy co tam wlewano). Mieszanką farb olejnych Abteilung ( Egnine grime, Brown wash, Smoke) naniosłem zacieki pędzelkiem, starając się odwzorować to jak mogły one powstać.

Po czym blendowałem je szerokim pędzlem.


Wymagało to kilku iteracji, ale efekt był tego wart.


Przyszła pora na górne powierzchnie. Tutaj brudziłem bardziej zachowawczo. Skupiłem się głównie na łączeniu skrzydeł i kadłuba, bo to tam najczęściej chodzono. A jak wiadomo od internatowych mądrali tylko niemiecka obsługa naziemna zakładała kapcie gdy wchodziła na pokład maszyny Luftwaffe:)
Postanowiłem wykorzystać tylko gwasze. Chciałem uzyskać efekt starego skumulowanego brudu a gwasze i ich ultramatowe wykończenie nadają się do tego najlepiej. Zacząłem od koloru Grime.

Roztarłem go po powierzchni patyczkiem bawełnianym, starając się skumulować ten brud w kilku miejscach.

Kolejnym kolorem był Dust, który idealnie oddaje kurz w piaskowym odcieniu.

Wilgotnym pędzelkiem mieszałem gwasze starając się tapować w plamę samą końcówką pędzla.

Efekt, który uzyskałem jest zadziwiający, biorąc pod uwagę czas potrzebny do jego uzyskania- bo taka ciekawostka powyższe etapy to jakieś 30 minut przyjemnej pracy z pędzlem.
Pozostało już tylko dokleić podwozie i model był gotowy. Jak zawsze w przypadku Eduarda, budowało się go nadzwyczaj przyjemnie, a dodatki Art Scale wyniosły tę miniaturę na inny poziom.
Karol Konwerski
P.S. Standardowo po więcej zapraszam na Facts in Scale
P.S. Jeśli podoba Ci się co piszę i pokazuje tutaj i chciałbyś mieć pewność że nigdy nie zabraknie mi cienkiego kleju, możesz kupić mi kawę ( bo kleju ci u mnie dostatek), w serwisie buycofee.to





















Chyba coś jest nie tak ze zdjęciami, większości nie wyświetlają się u mnie