Planet Work Bench

Amati – 7396

Nie da się ukryć, że warsztat modelarski z perspektywy instrumentarium niejednokrotnie przypomina warsztat jubilerski czy tez złotniczy. Co prawda pracuje się tutaj w innych materiałach, ale narzędzia i techniki bywają podobne. Choć nie zawsze jednakowe. Dziś bowiem o kolejnym przyrządzie z Amati.  O samej formie pisałem przy okazji recenzji innego diwajsu (nieco mniej udanego niż ten tutaj), więc szybkim krokiem przejdę do opisu ‘stanowiska pracy’, bo tak tłumaczyć by można nazwę tego narzędzia. A jest ono w sumie pochodną prostego drewnianego klina montowanego w specjalnym imadle i funkcjonującego pod fikuśna nazwą – fajnagiel. Ewentualnie, w specyficznej formie jako jaskółka – co wynika wprost z charakterystycznego kształtu narzędzia. Zatem taki klin zamontowany do krawędzi stołu stanowi powierzchnię roboczą i oparcie dla przedmiotów, które akurat obrabiamy, tniemy, piłujemy. Amati zaproponowało twórcze rozwinięcie takiego akcesorium

Mamy zatem – co prawda nie z drewna, a z twardego plastiku – podstawę do różnych prac, którą montuje się do blatu za pomocą prostych ścisków

W mojej fabryce krawędź blatu już i tak jest nie do uratowania..

..ale zamiast haratać stół, w sumie lepiej zamontować sobie takie urządzenie

Dość duża i płaska powierzchnia robocza stanowi dobre podparcie nawet dla większych arkuszy polistyrenu, a zgrabne wycięcie pozwala nawet całkiem głęboko operowa piłą włosowa

Niegłupim pomysłem są metalowe ‘guziki’. które można w różnych konfiguracjach montować w otworach rozmieszczonych na blaciku. Można o nie oprzeć cięte czy piłowane przedmioty, a nawet z grubsza traktować jako elementy pozycjonujące przy obróbce

Po lewej stronie powierzchni roboczej uwagę zwracają ponumerowane otwory

..no może nie do końca ponumerowane, bo cyfry przy nich się znajdujące opisują średnicę specjalnych tulejek na spodzie

..zatem w taką tulejkę można wcisnąć adekwatnej średnicy pręcik polistyrenowy czy drewniany, a następnie nawiercić otwór w samym jego środku

Pomysł fajny, przy czym wyszło jak zawsze. Otwór prowadzący wiertło ma zbyt mała głębokość, by dobrze je spozycjonować. Efekt jest taki, że przy trzech próbach, zaledwie raz udało mi się utrafić w środek pręcika. Prawdę mówiąc, wygodniej i szybciej zrobiłbym to ‘na oko’.

Ale plus za intencje i pomysł. Ja jednak w tych miejscach nawiercę chyba kolejne gniazda dla metalowych podpór. Na koniec słów kilka, czy raczej kilka obrazków z wymiarami. Prowadnice są nachylone względem wybranych krawędzi pod kątem 30 lub 60 stopni. Można dodatkowo kombinować odpowiednio plasując metalowe piny. Przy czym nie traktowałbym tego jako precyzyjnego wyznacznika katów przy cięciu czy szlifowaniu

KFS