1/48 LLOYD C.V SERIE 82

SPECIAL HOBBY – SH48044

Jeśli podobnie jak ja, jaracie się na widok samolotów, które swoją urodą i subtelnością projektu przypominają Zaporożca, to mogę od razu napisać – model Lloyda to dla was pozycja obowiązkowa. Wyobraźnia C. i K. dizajnerów lotnictwa, nie znała granic i skutkowała w niezliczonej ilości aparatów latających, które z powodzeniem mogłyby występować w kreskówce o Dicku Dastardly i jego ekipie. Przodowała w tym właśnie wytwórnia Lloyd. Wystarczy spojrzeć na tą piękną linię pokrytą w całości sklejką zwieńczoną chłodnicą i zasobnikiem na karabin, nazywanym pieszczotliwie dziecięcą trumienką… Wybaczcie moja miłość do tego samolotu jest tak wielka, że aż się rozmarzyłem.

Sam model to wznowienie dość leciwego już zestawu z wcześniejszą wersją tego samolotu, który już od dawna osiągnął status niemal białego kruka. Wznowienie to Lloyd C.V produkowany na licencji przez zakłady WKF serii 82, który różniły się od wcześniejszej silnikiem – zamiast Austro-Daimler, wyposażany był w jednostkę napędową Benz serii 81.000. Dostajemy zatem dwie duże oraz jedną małą ramki z elementami, arkusz kliszy z tablicą przyrządów, blaszkę fototrawioną z detalami oraz woreczek strunowy z zaprojektowanym już w technologii cyfrowej silnikiem, kolektorami, chłodnicą, jak również pozostałymi elementami odlanymi z szarej żywicy .

Silnik, choć projektowany cyfrowo nie rozpieszcza finezją i dla bardziej wymagających modelarzy niezbędne okaże się jego zwaloryzowanie.

Wnętrze kabiny pilota i obserwatora składa się głównie z elementów żywicznych.

Wspomniana wcześniej trumienka jest nieco zbyt wąska w stosunku do tego co można zobaczyć na fotografiach oryginału, nie sądzę jednak żeby ktoś poza prawdziwymi fanatykami C. i K. awiacji zwrócił na to uwagę.

Elementy wtryskowe noszą cechy typowych short runów – nie są złe, ale nie posiadają kołków ustalających, co na pewno montażu nie ułatwi. Podobnie rzecz ma się z detalami tychże elementów, niby jakieś są, ale trudno nazwać je ostrymi.

Powierzchnie sterowe pokryte płótnem również do najbardziej finezyjnych nie należą.

Na płatach pojawiają paski wzmacniające łączenia pokrycia sklejkowego. Samolot wydawał podobno przepiękne jęki i piski w locie, kiedy elementy poszycia zaczynąły pracować i trzeć o siebie.

Zakładając, że ktoś miał już do czynienia z short runami to wie czego się spodziewać. Największa zdrada tego zestawu to moim zdaniem śmigło. Użyję tu mojego ulubionego słowa – abominacja! To prawdziwe śmigło hańby – ma ono po prostu zły kształt i proporcje.

W zestawie dostajemy również blaszkę z elementami fototrawionymi, ich jakość jest przyzwoita, dla leniwych znajdują się na niej również płaskie imitacje śrub rzymskich.

Kalkomanie – ze względu na mało fantazyjne malowania tego samolotu ograniczają się do nielicznych napisów eksploatacyjnych, krzyży oraz numerów. Mniejsze napisy nie są czytelne natomiast większe elementy arkusza wydrukowane są bardzo dobrze.

Zestaw pozwala na wykonanie samolotu w czterech wersjach malowań.

Reasumując, zestaw nie jest może najwyższych lotów miniaturą, ma jednak dość duży potencjał i w rękach nieco bardziej zdeterminowanego modelarza może posłużyć do wykonania naprawdę świetnego modelu. Mimo wad i śmigła zdrady #sklejałbym.

Filip “Xmald” Rząsa