COLORSHIFT Chameleon colors

Green Stuff World – GSW9341

Green Stuff World ma naprawdę szeroką ofertę produktów w katalogu. Od tytułowego green stuffu, czy innych mas rzeźbiarskich, przez zupełnie ciekawe narzędzia (że dla przykładu przypomnę opisywane tutaj wycinaki do liści, wałki do tekstur czy skrobakoczyściki), całą masę badziewka z aliekspress, po różnoraką chemię. Jakiś czas temu pisałem o specyfiku do robienia imitacji pajęczyn, a dziś o farbach. Przy czym nie są to kolejne farby, jakich wiele na rynku, a jednak dość oryginalny pomysł. Mowa bowiem o specjalnych kolorkach, które zmieniają barwę w zależności od kąta padania światła i patrzenia na powierzchnię. Nie przypadkowo zatem producent nazwał serię ‘kameleon’. Choć na pudełku umieścił chyba iguanę – bo raczej nie tego z wyłupiastymi ślipiami i świńskim ogonem

W każdym razie ciekaw byłem tych farbek, choć nie na tyle, żeby testować je jakoś gruntownie i wszystkie. Poprzestałem na dwóch kolorach –  RED GOBLIN 1608 i BURNING GOLD 1606

Złoty w jakoś przesadnie ciekawy nie jest – ot pazłotko z pomarańczowym pobłyskiem nadającym mu głębi. Znacznie ciekawszy jest Red goblin, bo to farba, która po nałożeniu daje efekt dwóch naprawdę różniących się barw, czyli zielonego i czerwonego. Ale zanim przejdziemy do efektów – ponieważ na stronie producenta wyczytałem, że farby nie zawierają lateksu, a poza tym trzeba je nakładać cienkimi warstwami, to nic wygodniejszego jak aerograf nie ma. A do aerografu najlepiej rozcieńczać farbę specyfikami do lakierów (mr. Color thinnerem lub rozcieńczalnikiem Hataka orange line). A w zasadzie, to jeśli nie da się nimi rozcieńczacz, to farba do aerografu się nie nadaje – najprostszy test. Zatem zmieszałem ją z Hataką..

..co zakończyło się całkowitym sukcesem

 

Mimo wszystko okazało się, że farba przesadnie finezyjna nie jest. Do precyzyjnych prac się nie za bardzo nadaje, bo wymaga malowania na wysokim ciśnieniu – metaliczny pigment chyba mocno ogranicza jej płynność. Mało tego – dopiero pełna kryjąca powłoka nabiera właściwości ‘kolorsziftu’. Aby uzyskać pożądaną powłokę musiałem nałożyć w zasadzie 4-5 warstw dość przyzwoicie rozrzedzonej farby. Ale działa jak ma działać

Perłowy metalik świeci na zielono, zabarwiona czerwono osnowa zmienia kolor tam, gdzie pada mniej światła. Fajny bajer. Jeszcze lepiej się to prezentuje na niedużej figurce. Tylko że niestety, jak wspominałem, położyć trzeba warstwę kryjącą – kryjącą nawet czarnobiały preszejding

 

Jak więc widać fajna to rzecz do uzyskania prostego, ale nawet atrakcyjnego wizualnie rezultatu. Sęk w tym, że nie ma się żadnej kontroli nad światłem na modelu. Jak pisałem – preszejding musiał zniknąć. Spróbowałem porobić hajlajty mieszanką kolorszifta i srebrnej farby, ale tu niestety im bardziej sztuczne bliki były zauważalne, tym bardziej pod nimi znikał elekt zmiany koloru

Można by filtrować potem kolorem bazowym, ale tu znowu powraca problem małej subtelności samej farby – warstwy dość szybko stają się zauważalnie grube (ze szkodą dla detali). A jednocześnie przy zbyt silnym rozcieńczeniu metaliczny pigment staje się ordynarnie widoczny. Apropos rozcieńczenia jeszcze. Colorshift oczywiście da się tez rozmieszać z wodą, ale taka mikstura strasznie wolno schnie. A jak się rozrzedzi ją tylko trochę za bardzo, to nim zaschnie na powierzchni, zaczyna spływać, a błyszczący pigment bardzo chce się kumulować w niekontrolowany sposób

No i oczywiście da się aplikować pędzlem – ale to upierdliwa robota- warstwa za warstwa, powoli, żeby nie było widać smug

Podsumowując – dość ciekawa rzecz – pozwalająca w łatwy sposób osiągnąć przykuwający wzrok efekt. Ale jeśli chcieć się bawić w bardziej zaawansowany sposób, to wydaje się być potwornie pracochłonna i jednak trudna. Choćby z powodu ryzyka zasmarkania detali już niewielka ilością niezbędnych warstw.

KFS