75mm Death Knight “Avenger”

Blacksun Miniatures

 

To zdjęcie na górze faktycznie przedstawia pudełko, w jakie spakowana jest figurka. W sumie nie powinno zaskakiwać, bo już na swojej stronie w opisie producent zamieszcza taką uwagę:  Presented in a plain cardboard box cushioned with foam layers; co jednak odczytałem jako zapewnienie o solidnym zabezpieczeniu odlewów. Bo solidne w sumie jest, przy czym wygląda jak paczka z aliekspress.

Jedynie karteluszka naklejona z boku informuje o zawartości

Prawdę mówiąc, gdy otworzyłem przesyłkę, to poczułem niesmak – i więcej na ten temat podąsam się na końcu tej recenzji, gdyby kogoś interesowało. Tymczasem zajmijmy się jednak figurką. Po otwarciu pudełka ujawniają się pierwsze jej elementy

Poprzekładane gąbką. W sumie ok, choć moim zdaniem sam płaszcz nie jest jakoś wyjątkowo dobrze zabezpieczony przed uszkodzeniem – szczególnie, że jednak ma delikatne elementy. Ogólnie rzecz ujmując, sposób konfekcjonowania raczej sprawdzający się w przypadku odlewów z białego metalu, przy kruchej jednak żywicy chwilami już nieco ryzykowny

W zestawie mamy osiem odlanych z jasnej żywicy elementów – w tym podstawkę oraz dwie głowy do wyboru

Bo tak, są dwie opcjonalne głowy, i to dość różne, bo jedna z pełnym kaskiem i przyłbicą, druga pozwalająca na szalone malowanie twarzy

..i obie w sumie fajne, aż trudno się zdecydować. Chociaż nie będę wnikał w kwestie estetyczne – czy ładne to czy nie, bo to rzecz indywidualnego gustu – jeden lubi ogórki, drugi ogrodnika córki. Skupmy się na kwestiach technicznych. Odlewy są naprawdę dobrej jakości. Bąbli brak, szwy po cięciu formy zupełnie nieznaczne. Całkiem roztropny jest podział technologiczny, choć mocowanie płaszcza moim zdaniem wymagać będzie wzmocnienia. A dopasowanie lewej goleni budzi pewne kontrowersje.  Rzeźba dobra, mnóstwo detali, nawet ładnych. Choć miejscami widać pewną nonszalancję w wykończeniu. Nie aż taką jak w modelach Scibor miniatures, ale Joaquin Palacios wyraźnie daje do zrozumienia, że jest artystą i nie dla niego dbałość o wyrównanie detali czy polerowanie wełną stalową powierzchni.

..bo takie zdobienia i inne detale na mieczu czy tarczy to miejscami widać, że są przylepionym kawałkiem masy rzeźbiarskiej i muśniętej narzędziem. Nie jest to jednak coś, co w znaczący sposób wpływa na odbiór całości.

Kamienne schody to też taka podstaweczka machnięta na szybko, ale daje radę. No i kompozycyjnie bardzo ładnie uzupełnia samą postać..

..bo po złożeniu cuzamen do kupy figurka powinna się prezentować mniej więcej tak, jak na zdjęciu ze strony producenta

#będęmalował

I teraz zapowiadane marudzenie (tl;dr). Oczywiście – kupuje się model, a nie opakowanie. Choć samo pudełko również może zachęcać, lub wręcz przeciwnie – odrzucać od chęci zajrzenia do jego wnętrza, nie mówiąc już o samym zakupie (czego dobitnym przykładem wczesne miniatury Mirror models). Tylko istotnie, figurki to rzeczy, które rzadziej kupuje się w sklepie, bo wyciągnęły do nas ręce z półki, a raczej w internecie, na podstawie zdjęć, czy wspomnianych grafik komputerowych (jeśli projekt był cyfrowy). Lub na stoiskach producenta, gdzie tez niejednokrotnie wyeksponowane sa pomalowane już modele.. Zatem co prawda ważne jest nie pudło, a zawartość. Ale brzydkie pudło zmniejsza frajdę z posiadania w niemałym stopniu. Tym bardziej, że stawiam juany przeciwko orzechom, że jednak większość ludzi te wszystkie modele kupuje na zasadzie kolekcjonowania ładnych rzeczy, które #będąmalować. Dlatego uważam, że ładna rzecz ma być ładna nie tylko na renderach pokazanych na stronie, ale tez jako produkt który trafia do rąk nabywcy. Oczywiście spotykany również przerost formy nad treścią i fikuśne pudełka dla zwykłych modeli też nie są wzorcowe. Ale jak mam wybierać miedzy przekombinowanym opakowaniem, a kartonem na wagę, to jednak wole to pierwsze. Fakt jednak pozostaje faktem, że szczególnie w kontekscie ostatniej sraczki związanej z rekastami, producenci sami sobie strzelają w jaja. Bo z jednej strony tłumaczą, że płaci się za dizajn (bo płaci się, koszty materiałów jak zawsze są jedynie promilem ceny końcowej), a z drugiej jaki by ten dizajn nie był, to zarzynają go pierwszym wrażeniem. A gdzie te boxarty, które kosztują (bo kosztują to prawda, ale pod warunkiem, że są), gdzie ten marketing, który wymaga kolejnych nakładów. A to jest miś na miarę ich możliwości. Oni tym misiem pokazują światu, że kto ma kupić i tak kupi wiec po co się starać. No to w końcu przestanie kupować, bo wybór jest obecnie olbrzymi. Nawet jeśli założy się utopijnie, ze ludzie zaczną niemal wyłącznie oryginały kupować. Tak utyskuję, bo o ile jeszcze przy niewielkich i niedrogich modelach (choćby z RN Estudio, czy od Karola Rudyka) przychodziły odlewy w skromnym blistrze, to może nie uszczęśliwiało mnie, to, ale tez nie robiło szczególnie wielkiego wrażenia. Modele takie jak omawiany tutaj, czy na przykłąd pocycki z Big Child Creatives wrzucone w blistry..

..sprawiły, że mi się ulało. Z drugiej strony, plus jest taki, że może wreszcie ograniczę kupowanie na półkę wstydu, bo karton z brzydkimi blistrami i tandetnymi opakowaniami właśnie mi się zapełnił.

 

KFS