54mm ‘Platerówka’

Rzeźbienie

 

Semantykę wyrażeń przestrzennych cechuje między innymi metryczność oraz, co znamienne, gradacyjność. Uwzględniając relatywizację, która przejawia się w uporządkowaniu, orientacji i punkcie widzenia, jest ona wyrazem pragmatyki zawartej w ich znaczeniu. Wymienione składniki, fundowane zarówno przez pojęcie normy jak i układu odniesienia, pozwalają na subiektywizm i ocenę w opisywaniu przestrzeni fizycznej; świat rzeczywisty zostaje przekształcony w znak, symbol, jakim staje się masa modelarska przekształcona w miniaturową rzeźbę. Dlatego kilka lat temu postanowiłem zrobić jakąś figurkę.

No dobra, ale tak na serio, to kilka lat temu postanowiłem wrócić po dłuższej przerwie do lepienia ludzików. Nie jest to więc rzecz najpiękniejsza. Jeszcze gorzej pomalowana, ale mimo wszystko mam do niej sentyment. Bo kilku rzeczy się ti nauczyłem, kilka uważam, że mi się udało, ale też kilku nie zdązyłem poprawić. Bo figurka została skradziona z wystawy na jednej z większych europejskich imprez modelarskich. No cóż, traktuję to jako najszczerszy i najwyższej klasy komplement. Choć wole inne formy wyrażania uznania, w tym szczególnie te opracowane przez Fenicjan. Ale do rzeczy..

Dłubanie rozpocząłem od prób wyrzeźbienia głowy. Efekty pierwszego podejścia mocno mnie przeraziły, ale nawet najwspanialsze rzeźby na początku wyglądają jak by chudożnik nie miał pojęcia co robi. 

Głowę lepiłem więc sobie spokojnie na boku, a jednocześnie zająłem się całą postacią. Ukręcony z miedzianego drutu szkielecik okleiłem wstępnie Magic sculpem.

Następnie zabrałem się za spodnie warstwy garderoby. W pierwszej kolejności wymodelowałem kieckę, nakładając na szkielet mieszankę Magic Sculp i Duro (Green Stuff) w proporcjach 1:1 – w tym miejscu użytą trochę na wyrost, gdyż mikstura ta ze względu na lepkość i pewną elastyczność zdecydowanie bardziej nadaje się do różnych drobiazgów, detali, czy włosów. Buty oraz dalsze elementy ulepiłem z samego Magica.

Wyrzeźbioną w międzyczasie głowę osadziłem na szyi, a następnie ulepiłem fragment kołnierza kurtki mundurowej. Ten ostatni powstał na wszelki wypadek, nie miałem bowiem pewności, czy nie będzie aby widoczny spod płaszcza, a zrobienie go nie wiązało się z przesadnym nakładem prac. Zabrałem się także za wstępne przymiarki do ramion. Tutaj ponownie za ‘szkielet’ posłużył miedziany drut. Niestety, choć ręce mają teoretycznie właściwe proporcje, w ostatecznym kształcie okazały się być zbyt długie. Na tym etapie popełniłem też kolejny dość poważny błąd. W dłonie figurki wsadziłem pepeszę (a w zasadzie pistolet okleiłem masą, formując palce) wyszarpaną z jakiegoś trzypiątkowego zestawu Zvezdy. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłoby zrobienie broni od podstaw, nieco większej, a co za tym idzie lepiej komponującej się gabarytami z całą figurką. Tak to bywa – poszedłem na skróty i wdepnąłem..

Lepienie płaszcza zacząłem od jego górnej części. Równolegle powoli oklejałem ramiona kolejnymi warstwami masy

W tym miejscu zdradzić muszę, co stanowiło inspirację do tejże figurki. Otóż przeglądając mimochodem którąś z kroci witryn żyjących sentymentem do naszego dzieciństwa i młodości w PRL, natrafiłem na skan okładki jednej z nowel ze znanej wielu serii z tygrysem. ‘Dziewczęta w rogatywkach’, bo tak brzmiał tytuł tego dzieła, to opowieść o losach Samodzielnego Batalionu Kobiecego im. Emilii Plater. Ilustracja na okładce przedstawia Platerówkę szturmującą w przydużym płaszczu i z pepeszą w rękach.

Zabawa z figurką polegała więc na tym, by zrobić w niej malowniczo rozwiane poły paltocika. W pierwszej kolejności ulepiłem swego rodzaju szalunek z plasteliny, który wypełnił przestrzeń między kiecką a powiewającym suknem.

Usunięcie takiego stelażu spod stężałego już Magic sculpa nie stanowi większego problemu. Ponieważ zwykłem wygrzewać masę modelarską pod mocną żarówką (zabieg ten poprawia właściwości MS na etapie obróbki mechanicznej), to podczas tego procesu plastelina najzwyczajniej w świecie wypływa. Jej niewielkie pozostałości wypłukałem benzyną ekstrakcyjną.

W kolejnych etapach powoli i konsekwentnie rzeźbiłem kolejne fragmenty płaszcza i detale – rękawy, naramienniki, patki kieszeni, guziki, pas chlebaka czy wreszcie sam chlebak.

Przyszła także pora na dokończenie czerepu. Najpierw ukształtowałem dolną część rogatywki. Następnie, za jednym zamachem wymodelowałem daszek czapki oraz włosy. Jak już wcześniej wspominałem, tego typu elementy najwygodniej rzeźbi się z mieszanki MS i Duro.

Ostatnią rzeczą, którą musiałem ulepić, była górna część czapki. Przyznaję szczerze, że ten drobny element napsuł mi trochę krwi i mimo paru podejść do tematu, nadal nie jestem pewien, czy udało mi się uniknąć efektu czapki kucharskiej. We wciąż jeszcze nieutwardzoną masę wkleiłem Kuricę. Fototrawiony orzełek pochodził z niewielkiej blaszki, którą swego czasu dostałem z ToRo. Najprawdopodobniej jest ona nadal dostępna w sprzedaży, przy czym producent dodaje gratis żywiczne odlewy humanoidalnych główek (wzorem MisterCrafta, sprzedającego niezłe kalkomanie z podłej jakości modelem w komplecie).

 

KFS