1/72 Up-armored HMMWV US. Modern M1114

T-Model – TM-7201

 

T-Model aka Termin Molds to kolejny nowy gracz na rynku z kitaju. Choć na ile nowy, to trudno powiedzieć, bo Chińczycy znani są z tworzenia licznych rodzin firm powiązanych niejasnymi układami. Niejasnymi pewnie głownie dla tamtejszego fiskusa. A w tym konkretnym przypadku nasuwa się przypuszczenie, że T-model ma coś wspólnego z Bronco. I nie tyle, dlatego, że na debiut wybrali HMMVW, czyli model z trzypiątkowej oferty tego drugiego producenta dobrze znany, ale raczej wskazywać na to mogą same wypraski. Ale po kolei. Miniatura spakowana jest w dość oszczędne w grafice ale za to niezwykle solidne pudełko. Moje po podróży z azji wyglądało tak, jak by podpierano na nim samochód podczas wymiany koła. I to niejednokrotnie. A po godzinach grano nim w piłkę kopaną. Mimo to zawartość nie ucierpiała w najmniejszym stopniu.

Hamwi jakiś wyjątkowo mały nie jest, mimo to jednak wielkość wyprasek i ilość części nieco zaskakuje. Zaskakuje pozytywnie, bo jest tego sporo – cztery ramki piaskowo beżowe, jedna przeźroczysta, a prócz tego jeszcze osobno maska pojazdu (trzaskana zapewne na wielodzielnej formie suwakowej, wiec technicznie jako osobna wypraska)

Zestaw uzupełniają dwie niewielkie różniące się grubością blaszki fototrawione. I tu zatrzymam się na moment, bo z jednej strony to fajne, że imitacja płyty pancernej obrotnicy jest wytrawiona w grubszym materiale, ale niefajne jest to, że w żaden sposób nie zaznaczono w którym miejscu i pod jakim kątem powinna być ona wygięta. Instrukcja montażu milczy bowiem na ten temat

Skoro już wspomniałem o instrukcji montażu, to trzeba jej przyznać, że jest zupełnie czytelna i przejrzysta

Podobnie schemat malowania – choć tu trudno byłoby zrobic go nieczytelnym, w sytuacji gdy pojazd jest w jednobarwnym kamuflażu. Poza tym jest to schemat wyłącznie malowania, a nie nakładania kalkomanii z oznaczeniami. A to z tej prostej przyczyny, że kalkomanii w tym modelu NIE MA żadnych. Nic, ani jednego napisiku, ani jednego zegara na tablicę przyrządów, ani jednej runy SS na płytę pancerną. zero

No dobra, to teraz z bliska. Zasadniczo jest tak, że model budzi uznanie nie tylko ilością części, ale też ich jakością. A całość jest tak szczegółowa, że w sumie nie jeden model hamwiego w 35 takiej nie prezentuje. Nawiasem mówiąc miniatura ta prezentuje zaskakująco silne podobieństwo do modelu Bronco w 1/35. Zarówno pod względem podziału technologicznego jak i po prostu wyglądu poszczególnych elementów. Pantografowe pomniejszenie to oczywiście nie jest, ale wygląda to dokładnie tak jak tamiyowskie modele w 48, które są pochodną trzypiętek.

Cały model jest jak jego maska:

..czyli zaprojektowany i wykonany z dbałością o detale, nawet te naprawdę drobne. Przy czym obok filigranowych subtelności konstrukcji mamy średnio łatwe do usunięcia ślady po wypychaczach. A kolejna rzecz to widoczna wielka atencja dla powierzchni w gotowym modelu w zasadzie niedostrzegalnych. Takich jak wewnętrzna strona maski właśnie, czy choćby dach szoferki. Dwuczęściowe drzwi również mają odtworzoną fakturę na równi po obydwu stronach. A płyta podłogowa ma odpowiednie ryflowanie od spodu

Przy tej uwadze dla rzeczy niewidocznych (producent przewidział na przykład sporo detali, które znikają pod maską pojazdu) dziwi brak konsekwencji, bo w modelu brakuje charakterystycznych elementów w miejscach jednak eksponowanych. Nie będę się tasował nad stroną merytoryczną tego modelu, bo na hamwich się średnio znam, ale znam się na tyle, żeby widzieć brak półki na radiostację, brak samej radiostacji czy brak podestu dla strzelca, który znajduje się pod obrotnicą. Nie ma też pedałów, ale to pewnie można tłumaczyć względami kulturowymi.

Ogólnie rzecz biorąc, model jest jednak naprawdę fajny. Detale wyglądają dobrze, ich podział jest zazwyczaj sensowny i nie zawsze typowy dla skali 1/72 – ot choćby klapa w obrotnicy jest podzielona na osobne elementy jak w oryginale. Z drugiej strony karabiny odlane są jako jeden element z łożem. Są też detale kuriozalne – sprężyny amortyzatorów wyglądają ultratopornie, a fotele mają siedziska tak wysiedziane jak by tym samochodem emeryt jeździł nie tylko do kościoła.

A na koniec koła, bo są one rozwiązane nietuzinkowo. A generalnie są zupełnie ładne – mają niebrzydko odtworzone detale. Jak się dobrze przyjrzeć, to jest też śmiesznie, za sprawą literówek w nazwie producenta opon, ale jakoś sobie producent musiał radzić z omijaniem płatności za kopirajty (bo oczywiście modelem nie byłby nikt zainteresowany, gdyby nie napis gudjer na oponkach, wiec gudjerowi jak ruskim krym należałyby się tantiemy za sprzedaż modelu z użytym ich logiem).

Interesująco jest natomiast rozwiązana kwestia bieżnika. Skłąda się on z niewielkich fragmentów, które sklejone razem tworzą pierścień zdobny w detale niemożliwe do odlania w formie dwudzielnej. Choć takie IBG w pojazdach 1/35 robi to w jednym kawałku. Takie rozwiązanie techniczne zupełnie dobrze sprawdziło się w Tamiyowskim moskicie, wiec kto wie, może i tu da radę. Wszystko zależy od spasowania elementów

A tak zupełnie na samiusieńki koniec – elementy przeźroczyste. W sumie całkiem przyzwoite. bez skaz, nawet cienkie. Uwagę zwraca pojawienie się dwóch rodzajów atrapy grila z reflektorami, co pozwala przewidywać kolejne mutacje hamwiego w ofercie T-Model