1/72 Fw 190 F-8 Weekend Edition

EDUARD –  7440

Po weekendowych edycjach wariantów A-5, A-8 i Sturmbocka (którego w wydaniu Profipack zlustrował już Kamil) przyszła pora na uderzeniową Fokę w nieco zubożonej inkarnacji. Gdy już minie szok po zderzeniu z odstręczającym box artem (uwaga! redakcja serwisu nie ponosi odpowiedzialności za potencjalne skutki kliknięcia linka do obrazka w dużej rozdzielczości), możemy się zająć zlustrowaniem zawartości pudełka. Podobnie jak w pozostałych małych Focke-Wulfach z Eduarda, także w tym zestawie otrzymujemy zunifikowaną ramkę przeźroczystą:

…której jakość generalnie nie budzi zastrzeżeń…

…oraz uniwersalną ramkę z dużą ilością różnorakich detali.

Makieta frontu silnika jest mocno uproszczona, ale wystarczająca zważywszy, że i tak będzie w większości zasłonięta przez śmigło i 12-łopatkowy wentylator.

A skoro już o mowa o śmigłach, mamy do wyboru dwa – metalowe o wąskich łopatach i drewniane z szerokimi łopatami. Zasadniczo wyglądają nieźle i w związku z tym szkoda, że Eduard nie pokusił się o metalowe z szerszymi łopatami, nie wspominając już o wariantach metalowych śmigieł z ciężarkami u podstaw łopat, dość często spotykanych na Fokach w końcowym okresie wojny, których to w skali 1/72 nie oferuje jeszcze nikt.

Rury wydechowe nie są szałowe, ale i tak chyba najlepsze, jakie możemy dostać w tej skali w plastiku. W tym przypadku stosowny zestaw z serii Brassin to pożądany a przy tym niedrogi dodatek.

Całkiem niezłe są wnęki podwozia głównego…

…i pokrywy jego goleni.

Wypraski z głównymi elementami płatowca są zmienne w zależności od wersji, jaką ma przedstawiać dana miniatura. W tym zestawie otrzymujemy ramkę oznaczoną literką F, która zawiera skrzydła z odpowiednimi pokrywami komór zewnętrznych działek, których to (działek, nie pokryw) w wariancie F-8 nie było w ogóle. 

Linie podziału są dość subtelne, ale zarazem wystarczająco wyraźne. Producent pokusił się także o odtworzenie nitowania, jednak tylko w ograniczonym zakresie. Z jednej strony, oryginał był gęsto znitowany i w tej skali taki efekt nie każdemu mógłby się spodobać, a i technologicznie mógłby być trudny do ogarnięcia, lecz z drugiej strony – jak mawiał pisarz Sofronow – albo rybka, albo pipka…

Niezbyt fortunnie wyglądają powierzchnie, które w oryginale były kryte płótnem. Projektantom zabrakło tu subtelności. Za zamiennik może robić stareńki zestaw Airesa dedykowany Hase (nr 7057), o ile trafi się egzemplarz faktycznie do tejże Hasegawy pasujący – a z tym niekiedy bywa problem…

Jednym ze słabszych punktów modelu jest w mojej opinii osłona kadłubowych km-ów ze zbyt mocno zaakcentowanymi przetłoczeniami. Na szczęście, da się ją zastąpić bez większych problemów stosownym elementem z modelu Hasegawy.

Kolejny problemy związane z kadłubem to obecność dwóch podejrzanych owalowatych wzierników, których próżno szukać na zdjęciach oryginałów, i przede wszystkim odziedziczony po starszym bracie ogon (praktyczne objaśnienie w tym wątku).

Ponieważ Fw 190 F-8 służył głównie do zwalczania celów naziemnych, przenosił w tym celu różnorakie uzbrojenie podwieszane. Całkiem szeroki wybór owego znajdziemy na ramce “B” – jak bomby, ich wyrzutniki i rakiety. Te pierwsze (8 x SC 50, 1 x SC 500, 1 x AB 500, 1 x AB 250 oraz 1 x SC 250 obecne na ramce z detalami – trochę szkoda, że zubożono ofertę w stosunku do większego brata w 1/48, który zawierał po 3 sztuki SC 250 i SD 250…) są niezłe, choć warto wymienić brzechwy na blaszki (obecne w wydaniu Profipack) bądź samodzielnie przygotowane elementy z cieńszego tworzywa. Wśród wyrzutników cieszy uwzględnienie adaptera ER 4, pozwalającego na podwieszenie 4 bomb SC 50 pod kadłubem. Pal jednak licho piguły i wieszaki, bowiem prawdziwym hitem jest obecność wyrzutni Panzerblitz-1 i to od razu w dwóch wariantach. Dotychczas owe wyrzutnie oferował jedynie jeden z czeskich wytwórców aftermarketów w cenie przewyższającej opisywany tu model. Na marginesie – szkoda, że tym razem projektant nie raczył ani opisać uzbrojenia, ani pokazać jego przykładowych konfiguracji w instrukcji, co jakoś nie stanowiło problemu parę lat temu, jak widać na s.13 tutaj.

Instrukcję naszego małego Focke-Wulfa można z kolei obejrzeć w tym miejscu. Godny odnotowania jest fakt, że do zestawu dołączono jej wydruk w kolorze, na kredowym papierze, co kiedyś nie było oczywistością. Zgodnie z aktualną polityką Eduarda, na głównym arkusiku kalkomanii otrzymujemy oznakowanie dla dwóch egzemplarzy samolotu. Malowanie A jest już znane z Profipacka. Porównanie z bodaj jedynym znanym fotogramem oryginału wskazuje, że cyfry ‘2’ lepiej chyba będzie wymalować samemu. W przypadku opcji B, w konfrontacji ze zdjęciami (np. zamieszczonymi w dolnej część tej strony) oznaczenia wydają się być względnie w porządku (no, pewne wątpliwości budzi szewron, ale pozostaje jeszcze kwestia tego, jak pozycja na rysunku takich detali powierzchni jak wlew paliwa rozruchowego i “schodki” ma się do modelu), natomiast nie kupuję przedstawionej w instrukcji interpretacji malowania. Główny arkusz dołączony do recenzowanego egzemplarza ma niestety drobne skazy na jednej z cyfr ‘5’ i grubszej spirali na kołpak śmigła, ale poza tym jakość wydruku jest całkiem dobra.

Zupełnie nieźle wypada też arkusz z napisami eksploatacyjnymi, choć białe napisy i znaki widać na papierze podkładowym w zasadzie tylko wtedy, gdy światło odbija przeźroczysty film. Drobne zastrzeżenia można mieć do oznaczeń wewnątrz niektórych trójkątów paliwowych.

MG