1/72 F-15E

Great Wall Hobby –  L7201

Bez mała pięć lat temu GWH zaprezentowało model F-15 w skali 1/48. I nie da się ukryć, ze był on piękny. Piękny jest zresztą do dziś, również za sprawą kolejnych edycji z kolejnymi wersjami tego samolotu. Miło zatem, że chińczycy postanowili model pomniejszyć i nim właśnie zadebiutować w samolotach w skali 1/72. Nawiasem mówiąc, w siedemdwójce to nadal kawał modelu – tu w porównaniu z efemszesnastym w 1/48

No dobra, ale po kolei. Pudełko nie jest oszałamiająco wielkie, ale istotnie gabarytami bliższe modelom w 1/48. A wnętrze jest wypełnione po brzegi wypraskami jak kryształowy kieliszek wódką

Mamy zatem dziewięć różnej wielkości wyprasek z szarego polistyrenu z elementami modelu

Ramka z oszkleniem jest niewielka. I co warto podkreślić samo oszklenie kabiny jest dodatkowo zabezpieczone przez porysowaniem kawałkiem przeźroczystej folii (prócz foliowego woreczka, w który jest spakowane). Niby fajnie, ale próżny trud, bo grzbiet owiewki i tak trzeba przeszlifować i wypolerować, żeby usunąć szew po łączeniu połówek formy

GWH hojnie sypnął do pudełka ramkami z asortymentem podwieszeń

..i podwieszenia te, przyznać trzeba są na całkiem wysokim poziomie. Choć tak piorunującego wrazenia jak te w 1/48 jednak nie robią. Eduard i CMK nadal mają pole do popisu

Na tym tle (i na tle innych podobnych miniatur )sam model robi jednak większe wrażenie. Z wyjątkami. Zacznę bowiem od tego, co mi sie nie podoba. Fotele. No są naprawdę ładne i szczegółowe. Może nie tak, jak w 1/48, gdzie wyglądały porównywalnie, jeśli nie lepiej niż niejedna żywica. Ale podobnie jak w większej skali, także i tu producent poskąpił na pasach, które mogły by się znaleźć na blaszce fototrawionej. W 48 była blaszka, ale bez pasów, tu jest mniej kuriozalnie, bo blaszki w zestawie nie ma wcale. Są tylko jakieś echa pasków odlane wraz z pokryciem fotela

Druga rzecz która budzi niesmak to wypychacze. Generalnie na modelu zbyt wielu ich niema, w widocznych miejscach oczywiście. Pod tym względem wszystko jest raczej dobrze przemyślane. Niemniej jednak, dla kontrastu mamy dyszę silnika. Świetne detale, dość finezyjna konstrukcja, także za sprawą specyficznego podziału oraz skomplikowanym wielodzielnym formom. I nagle jeb! – dziura po wypychaczy na samym środku szczegółowego elementu

Ale poza tym jest naprawdę fajnie. A nawet fajniej niż fajnie. Wspomniane dysze silnika robią wrażenie (nie licząc tego opisanego wyżej, to zupełnie pozytywne). Wnęki podwozia, szoferka, panele przyrządów – wszystko ładnie zdetalowane. Powierzchnie płatowca też dopracowane – z delikatnymi ostrymi liniami podziału i nienachalnymi nitami. Klapy i lotki wykonane są jako osobne elementy. Ale niestety NIE KRĘCI SIĘ ŚMIGIEŁKO!

Po kolejnych etapach montażu prowadzi czytelna instrukcja

 

Natomiast po malowaniu prowadzi schemat mniej czytelny. W dodatku polecający zamiast farb winylowe błoto jednego tylko producenta. Mogli chociaż uzupełnić listę o kody FS. [EDIT: no dobra, przeoczyłem, są również umiarkowanie czytelne numerki Mr. Color. dziękuję za zwrócenie uwagi]

Jak widać otrzymujemy trzy warianty oznaczeń. Nie znaczy to jednak, że kalkomania jest niewielka. Wręcz przeciwnie – są dwa niemałe arkusze. Choć w dużej mierze z napisami eksploatacyjnymi, z czego niemała część to nalepki na podwieszenia

 

..i owe napisy prezentują się całkiem nieźle. Zdaje się, ze również od strony merytorycznej są przyzwoicie przygotowane (miast być ciągami literek bez ładu i składu, jak to zdarzało się kiedyś w modelach GWH). Niebrzydkie są też tablice przyrządów i inne panele do szoferki. Słabiej natomiast wypadają kolorowe godła. W przypadku niektórych bez retuszy raczej się nie obejdzie..