1/72 40M Turan I – IBG

BUDOWA czyli ROZPOZNANIE WALKĄ

 

Jakiś czas temu na fejsiku zrobiłem małą zabawę – jej uczestnicy spośród dwóch modeli mogli wybrać jeden, którego budowę tu opiszę. Drugi, przegrany trafił do jednego z uczestników plebiscytu. Padło zatem na ibegowego Turana. Wrażenia z pierwszego spojrzenia na ten model opisałem TUTAJ. Teraz pora na opis budowy, bo jednak nie zawsze to co wygląda w wypraskach potem ładnie się skleja, a nawet jak sie ładnie skleja, to w każdym modelu czyhają pięty i piach gotowy przyjącn modelarską krew.

Prace zacząłem oczywiście od PIERWSZEGO CIĘCIA

Plastik, którego ostatnimi czasu używa IBG nie specjalnie podchodzi mi kolorystycznie, ale tak się składa, że po pomalowaniu jego barwa zaczyna mieć mocno wtórne znaczenie. Ważniejsze jest, ze tworzywo to jest zupełnie miłe w obróbce. Nie jest szkliste i kruche jak dajmy na to Hasegawa. Wręcz przeciwnie, bliżej mu do tego znanego z modelu ukraińskich, przy czym mimo iż jest dość miękkie to nie ma tendencji do rozwarstwiania się czy łamania. No i zupełnie dobrze reaguje z klejami do polistyrenu. Nawet tymi mniej typowymi, jak bezzapachowy Roket Plastic glue z Deluxe materials którego użyłem do sklejenia kadłuba. Jego fragmenty złożyłem ze sobą na sucho a następnie w miejscu łączenia naniosłem niewielka ilość kleju

 

Górna przednią płytę najpierw zamocowałem na dwie kropelki kleju, a gdy upewniłem się, że jest właściwie spozycjonowana podlałem już większą ilością spoiwa

Jak wspomniałem, burty kadłuba były lekko zwichrowane, zatem by nie rozkleiły się w niekontrolowany sposób na czas schnięcia kleju (a ten, którego użyłem wysycha wolniej, niż dajmy na to Tamiya extra thin) przednią cześć wanny spętałem gumką

To oczywiście nie rozwiązuje delikatnego problemu zapadających się do wnętrza bocznych ścian.

W żadnym razie nie jest to jednak powód do paniki czy narzekania. Konstrukcja miniatury radzi sobie z tym sama. Trzeba jednak przeskoczyć kilka etapów budowy opisanych w instrukcji i skleić błotniki z górą kadłuba. W tym przypadku nie bardzo miałem jak podlać je od wewnątrz roketem, dlatego spinę ‘pomalowałem’ super płynnym Plastic magic glue.

Znajdujące się na spodzie błotników wypustki montażowe doskonale pozycjonują i profilują wannę kadłuba

Co warto podkreślić, góra i dół kadłuba pasują do siebie perfekcyjnie. Złożone na sucho pozostawiłem na czas całkowitego utwardzenia spoin

Czasu nie tracąc mogłem zabrać się za walkę z układem jezdnym (czytaj – DUUUUUŻO kółek). W przypadku kół jezdnych warto zwrócić uwagę, iż na łączeniu znajduje się niewielki kołnierz z uskokiem, który pozycjonuje je względem siebie. Detal tak subtelny, że łatwo uznać go za nadlewkę. nadlewką jednak nie jest, choć niespecjalnie również w sklejaniu pomaga

Tak wiec wyciąłem koła, wlewy usuwając jedynie z grubsza, skalpelem

Następnie posklejałem je w pary z pomocą Roket Plastic Glue

Dopiero na późniejszym etapie, gdy spoina już się utwardziła brzegi kół dopieściłem drobnym pilnikiem

Odrobinę inaczej podszedłem do kwestii rolek podtrzymujących gąsienice. Na początek wyciąłem i wstępnie obrobiłem jedynie ich połówki. Elementy te wkleiłem w kółka znajdujące się w wyprasce. W ten sposób łatwiej było mi upewnić się, ze s,a właściwie spozycjonowane, niepokrzywione. Tym bardziej, że to naprawdę drobne elementy. Ponownie ostateczną obróbką zająłem się po utwardzeniu kleju

Również przed wycięciem z ramki obrobiłem pilnikiem belkę łączącą wózki jezdne (prawdę powiedziawszy specyfika tego detalu jest taka, że jest delikatny, ma tendencje do wyginania się, i chyba najlepiej byłoby go zastąpić profilem polistyrenowym)

Pasowanie na sucho elementów zawieszenia pozwoliło mi na konstatacje, ze można je skleić ze sobą bez konieczności natychmiastowego montażu kółek. To dobra wiadomość, bo komplikowałyby one nieco sklejanie, a poza tym ostatecznie można je trzymać osobno na czas malowania

Kółka oczywiście jednak wetknąłem na swoje miejsce- było mi to niezbędne do montażu gąsienic.

Mając gotowe elementy zawieszenia zabrałem się za ich montaż. Zacząłem od przyklejenia przednich kół nośnych i rolek. To kolejność nieprzypadkowa. Gdyby pierwej zamontować wózki, dostęp do gniazd rolek byłby mocno utrudniony

Wózki z kołami jezdnymi przykleiłem solidnie klejem. Z kolei koła napędowe i naciągające zamontowałem solidnie, acz tymczasowo. Jako taka prowizoryczna spoina doskonale spisuje się fluid maskujący. Dzięki temu zębate koła mogłem później delikatnie obrócić by dopasować do otworów gąsienicach. A ostatecznie zdemontować

No wiec właśnie – gonsięnnice. W modelu składają się z różnej długości pasków i pojedynczych ogniwek na koła zębate. I są delikutaśne bardzo. Dlatego najbezpieczniej jest je wycinać nowiutką żyletką, ostrą jak riposty doktora hałsa (ale tylko z pierwszych dwóch sezonów).

Wszystkie elementy gąsienic przygotowałem sobie za wczasu. Żeby róznej długości odcinki mi się nie pomieszały przykleiłem je do kawałków taśmy klejącej Scotch Magic tape z nakreślonymi na niej numerami elementów

Gąsienice przed montażem skleiłem w dłuższe paski. W tym celu ułożyłem je na metalowej podkładce. Tu akurat skorzystałem ze specjalnego narzędzia Mirror Models. Zalewając połączenie cienkim klejem nie muszę się obawiać, ze ogniwa przykleją się do podkładki (a do maty do ciecia by się przykleiły)

Dodatkowym ficzerem owego narzędzia jest to, że można nim posklejaną gąsienicę delikatnie ścisnąć, co gwarantuje, ze wyjdzie nam prosty pasek

Spoiny uzyskane dzięki cienkiemu klejowi są przez jakiś czas na tyle plastyczne, że pasek można dość swobodnie kształtować na układzie jezdnym

Ogniwa zawinięte na kole zębatym docisnąłem wąską pęseta

Pracując z gąsienicami w ten sposób trzeba śpieszyć się na tyle, by spoiny nie stwardniały zbytnio. W praktyce oznacza to równie, że dość szybko wszystko mamy gotowe

Maja,c gotowy układ jezdny i górę kadłuba mogłem zabrać się za detale. Ponownie częśc z nich najwygodniej było obrabiać przed wycięciem z wypraski. A do wycinania najdrobniejszych i najbardziej delikatnych konsekwentnie używałem żyletki

Wieża to zaledwie kilka elementów i nie wymaga ona większej atencji. Jedyne co sugeruję to postawienie jej na sztorc na czas schnięcia wklejonej lufy – w przeciwnym razie istnieje ryzyko, że może ona opaść

Tym samym całość była gotowa. W dwa popołudnia, choć bardziej ze względów technicznych (trzeba było dać niektórym spoinom dobrze się utwardzić przed przystąpieniem do kolejnych etapów)

No i oczywiście do malowania model można rozebrać na kawałki. Do zdjęcia nie chciało mi się już demontować kół jezdnych (ale się kręcą i tak, jak można było je wetknąć bez kleju, tak i da się je wyjąc). Z rozpędu przykleiłem do kadłuba koła zapasowe, choć i one w takich okolicznościach powinny zostać osobnym detalem na nakładania powłok lakierniczych