Northrop P-61A Black Widow

GWH 1/48

Malowanie

 

Podkreślić trzeba jedną rzecz. To jest niemłoda już relacja z budowy, więc o ile ogólne zasady i szereg technik można uznać za ponadczasowe, to jednak w niektórych kwestiach zdążyły one przejść już ewolucję. Dla przykładu, zdecydowanie odszedłem od używania czarnej farby do preszejdingu. Poza nielicznymi wyjątkami. Generalnie jednak jest ona zbyt ciemna. Budować kolor też można w sposób bardziej subtelny, a jednocześnie ciekawszy w finale. Mimo wszystko żywię nadzieję, że w poniższym tekście znaleźć będzie można kilka praktycznych wskazówek na temat malowania czy nanoszenia śladów eksploatacji


 

Po pobieżnym zamaskowaniu goleni podwozia cały model pokryłem uczciwą warstwą srebra H8 z Mr.Hobby rozcieńczonego Mr.Thinnerem. Niestety, daleko mu jakością do celulozowego odpowiednika.

Jak zwykle odrobinę pobawiłem się na etapie „preszejdingu”. Zacząłem od lekkiego rozjaśnienia bryły. Białej farby użyłem również do pokrycia różnych paneli, inspekcji i niektórych detali.

Następnie sięgnąłem po czarną farbę i w dość klasyczny sposób zaznaczyłem granice paneli i poszczególnych elementów konstrukcyjnych. 

Ponownie stosując białą farbę, dorobiłem nieco smug na płacie i stateczniku poziomym.

Górne powierzchnie dodatkowo zróżnicowałem, pokrywając niektóre panele transparentną warstwą zieleni.

 

Podobnym zabiegom poddałem spód, w tym przypadku używając transparentnej farby Clear Blue.

Właściwe malowanie rozpocząłem od nadania jasnoszarej barwy dolnym powierzchniom

Kolejny krok polegał na wytrasowaniu krawędzi zielonego kamuflażu kolorem Olive Drab. Dodatkowo położyłem jedną warstwę mocno rozcieńczonej farby.

Docelową barwę uzyskałem nanosząc naprzemiennie nieco jaśniejszy odcień Olive Drab oraz Khaki. Mocno rozcieńczone farby aplikowałem nieregularnymi meandrami.

Bardzo rozcieńczoną szarą farbą dodałem kilka kolejnych wypłowień i smug, głównie na płacie. 

Po zawerniksowaniu modelu błyszczącym lakierem bezbarwnym zabrałem się za ułożenie oznaczeń i napisów eksploatacyjnych. Jak wspominałem, kalkomanie z zestawu całkiem nieźle reagują na płyny Microscale, niemniej trzeba je solidnie nasączyć Solem oraz odczekać kilka godzin, nim ładnie ułożą się na detalach i zagłębieniach. Warto zachować czujność, gdyż schemat malowania wskazuje błędną lokalizację gwiazdy na dolnej powierzchni płata.

Numer seryjny na ogonie musiałem zmodyfikować tak, by pasował do zdjęcia, na którym się wzorowałem. Na szczęście wymiany wymagała tylko jedna cyfra. Zero powstało z kawałków innych numerów.

 

Dolne powierzchnie „złoszowałem” szaro-granatowym specyfikiem AK-interactive do niemieckiej pancerki. Dodatkowo czarnym washem podkreśliłem głębsze linie – między innymi granice lotek i klap.

Analogicznie postąpiłem z górnymi powierzchniami. Wszystkie linie zaciemniłem za pomocą ciemnozielonej emalii AK 026 Slimy Grime Dark, a niektóre detale i szczeliny podkreśliłem brązowym „łoszem”.

Silniki, choć i ładne, i dość szczegółowe, są bardzo słabo eksponowanym elementem miniatury. Pomalowałem je srebrem i stalą z Mr.Color. Na przednią część naniosłem z kolei dwa odcienie szarego. Potem podkreśliłem detale czarnym „łoszem”. Oleiste zacieki naniosłem za pomocą dedykowanego temu płynu AK-interactive.

 

Kolektor spalin pokryłem Gunmetalem, a następnie nałożyłem delikatnie rdzawe odcienie akryli z zestawu Lifecolora „Dust&Rust”.

Malowanie kół zacząłem od srebrnych felg. Opony pokryłem ciemnoszarą farbą AK 720 z AK-interactive. Później nałożyłem mieszankę koloru bazowego i vallejowskiego Smoke na boki kół oraz niektóre fragmenty bieżnika

 

Koła wybrudziłem nakładając na mokro tamiyowski Weathering Stick. Fragmenty bieżnika przetarłem czarnym eyelinerem.

 

Podczas finalnego montażu elementów płatowca musiałem naprawić uszkodzoną we wcześniejszych etapach rurkę Pitota na nosie. Brakujący fragment odtworzyłem z polistyrenu.

DEWASTACJA

 

Po zabezpieczeniu całej miniatury matowym werniksem zabrałem się za ślady eksploatacji. Zacząłem od obić i rys na farbie. Zależało mi na delikatnym efekcie. Uzyskałem go, uderzając w powierzchnię szczotką drucianą. Dorobiłem też odpryski na krawędziach niektórych paneli, drapiąc je ostrzem skalpela.

Do imitacji uszkodzeń farby na łopatach śmigieł użyłem już samej szczotki drucianej (tu zwracam uwagę na błąd merytoryczny – te zgrubienia u nasady łopat śmigła to gumowe nakładki, więc siłą rzeczy na nich metalicznych obić robić nie należy.)

Brudzenie płata rozpocząłem od naniesienia mokrym patyczkiem higienicznym nieznacznych ilości tamiyowskiej pasty Weathering Stick w kolorze Sand. Aby końcowy rezultat nie był zbyt regularny, zabrudzony patyczek na przemian rolowałem po powierzchni lub uderzałem w nią delikatnie jego końcówką.

Do kolejnych warstw zabrudzeń użyłem szminki Mud z Tamiyi oraz akrylowej farby Smoke z palety Vallejo Model Color. Rozrabiałem je z dużą ilością wody i aplikowałem na zwilżony płat za pomocą szczoteczki do zębów.

Gdy farby wyschły, zabrałem się za imitacje plam z paliwa i płynów ustrojowych. W tym celu mieszałem w różnych proporcjach czarny wash i emalię Engine Oil z AK-interactive, czasem rozcieńczając je jeszcze white spiritem. Pozwoliło to na zróżnicowanie nie tylko intensywności kolorów, ale również faktury: od połysku, poprzez satynę, aż po niemal matowe zacieki.

 

Podobny zabieg przy użyciu tych samych specyfików, jednak nieco mocniej rozcieńczonych, wykonałem na spodzie modelu.

 

Symulowanie okopceń zacząłem od namalowania delikatnych smug z rdzawo-brązowego płynu AK 083 Track Wash. Nakładałem go aerografem, niewielkim strumieniem na minimalnym ciśnieniu.

Ponieważ w oryginale okopcenia za rurami wydechowymi były jasne, sięgnąłem po emalię AK 015 Dust Effects i w sposób identyczny jak wcześniej aplikowałem cieńsze smugi.

Końcowy efekt uzyskałem wykorzystując największą zmorę modelarską – efekt bielejącego matowego werniksu. Dla pewności użyłem po prostu akrylu Flat Base (z nabytego przy kolejnych modelach doświadczenia wiem, że lepszy do tego celu wydaj się być Flat base Rough), lekko rozcieńczonego Mr.Thinnerem. Tą miksturą namalowałem kolejne delikatne smugi.

Po zdjęciu maskowania z oszklenia okazało się, że na jego powierzchni została mniej więcej połowa kleju z masek. Starłem go patyczkiem higienicznym nasączonym spirytusem technicznym.

Po wklejeniu wieżyczki i zamontowaniu śmigieł miniatura była gotowa.

KFS