Northrop P-61A Black Widow

GWH 1/48

Montaż

Pierwsze wrażenie po otwarciu pudełka było niesamowite. Nie bez znaczenia był fakt, że eony temu miałem w swoich rękach miniaturę wdowy wykonaną przez Monogram, którą szczęśliwie oddałem koledze, wieszcząc przy tym, że nim dokończy po mnie robotę, pojawi się na rynku nowy, lepszy model. Już podczas pierwszej lustracji byłem w stanie odnaleźć w wypraskach ułomności mogące sprawić realny kłopot podczas montażu.
Kiedy zabrałem się za budowę, doszedłem jednak do wniosku, że nie doceniłem tej miniatury. Wydawało mi się bowiem, że większość śladów po wypychaczach zniknie pod elementami wyposażenia. Niestety, rzeczywistość brutalnie zweryfikowała moje szacunki. Co prawda, spora część wypychaczy na wewnętrznych stronach burt byłaby niewidoczna w gotowej replice, to jednak wstyd pokazać zdjęcia z warsztatu bez usunięcia najbardziej eksponowanych ułomności. Dość narzekania – przejdźmy do rzeczy, a więc do montażu.

Widoczne ślady po wypychaczach (na szczęście wszystkie wypukłe, więc wymagające zeszlifowania, bez uprzedniego szpachlowania) zdarłem skalpelem, a następnie wygładziłem powierzchnie ‘malując je’ cienkim klejem. Przyznać trzeba, że zarówno główne elementy konstrukcyjne, jak i detale są spasowane doskonale. Dlatego montaż całego wnętrza kadłuba nie przysporzył mi większych problemów. Wszystko przebiegło zgodnie z instrukcją.

Malowanie wnętrza zwyczajowo rozpocząłem od położenia srebrnej farby na wszystkie powierzchnie.

Chociaż z założenia model chciałem wykonać prosto z pudła, nie mogłem jednak przejść obojętnie wobec braku manetek przepustnicy. Ich uproszczoną imitację dorobiłem z kawałków polistyrenu.

 

Ukończone wnętrze pomalowałem dwoma odcieniami zieleni, mieszając je ze sobą oraz z bielą w celu zróżnicowania kolorystyki.

 

Do pokolorowania detali użyłem jak zwykle akryli Vallejo, idealnych ‘pod pędzel’. Ten etap prac zamknąłem kładąc na wszystkie płaszczyzny bezbarwny lakier błyszczący. Kalkomanie nie przysporzyły problemów, nie licząc tego, że niektóre ‘zegary’ w tablicy były minimalnie za duże. Druga sprawa to dość powolna reakcja na płyny zmiękczające, których trzeba używać obficie i dać dużo czasu na zadziałanie i wyschnięcie. Całość zabezpieczyłem bezbarwnym werniksem.

Do złoszowania wnętrza użyłem emalii AK-interactive: AK045 Dark Brown Wash na ciemniejsze powierzchnie i AK026 Slimy Grime Dark na te malowane Zinc Chromate Yellow.

 

Po zabezpieczeniu całości bezbarwnym matem wydrapałem trochę uszkodzeń farby na najbardziej eksponowanych powierzchniach i detalach. Na koniec w kilku miejscach na podłodze zrobiłem imitację błota, używając Tamiya Weathering Sticks. Kadłub był gotowy do zamknięcia.

Co prawda, spasowanie połówek kadłuba było całkiem niezłe, to jednak całość nafaszerowana elementami wnętrza wymagała nieco barbarzyńskiego podejścia. Niektóre fragmenty musiałem ściskać i zalewać cyjanoakrylem. Na koniec w paru miejscach na wszelki wypadek położyłem surfacer i przetarłem powierzchnie papierem ściernym. Jak widać, na dachu kadłuba było to przydatne.

Przed zamontowaniem we właściwym miejscu, w pokrywach komory uzbrojenia nawierciłem otwory wyrzutników łusek.

Po sklejeniu połówek kadłuba i odtworzeniu detali zatartych podczas obróbki mogłem przykleić fotele. 

Montaż oszklenia nie przysporzył większych problemów. Miejscami trzeba było wlać odrobinę więcej kleju, aby rozmiękczone elementy lepiej się do siebie dopasowały.

Już podczas wstępnej inspekcji zmartwiłem się brakiem ‘dedykowanego’ metalowego odważnika (Hobby Boss w swojej miniaturze wdowy daje chyba nawet ze trzy, do nosa i silników). Uznałem to za kłopotliwe, ponieważ na dociążenie nosa przewidziano stosunkowo niewielką przestrzeń wymagającą efektywnego wykorzystania. W tym celu w milimetrowej blasze ołowianej wyciąłem odpowiednie profile i skleiłem ze sobą cyjanoakrylem. Po wyszlifowaniu krawędzi odważnik zamontowałem we właściwym miejscu.

Przymierzając nos, odkryłem niewielką szczelinę, którą zaślepiłem kawałkiem polistyrenu. 

Później zamaskowałem zarówno oszklenie kabiny, jak i wewnętrzną cześć nosa. Warto tu zaznaczyć, że maski dołączone do zestawu nie zawsze są dobrze dopasowane. Na szczęście, z reguły były po prostu za duże i wystarczyło je delikatnie dociąć skalpelem po naniesieniu.

Komorę radaru pomalowałem ciemnoszarą farbą, rozjaśniając nieco elementy konstrukcji brudnym niebieskim. Całość delikatnie złoszowałem brązowym specyfikiem AK-Interactive (A wszystko to krew w piach, jak się później okazało).

Składanie ogonów i skrzydeł przebiegło bez żadnych niespodzianek. Hamulce aerodynamiczne przykleiłem w pozycji zamkniętej, ponieważ niespecjalnie przypominają one oryginał. Zresztą zamknięte także, ale przynajmniej nie rzucają się w oczy. Rozczarowują też wloty powietrza, uproszczone nieproporcjonalnie do jakości całej miniatury (to na przykład znacznie lepiej wygląda to w modelu Hobby Bossa).

Przed sklejeniem ogona ze skrzydłem musiałem pomalować wnęki podwozia. Zacząłem od ciemnooliwkowego podkładu. Potem położyłem ZCY, który miejscowo rozjaśniłem dodając odrobinę białej farby. 

Wnętrze komór podwozia złoszowałem ciemnozielonym specyfikiem AK-Interactive.

Golenie pomalowałem srebrem H8 z palety Hobby Color, a detale wyeksponowałem łoszem z niemal czarnego płynu AK dedykowanego pojazdom NATO.

Tak przygotowane elementy poskładałem w całość. Obyło się bez szpachlówki i problemów ze spasowaniem. Nawiasem mówiąc, ponieważ z niezbędnym balastem i własnym gabarytem model stał się naprawdę ciężki, koniec końców golenie podwozia wymieniłem na metalowe z SAC (które są zresztą szajsmetalowym klonem elementów plastikowych).

Gotowe skrzydła dokleiłem do kadłuba. Niestety, okazało się, że dociążenie w nosie jest niewystarczające, by przeważyć dość masywny, a do tego podwójny ogon.

W odpowiedzi na zaistniały problem byłem zmuszony oderwać nos i usunąć całą instalację radaru. Dodatkowo transparentną osłonę pomalowałem od wewnątrz na biało.

Z kawałków blachy ołowianej wyciąłem dodatkowe dociążenie, które zamocowałem dużą ilością kleju cyjanoakrylowego.

Plastikowe lufy Browningów w wieżyczce nie są najgorsze, jednak nie tak finezyjne jak toczone metalowe zamienniki marki Master. Dlatego w tym miejscu zdecydowałem się na odstępstwo od budowy ‘prosto z pudła’.

Poskładałem też silniki, nie odnotowując problemów ze spasowaniem. Trójkątnym pilnikiem pogłębiłem jedynie szczeliny między żaluzjami. Warto zaznaczyć, że aby złożyć silnik w całość, należy bezwzględnie trzymać się kolejności sugerowanej przez producenta w instrukcji.

Śmigła odlane wraz z kołpakami zupełnie nie przystają do skali i standardów. Takie rozwiązanie jest nie tylko nieco nazbyt daleko idącym uproszczeniem, ale także owocuje paskudnymi śladami po łączeniu form, które nie są łatwe do zniwelowania.

Tym samym model był gotowy do malowania

 

KFS