1/48 Eurocopter AS565 SA Panther

Kitty Hawk Model

Wnętrze

Nie kryję, że prace nad tym zestawem były dla mnie nowym doświadczeniem. Po pierwsze, w zasadzie nigdy wcześniej nie sklejałem repliki śmigłowca. Po drugie, już wstępna analiza instrukcji pozwoliła stwierdzić, ze model ma bardzo nietypową konstrukcję. Ku mojemu zaskoczeniu odkryłem, że kadłub nie składa się w sposób typowy dla miniatur lotniczych z dwóch połówek. Jego montaż polegał na dokładaniu w kolejnych krokach różnych fragmentów poszycia i oszklenia do swego rodzaju szkieletu. Trzeba przyznać, że nie stanowiło to ułatwienia. Między innymi z tego powodu odradzałbym ten zestaw mniej doświadczonym modelarzom. Prócz tego w trakcie prac odkryłem, ze instrukcja jest pełna nieścisłości, a sama miniatura wymaga choć niewielkiej ilości, to jednak dość istotnych korekt. Przed przystąpieniem do budowy warto też dokładnie przejrzeć dokumentację zdjęciową, ponieważ projektanci potraktowali wierność oryginałowi w konfiguracji niektórych elementów z niemałą nonszalancją. Niech przykładem będzie uzbrojenie, którego nie małą ilość znajdziemy w pudełku. Instrukcja sugeruje użycie wyłącznie torped, ale nie udało mi się odnaleźć żadnego zdjęcia dokumentującego taką konfigurację. Wisienką na torcie jest błąd w nazwie repliki, którą producent określa jako Dauphin II. Tymczasem wariant wojskowy tego śmigłowca jest znany jako Panther. Ogółem, dość wysoką ocenę całości wystawiam głównie ze względu na jakość części plastikowych. Za przygotowanie instrukcji należałoby ją istotnie obniżyć.

Montaż rozpocząłem zgodnie z kolejnością sugerowaną przez instrukcję. Niestety już na samym początku potwór dywanowy pożarł mi jeden z kompletów pedałów. Dzięki temu mogłem je zbudować w kształcie nieco bardziej przypominającym oryginał niż to, co zaproponował wytwórca.

Pierwsza niemiła niespodzianka pojawiła się chwilę później. Pasowanie na sucho tylnej ściany ujawniło niebagatelną szczelinę

Miałem do wyboru wypełnić ją lub ściąć delikatnie dół ścianki. Konstrukcja modelu nie pozwalała na złożenie na sucho kadłuba, by sprawdzić, które rozwiązanie będzie właściwe. Licząc na łut szczęścia zdecydowałem się na drugą opcję

W tym momencie zerwałem z porządkiem prac zalecanym przez producenta. Uznałem, że na tym etapie najwygodniej będzie mi skleić podłogę kabiny ze spodem kadłuba. W tym ostatnim musiałem wcześniej nawiercić otwory. Choć część z nich została zaznaczona, to instrukcja nic nie wspomina na ten temat.

Do tablicy przyrządów przymocowałem od razu wszystkie składowe. Instrukcja sugeruje klejenie, malowanie i nakładanie kalkomanii na raty, przy tym podając błędną sekwencję czynności.

Panel przyrządów na suficie uzupełniłem o kilka drobnych detali.

W dalszej kolejności zabrałem się za instalację foteli. Przednie pasowały bez zarzutów.

Problem pojawił się z tyłu. Oparcia zapierały się o instalacje na ścianie kabiny i nie sposób było ustawić fotele we właściwej pozycji.

Rozwiązanie było jednak proste. Wystarczyło lekko zeszlifować podstawę foteli tak, by minimalnie pochyliły się do przodu. Ponieważ podczas tego zabiegu usunąłem kołki montażowe, dla łatwiejszego spozycjonowania elementu na podłodze przykleiłem prowadnicę z kawałków polistyrenowego profilu.

Mając dopasowane fotele mogłem uzupełnić je o nieobecne w zestawie pasy. Zrobiłem je z kawałków wąskiej taśmy maskującej, na którą zaplotłem fototrawione klamerki.

Nieco atencji wymaga przód kabiny. Pomijam fakt, że w instrukcji panuje zamieszanie w numeracji części. Podstawowy problem polega na tym, iż projektant pominął pewne instalacje, które są widoczne przez przedłużoną wersję oszklenia w tym rejonie. Nie jest to przesadnie widoczne, niemniej musiałem dorobić imitację wyposażenia.

Ze względu na wcześniejsze drobne błędy i dość specyficzną konstrukcję miniatury, na każdym etapie sprawdzałem spasowanie poszczególnych elementów. Nie sklejałem ich jednak ze sobą, ponieważ w znacznym stopniu utrudniłoby to późniejsze malowanie.

Kolejny wart uwagi drobiazg to zewnętrzne panele naklejane na największą wręgę. Nie dość, że w instrukcji pomieszana jest ich numeracja, to dodatkowo są one nieznacznie przydługie.

 

Na tym etapie zależało mi na zbudowaniu jak najbardziej kompletnych podzespołów, które po pomalowaniu można byłoby bez problemu złożyć w całość. Dlatego do wręg przykleiłem fragment dachu.

Zamontowałem też część niezbędnych detali na zadaszeniu przedziału desantowego.

Tym samym wnętrze było gotowe do kolorowania.

Malowanie zacząłem od pokrycia wszystkich powierzchni czarnym matem Tamiya

Na to nałożyłem właściwy kolor Barley Gray (Mr.Color C334), rozjaśniając go miejscami nieregularnymi plamkami z rozcieńczonego C69 Off White.

Kalkomania na tablicę przyrządów po solidnym namoczeniu płynami Microscale doskonale ułożyła się na powierzchni.

Tapicerkę foteli oraz różne elementy wyposażenia pokolorowałem akrylami Vallejo.

Detale podkreśliłem delikatnym „łoszem” z szaroniebieskiej emalii AK 071.

Gotowe podzespoły kabiny posklejałem w całość.

KFS