1:35 VW typ 83 Kastenwagen

SA35005

Nie miałem do tej pory fizycznej styczności z produktami Special Hobby i kojarzyłem tą firmę z produkcji modeli niszowych typów samolotów. Dla mnie, jako zadeklarowanego czołgofila niezbyt interesująca oferta. Ostatnio jednak firma ta robi skok w bok w stronę fanatyków skali 1/35, pod marką Special Armour. Czyni to za pośrednictwem kilkunastu starych modeli CMK (kilku wersji czołgu Skoda vz.35, paru armat i różnistych wersji popularnego Garbusa). Wcześniej na tej stronie omówiony został model Volkswagena w wersji pick-up. Mnie trafiła w łapy wersja o wdzięcznej nazwie Kastenwagen, która służyła zarówno jako sanitarka jak i wóz pocztowy (sic!), ale o tym za chwilę.

Model zapakowany jest w pudełko o typowej dla tego producenta stylistyce: ani za małe ani za duże, z neutralnym obrazkiem przedstawiającym przedmiot niniejszej recenzji.

Na zawartość pudełka składają się dwie szare ramki z elementami. Na jednej z nich, wspólnej dla wszystkich chrząszczy z CMK znajdują się elementy podwozia i wnętrza samochodu, druga to elementy skrzyni ładunkowej.
Dopełnieniem jest karoseria odlana jako jeden element (bardzo zresztą ładny), oraz elementy przezroczyste.
Nie brakuje oczywiście instrukcji montażu i małego arkusika kalkomanii.


Na pierwszy rzut oka miniatura robi pozytywne wrażenie (szczególnie jeśli uwzględni się fakt że ma ona już grubo ponad dwadzieścia lat). Części odlane są bez nadlewek i praktycznie bez zaklęśnięć. Ilość wypychaczy do szpachlowania akceptowalna. Największa ramka została już omówiona, można więc skupić się na tym co obie miniaturki różni.
Karoserię pick-upa trzeba pociachać samemu żeby zamontować skrzynię ładunkową, w przypadku pocztowej sanitarki producent zrobił to za nas.

Dosłownie, na elemencie widać nawet ślady użytego brutalnego narzędzia. Cięcia wymagają jedynie elementy przeciwpancernej tapicerki które należy wkleić w karoserię.


Ciekawostką jest dziwacznie umiejscowiony wlew tworzywa na dachu karoserii. Gdyby nie wysoka buda mógłby służyć jako dynks do mocowania koła zapasowego albo rożek do wersji Vikingwagen. W każdym razie należy to zniknąć, diagramy w instrukcji przedstawiają dach gładki, bez żadnych zagadkowych przydatków.

Sama skrzynia ładunkowa składa się z kilku elementów, o których można powiedzieć różne rzeczy, ale nie to że grzeszą jakąś przesadną finezją. Odstają na minus od reszty elementów modelu.

Skrzynia była metalową konstrukcją z wzmacnianej żeberkami blachy, która w modelu została odwzorowana dość niestarannie. Zresztą takie rzeczy jak klamki, zawiasy i tym podobne projektant potraktował także po macoszemu…


Szkiełka dołączone do modelu są za to przejrzyste i bez wad.


Tyle plastik. Ośmiostronicowa instrukcja wydrukowana na gładkim, śliskim papierze (którego prywatnie nie lubię) opatrzona jest czytelnymi diagramami, prowadzącymi sklejającego za rączkę. Kolorem zaznaczono jak należy poszczególne części pomalować. Jest to bardzo fajny ukłon w stronę najmłodszych stażem bądź wiekiem modelarzy którzy po ten zestaw sięgną.


W kwestii malowania mamy wybór, i to ciekawy. Otóż możemy cieszyć się miniaturą lotniczej wojskowej sanitarki w krzykliwym plamiastym malowaniu, albo jeśli nie lubimy krzykliwego plamiastego malowania, możemy zbudować sobie samochód niemieckiej wersji listonosza Pata (to drugie malowanie w brzydkoszarym kolorze i z niefinezyjnym napisem o wiele bardziej mi się podoba).

Kalkomanie znajdujące się na malutkim arkuszu ograniczają się do dwóch zestawów tablic rejestracyjnych, czerwonych krzyży (niestety krzyż nie jest współśrodkowy z otaczającym go okręgiem) oraz żółtych napisów Reichpostu. Nie jest to jakość Cartographa.

Reasumując – mamy przypomniany zestaw niecodziennej wersji Garbusa. Bez wodotrysków, bez szaleństw ale także bez potworności i wynaturzeń. Kto zechce, dorobi sobie wnętrze budy i inne brakujące detale, kto nie zechce sklei sobie z pudełka i też się będzie cieszył.

Zdecydowanie najlepszy i jedyny model tej wersji chrząszcza na rynku!

 

Michał Błachuta