1:35 VW typ 83 Kastenwagen – Special Armour SA35005 – Budowa

Michał Błachuta

 

Zawsze prędzej czy później przychodzi pora żeby zebrać dupsko w troki i zabrać się do uczciwej modelarskiej roboty. Chyba każdy kto bawi się w to hobby ma czasem uczucie prostracji, wypalenia, albo mówiąc prostymi słowy, po prostu mu się nie chce. Warto wtedy impas przełamać jakąś nową zabawką. U mnie padło na opisywany tutaj model garbusa ze skrzynką na plecach.

Jako że model umyśliłem zrobić w miarę szybko (Ha. Ha. Ha.) postanowiłem zbudować go w konwencji „out of the box”. No, prawie w konwencji, ale o tym za chwil parę. Co więcej, docelowo autko stanie na małej winiecie, co będzie dla mnie okazją do zmierzenia się z tego typu tematem. Ale to już w kolejnym odcinku dobranocki.

Tradycyjnie zacząłem od ściągnięcia pudełka z półki i pierwszego cięcia. Tak, używam do tego cążek do przycinania pazurów. Póki co działają…

Po przemyśleniu paru spraw, postanowiłem zrezygnować z podanej instrukcją kolejności budowy i skoncentrowałem się na najbardziej charakterystycznym elemencie wozu, czyli skrzyni ładunkowej. Tu niestety czeka nas pierwsze rozczarowanie, czy mówiąc językiem telewizji – zonk.

Model, który na ramkach wygląda całkiem przyzwoicie, zawsze może się okazać nieco podłym glutem. Tak jest i tutaj.

Elementom skrzyni daleko do jakiejkolwiek finezji. Mają wrednie umiejscowione kanały wlotowe tworzywa, krawędzie ścian budy są bardzo nierówne – tak jakby jedna połówka formy była ciut przekoszona względem drugiej. Tamiya to to nie jest. Bardziej kojarzy się z co bardziej niewdzięcznymi wypustami włoskiego Italeri (bleee).

Nie znaczy to że nie da się tego zbudować, co to, to nie. Po prostu trzeba poświęcić elementom trochę więcej czasu niż się zakładało. W każdym razie, po paru przekleństwach uzyskujemy coś takiego.

A po złożeniu do przysłowiowej kupy mamy to:

Połowa modelu z głowy… Acha, nie należy oczywiście zapomnieć  skorygować braków, wyszczerbień i tym podobnych niespodzianek. Ja zrobiłem to za pomocą kawałków tworzywa.

Teraz reszta. Tutaj trzeba poradzić sobie z wikińskim rożkiem  i ze śladami siekiery, którą jakiś szaleniec ciachał karoserię. Piętneście minut szlifowania, zalewania cyjanoakrylem ubytków i znów szlifowania załatwia sprawę, a my cieszymy się jacy jesteśmy kurde zdolni.

Na podłogowej części karoserii znajdują się dwa kołeczki ustalające. Niestety w niewłaściwej dla budy pozycji. Ciach, ciach.

Budowa „wnętrza” pojazdu nie przysparza za to żadnych problemów. Tutaj części pasują daleko lepiej – na tyle że wystarczy je troszkę oczyścić i posklejać w całość.

Przy okazji musiałem wykonać, w ramach dodatków własnych, nową dźwignię zmiany biegów. Posłużyłem się szpilką entomologiczną, miała fajną kulkę na końcu. Nie to żebym był jakimś zagorzałem zwolennikiem skraczowania, po prostu utrąciłem plastikowy element niezgrabnymi palcy.

Lekkiego przycięcia wymagają elementy tapicerki. Po niezbędnych modyfikacjach bez problemu można je wkleić na miejsce.

Już prawie koniec, zostały koła. Zestawowe są paskudne jak noc listopadowa. Całe szczęście wszedłem w posiadanie zestawu Hussara, który usuwa problem. Nie ma porównania. Co więcej jedno koło ma inny bieżnik – bardzo fajny efekt!

Niestety musimy troszkę zaingerować w części (zestaw projektowany jest do modeli Tamiy) ponieważ koła mają zupełnie inne mocowanie niż potrzebujemy.

Poradziłem sobie z tym problemem na rympał i na chama. Kolejności działań poniżej

To było łatwe, mocowania będą niewidoczne w miniaturze ustawionej na winietce, a przeróbka zajęła chwilkę. Kilka dodatkowych sekund na poskładanie modelu na sucho i mamy efekt końcowy. Reflektory i szyby wkleję po wymalowaniu wnętrza. Drzwi budy tak samo, do środka warto będzie wepchać jakieś graty. Ale o tym, jak wspominałem, w kolejnym odcinku. Dobranoc.

Michał Błachuta