1:35 T-34-85 with Soviet Tank Riders

ICM – 35369

Mityczna broń, czołg, który wygrał wojnę czy też “Rudy 102”. Mowa oczywiście o maszynie, którą znają chyba wszyscy – nawet tacy, co zupełnie się wojskowością nie parają – T-34 – a w tym przypadku o jego miniaturze w wydaniu ukraińskiego ICM-u. Sąsiedzi zza wschodniej rubieży po serii wozów z armatami kal. 76,2 mm tym razem uraczyli nas odmianą z mocniejszym uzbrojeniem głównym, czyli T-34-85 w wersji produkowanej w zakładzie numer 183 w Niżnym Tagile. Nie będę się rozpisywał na temat historii tej konstrukcji, ale przejdę od razu do meritum. Model zapakowany został w porządny, sztywny karton ozdobiony efektowną ilustracją, a co ważne dla kolekcjonerów z ograniczoną przestrzenią magazynową, idealnie dopasowany do zawartości. Tym samym ukraiński model posiada najmniejsze pudełko spośród wszystkich miniatur T-34-85 dostępnych na rynku. W środku znajdziemy oddzielnie odlane wannę i górę kadłuba, a także sześć ramek zawierających mniejsze elementy. Do tego cztery paski gumowych gąsienic – moim zdaniem najsłabszy punkt zestawu. Jest też oczywiście instrukcja montażu – bardzo zresztą czytelna i zrozumiała – oraz mały arkusik kalkomanii. Tworzywo. z którego wykonano części, jest dosyć miękkie i przyjemne w obróbce, o czym  miałem się przyjemność przekonać podczas budowy starszej wersji czołgu. Dodatek do pojazdu stanowi ramka zawierająca czterech awtomatczikówtrzech uzbrojonych w PPSz-41 i jednego dzierżącego PPS-43. Same figurki prezentują się całkiem przyzwoicie.

Bryła modelu składa się z trzech elementów, a mianowicie wanny, górnej części kadłuba i tylnej górnej płyty pancernej. Jakość jest wręcz doskonała. Obie połówki kadłuba pasują do siebie idealnie. Ciekawostką jest tutaj wykonanie bocznych błotników razem z wanną, a nie jak to ma miejsce u większości producentów – z górną częścią. Natomiast błotniki przednie odtworzono w typowy sposób, czyli łącznie z górą kadłuba. Osobnym elementem jest jeszcze sam przód. Uwarunkowane jest to tym, że model dzieli kadłub również ze starszą wersją, w której element ten był wyoblony, tutaj natomiast jest ostry.

Następna duża sekcja naszej miniatury to wieża. Jak już wcześniej wspominałem, odzwierciedla ona wersję z zakładu nr. 183 i nazywana jest czasami wieżą spłaszczoną ze względu na kształt boków. Producent spróbował nadać jej fakturę odlewu, ale nie wygląda to zbyt dobrze i będzie potrzebna korekta powierzchni, by zbliżyć ją do oryginału. Z drugiej strony, mniej wymagającym może wystarczyć to, co oferuje ICM.

Dużym zgrzytem jest wieżyczka dowódcy, a dokładnie jej dwudzielny właz. W czym problem? Ano w tym, że w tej skali wytwórca odtworzył to jako jeden element, bez możliwości zrobienia go w pozycji otwartej. Dla mnie to nieporozumienie.

Skoro jesteśmy już przy tego rodzaju potknięciach, podobnie potraktowane zostały pokrywy w płytach tylnej i silnikowej.

Czas na koła. Tutaj większych zastrzeżeń nie mam – elementy są odlane ładnie, bez jakichkolwiek nadlewek czy jam skurczowych. Szwy na bieżniku są małe i łatwe do usunięcia. Same koła przedstawiają późny typ z otworami ulgowymi o pełnym żebrowaniu. To samo tyczy się kół napędowych i  napinających – są wykonane rzetelnie i szczegółowo.

Pozostając przy zawieszeniu – na czymś te koła trzeba zamontować – producent odtworzył sprężyny zawieszenia typu Christiego i osobno wykonał wahacze. Na zdjęciu w obudowach wahaczy widać jest ślady po wypychaczach, ale nie stanowi to najmniejszego problemu i usuwać ich nie ma potrzeby, gdyż po zamontowaniu w wannie będą zupełnie niewidoczne. Tak samo, jak i same sprężyny po założeniu kół. Niemniej cieszy fakt, iż ta część podwozia nie została potraktowana po macoszemu.

Pokrywa żaluzji nad transmisją wygląda ładnie, ale wielka szkoda, że producent nie pokusił się o maleńką blaszkę z siatką do tejże. Obecnie jesteśmy skazani na szukanie i dopasowywanie jakichś dodatków dedykowanych innym zestawom (z tego względu, iż dedykowanej blaszki do wyrobu ICM-u jeszcze nie ma) bądź wycięcie i przeróbkę zestawowej pokrywy poprzez dodanie samej siatki. Tym bardziej warto to zrobić, gdyż pokrywy żaluzji producent odtworzył.

Odwzorowanie pojazdu ogólnie wypada pozytywnie. Detale są wykonane na dobrym poziomie, a na elementach ciężko szukać nadlewek czy też niedolewek. Tutaj duże brawa dla sąsiadów.

Najsłabsza część tego zestawu (i niestety najdroższa do ewentualnej wymiany) to gąsienice. W czasach, gdy standardem stało się pakowanie do pudełek ogniwkowych gąsienic, ICM uraczył nas niestety gumowymi taśmami. Jak dobre by nie były, to i tak nie oddadzą realizmu jak gąsienice wykonane z pojedynczych elementów. Na tym zakończę listę narzekań, bo generalnie miniatura wypada obiecująco.

Przyjrzyjmy się jeszcze ramce z sołdatami. Jak na wtryskowe ludziki, wyglądają dobrze. Jedyną rzeczą, którą warto wymienić, a chyba najważniejszą dla samych żołnierzy, jest ich uzbrojenie. Wygląda dużo gorzej niż w recenzowanym wcześniej zestawie.  Dodatkowo możemy jeszcze awtomatczików doposażyć w różnoraki ekwipunek.

I wspomniana wątpliwej urody broń.

PPS-43 wygląda dużo lepiej niż pepesza.

Dołączone do zestawu kalkomanie umożliwiają wykonanie czołgu w jednym z czterech schematów oznakowania. Rudego niestety nie przewidziano.

Model niebawem trafi na warsztat i do Wiwisekcji, a wtedy okaże się w praktyce, co tak naprawdę w trawie, a raczej w czołgu, piszczy.

 

Rafał Buber Kubić