1/35 T-34-85 with Soviet Tank Riders

ICM

Po przeprowadzonej recenzji świeżo wydanego teciaka od ICM-u postanowiłem się z nim zmierzyć. Nie miałem zamiaru dokładać do niego masy dodatków, a jedynie sprawdzić co wyjdzie z minimalnie poprawionej zawartości pudełka. Okazało się że model da się poskładać w dwa długie popołudnia. Duża w tym zasługa samych części, które nie dość że odlane w sposób dobry, a nawet bardzo dobry, wymagały naprawdę niewielkiej ingerencji narzędzi ściernych. Najwięcej czasu zajęło doprowadzenie do kultury bandaży kół jezdnych, ale to norma u każdego producenta – z uwagi na dwudzielność form i szew który biegnie przez takie właśnie elementy. Tworzywo jednym może odpowiadać, drugim nie. Jest dosyć miękkie i elastyczne, a obrabia się w przyjemny sposób i bardzo dobrze reaguje z klejami których użyłem przy budowie, a mianowicie Tamiya Extra Thin Cement – notabene klej można powiedzieć już kultowy i drugi nie mniej znany – Revell Contacta. Same części oddzielałem z wyprasek świetnymi cążkami Mr.Hobby.

Producent zadbał również o zdetalowanie spodu kadłuba.

Bardzo fajnie rozwiązano kwestię płyty nadsilnikowej, a mianowicie żaluzje zarówno nad transmisją jaki i nad chłodnicami zrobiono osobno. Również i ich pancerne osłony to osobne elementy. Jest to ukłon w stronę modelarzy ,którzy zechcą swoją miniaturę zwaloryzować, a dzięki takiemu podziałowi części nie będą musieli niczego ciąć.

Pozostając przy tylnej części kadłuba pojawia się pierwszy mały zgrzyt, a mianowicie pokrywa żaluzji transmisji – tutaj odlana z imitacją siatki – to pierwszy z elementów które trzeba koniecznie poprawić. Nowa Zvezda daje nam w tym miejscu element przygotowany pod wstawienie siatki – w ICM trzeba otwory wyciąć samemu. Nie taki jednak diabeł straszny, a dzięki miękkości tworzywa mi udało się tą operację przeprowadzić przy pomocy tylko i wyłącznie skalpela.

I wmontowana siatka ,którą znalazłem w moim składziku.

A tak to wygląda w rzeczywistości. Przez siatkę doskonale widać żaluzje.

W naszym modelu również.

Warto jest również wymienić wszystkie uchwyty dla desantu na zrobione z drutu. Mamy z tego dwie korzyści – raz że wyglądają lepiej niż z tworzywa, a dwa że są dużo mocniejsze i ryzyko ich połamania spada do zera. Wiadomo że nikt naszą miniaturą się bawił nie będzie, ale licho nie śpi.

Czas na drugi zgrzyt – jarzmo kadłubowego KM-u. Ukraińcy zrobili je po prostu za małe i albo będziemy powiększać je za pomocą różnych mas plastycznych, albo dokonamy przeszczepu. Ja poszedłem na łatwiznę i z wraku dragonowskiego modelu odzyskałem prawidłowe rozmiarowo jarzmo.

Trzecim i ostatnim z dużych błędów jest za wysokie umiejscowienie okrągłego włazu w tylnej płycie pancernej. Piekielnie trudne do skorygowania,a wręcz wymagające budowy całej płyty od podstaw. Ja zostawiłem jak jest.

A tak wygląda prawidłowo. Różnica minimalna ale jednak.

Koła jezdne które otrzymujemy w zestawie to tzw. spidery tu w wersji pełnożebrowanej. Taki typ kół stosowany był również we wczesnych typach T-54. Natomiast z kołami napędowymi występuje mały problem – są to koła z wcześniejszych wersji z armatą 76.2mm. Nie wiem czy producent to przeoczył, czy też poszedł po linii najmniejszego oporu i poprzestał na spakowaniu ramki z elementami z wcześniej wydanego starszego typu.. Można to jednak przełknąć wmawiając sobie ,że podczas remontu naszego czołgu pod ręką były akurat takie koła. Hmm… u sowietów wszystko możliwe zważając na to że są zdjęcia T-34 z kołami jezdnymi od Panter.

Wieża wymagała trochę więcej ingerencji. Sposób odtworzenia faktury odlewu to ciężki temat i pięta achillesowa większości producentów.

Szpara na łączeniu połówek wieży to nie błąd producenta,a moje działanie celem którego było zrobienie miejsca na szew technologiczny.

Przy użyciu green stuffu i szpachlówki Tamiya spróbowałem troszeczkę zbliżyć ten element do oryginału.

Jak widać również i wieżyczka dowódcy wymagała nadania jej odpowiedniej faktury.

I na kadłubie.

A tak wygląda wieża z czołgu stojącego w Skansenie I Armii Wojska Polskiego w Mniszewie.

Warto zwrócić uwagę na kanały wlewowe formy w której ten element czołgu był odlewany, w tym jak prymitywnie bez żadnej obróbki były one odcinane. Ze wszystkich znanych mi producentów T-34-85 żaden nie odzwierciedlił tego szczegółu w swojej miniaturze.

Podczas prac nad tym modelem raczej nie doznałem olśnienia. W kilku słowach mogę to podsumować tak – miniatura przyjemna w budowie, przedstawiająca kultową maszynę. Spasowanie części bardzo dobre. Wkradło się co prawda parę błędów merytorycznych, ale błędów nie robi, kto nic nie robi. Od siebie oprócz wspomnianych powyżej rzeczy dodałem jeszcze uchwyty zbiorników paliwa, które też powinny zostać lepiej zwaloryzowane, ale jak wspominałem model powstał praktycznie z pudła. Oczywiście w tym pudle nie ma metalowej lufy – tę również wygrzebałem z zapasów – bardziej z wygody niż dlatego, że plastikowa wymagała wymiany. Najdroższym i chyba najbardziej rzucającym się w oczy dodatkiem są tu ogniwkowe gąsienice Friulmodel ATL-09, które naprawdę warto zamontować w tymże modelu. Smaczkiem dopełniającym całość jest lina z Eureka XXL, ale to już skromny wydatek względem traków.

Nie będę tutaj oceniał, który to model tej wersji teciaka jest najlepszy, bo naprawdę ciężko to stwierdzić. Każdy ma swoje wady, ale też i jakieś zalety. Niemniej w trzeciej części opowieści o modelu ICM spróbuję go pomalować, a jak mi się uda będziemy mieli pogląd na jego plusy i minusy.

Rafał Buber Kubić