Type 94 Japanese tankette

Malowanie z Hataka Orange cz. 1

Radek “Panzer” Rzeszotarski

 

Jakiś czas temu w moje ręce trafiła kolejna mutacja japońskiej tankietki z IBG Models. Jej recenzję “w pudle” można poczytać TUTAJ, a relację z jej składania TUTAJ. Po tym jak już ją złożyłem położyłem na nią warstwę szarego podkładu One Shot Primer. Jest to moja ostatnia próba z podkładami akrylowymi. Podobno ten jest o wiele lepszy od wynalazków Vallejo, czy AK. Pożyjemy, zobaczymy.

Od zawsze malowałem farbami winylowymi, z których najbardziej lubię te włoskiej firmy Lifecolor. Szczególnie w połączeniu z ich firmowym rozcieńczalnikiem. Stosowałem również farby producentów hiszpńskich jednak wraz z notorycznym spadkiem ich jakości postanowiłem się przemóc i podczas warsztatów modelarskich ScaleFun w Łodzi spróbowałem lakierów celulozowych rodzimego producenta. Z miejsca się w nich zakochałem. Paradoksalnie pierwszym modelem, który wówczas pomalowałem lakierami Hataka Orange Line była również japońska tankietka. Efekt poniżej:

Nic dziwnego, że w moim warsztacie pojawiły się kolejne zestawy tej serii lakierów. Tym bardziej, że Hataka bardzo szybko reaguje na to co dzieje się na rynku modelarskim. Na ten przykład na wysyp modeli japońskiej pancerki w skali 1/72 z IBG Models odpowiedziała tym zestawem:

Zestaw zawiera komplet farb dla pojazdów Japońskiej Armii Cesarskiej w całym okresie II Wojny Światowej. Jest więc tego sporo. Niektóre farby są opisane jako “exact match”, czyli, że podobno idealnie odzwierciedlają oryginalne odpowiedniki, a inne jako “close to”, czyli jak można się domyślić, są to domniemane przez producenta odcienie. Czy tak jest w rzeczywistości? Nie mnie oceniać, gdyż według mnie wystarczy, że kolory są z grubsza odpowiednio dobrane. I tak będą one podlegały modyfikacji w całym procesie malowania.

Czasami malowanie można zacząć od kompletnej d… strony. Tak też zrobiłem tutaj i najpierw zdecydowałem się wymalować żółte pasy, które biegną przez wszystkie płaszczyzny pojazdu. Lakier w połączeniu z firmowym rozcieńczalnikiem pozwalał na pełną kontrolę malowania i “psikanie” naprawdę bardzo cienkich kresek. Zaskoczył mnie przy tym żółty pigment, który jak wiadomo jest wyjątkowo paskudny jeżeli chodzi o krycie. Tutaj kładł się bardzo dobrze i nie musiałem malować kilkudziesięciu warstw żeby żółty był żółty, a nie sino-szaro-zielony, jak to się często zdarza (stąd często rekomenduje się stosowanie pod żółte farby białego podkładu).

Po malowaniu pasy zamaskowałem fluidem Humbrola. Paradoksalnie ten chyba najstarszy na rynku maskol ciągle oferuje najlepszą jakość. W porównaniu do wynalazków hiszpańskich, a nawet japońskich nie ma sobie równych.

Jako kolejny poszedł IJA Khaki, który zgodnie z opisem na pudełku z farbami, był w latach 1937-42 kolorem bazowym japońskich pojazdów pancernych.  Niemal natychmiast po położeniu warstwy oryginalnego koloru dodałem do zbiorniczka kilka kropel farby Medium Tan i dolałem rozcieńczalnika. Przykręciłem ciśnienie i wymalowałem rozjaśnienia. Przy tak małym modelu nawet całkiem jasny kolor jak ten khaki, wydawał mi się o wiele za ciemny. Po warstwach washy, filtrów, pigmentów itp., cały model stałby się smutny jak Radom po 18. Na drugi dzień z plasteliny blue-tac wykonałem maski plam kamuflażu.

Całą procedurę powtórzyłem malując kolorem zielonym kolejne plamy: najpierw kolor bazowy, a następnie rozjaśnienia. Ponownie nie napotkałem przy tym najmniejszych trudności. Lakiery Hataki spisywały się jak do tej pory bez zarzutu.

Cały proces powtórzyłem przy malowaniu ostatnim kolorem, czyli Tea Brown. Tutaj jednak poziom rozjaśnienia był mniejszy, a wszystko po to, by uzyskać kontrast w stosunku do bazowego IJA Khaki. Podczas nalewania Tea Brown do aerografu zauważyłem, że oba kolory są do siebie bardzo podobne.

A oto pełny zestaw farb, których użyłem w malowaniu tego paznokcia. Po lewej kolory podstawowe z zestawu Hataki, a po prawej dwa dodatkowe służące do ich rozjaśnienia.

Po bliższych oględzinach pewnym jest retusz żółtych pasów “z pędzla” oraz poprawienie kontrastu pomiędzy kolorami IJA Tea Brown i IJA Khaki, który mimo wcześniejszych zabiegów i tak jest za słaby. To drugie spróbuję zrobić za pomocą filtrów. Ale o tym wszystkim będzie już w kolejnym odcinku.

Podsumowując: komfort pracy z lakierami Hataka z serii Orange jest naprawdę doskonały w porównaniu do akryli winylowych (obojętnie jakich producentów). Ustawiając odpowiednio niskie ciśnienie i rozcieńczając farbę dedykowanym rozcieńczalnikiem w proporcji minimalnie większej niż 1:1 pozwalają na malowanie cieniutkich linii i kropek w pełni kontrolując cały proces. Nie mam wielkiego doświadczenia z lakierami Gunze, które uznawane są za wzór tego typu farb, więc niestety nie porównam produktów obu producentów. To znaczy na razie ich nie porównam…

Radek “Panzer” Rzeszotarski