1/72 PZL.37B – Łoś B

Fly – 72042

Niniejsze omówienie jest w zasadzie uzupełnieniem do recenzji Łosia w wersji A wydanego przez FLY. Uznałem jednak, że różnice pomiędzy obydwoma zestawami sprawiają, że warto te miniatury opisać z osobna. Bo już na pierwszy rzut oka jest inaczej – przy generalnie dość oldskulowym dizajnie pudełek FLY, boxart Łosia w wersji B uważam za zupełnie udany – tak jak zupełnie odstręczający był boxart Łosia A.

Na rewersie opakowania ponownie zaprezentowane są sylwetki dostępnych w zestawie malowań. Widać, że tutaj już dokonano selekcji dającej szanse na zwiększenie sprzedaży, szczególnie w zamorskich krajach – osobliwie w jukeju -za sprawa sprzedaży w Hannatsie – bo na nią zapewne w głównej mierze nastawia się Fly. Bo raczej nie w Rzeszy, o czym za moment

 

Mamy zatem dwa malowania polskie, jedno rumuńskie (ciekawe o tyle, że z rondlami, a nie jak przyzwyczaił nas ZTS Plastyk z krzyżami) oraz trofiejne, teutońskie

 

W schemacie maszyny pokolorowanej przez Niemców uwagę zwraca rysunek tablicy informacyjnej z wystawy trofeów wojennych

..a ową tablice znaleźć można wśród kalkomanii

Ogólnie nalepki są wydrukowane na całkiem przyzwoitym poziomie, choć napisy eksploatacyjne miejscami mają drobne braki w cieniuśkich literkach. Mam też pewne wątpliwości co do jakości liseła w godle

Cały arkusz prezentuje się zatem tak:

Jak widać mało strategicznie umieszczone są hinduskie symbole szczęścia. Nie jest bowiem przypadkiem, że inni producenci albo je kawałkują w kalkomaniach, albo drukują na skraju arkusza, tak by przed postawieniem na półkach sklepowych u niemca można było ten fragment odciąć. Bo tak to jest, że im tam nie przeszkadzają neonaziści na ulicach, ale hakenkrojce na plastikowych zabawkach to już owszem. Zatem FLY albo świadomie zrezygnował ze sprzedaży tego zestawu w Niemczech, albo liczy na reklamę po aferze jak ta z hitlerowskim latającym talerzem z Revlla czy ostatnio klockami COBI.

Wracając jednak do modelu – od poprzedniej edycji różni się on wypraską z kadłubem i statecznikami. Reszta jest taka sama – płat, ramki z detalami, z oszkleniem, żywice.

Po szczegółowe omówienie tychże zapraszam do recenzji wersji A. Tutaj skupię się jedynie na tej ‘nowej’ wyprasce

Ogólnie rzecz biorąc odnoszę wrażenie, że zawarte w niej elementy są ociupinę lepsze. To znaczy detale wnętrza są w sumie identyczne, ale ślady po wypychaczach są w odrobinę mniej irytujących miejscach. Ale tylko odrobinę i wciąż jakby mocno przypadkowo ulokowane

Z zewnątrz powierzchnie są ładnie wyprowadzone – wciąż cieniutkie linie podziału, wypolerowane poszycie. Jest też zasygnalizowana lokalizacja okienka przy dolnym stanowisku strzelca. Choć nadal nie jest to otwór

Połówki stateczników typowe szortranowe – pełne, z niestety stosunkowo grubą krawędzią spływu

Za to zdecydowanie lepiej wyglądają powierzchnie, w tym metalowe listwy. Choć wciąż daleko im do ideału

KFS