Poza wypuszczaniem dodatków do zupełnie nowych modeli, od pewnego czasu Eduard konsekwentnie odświeża swój katalog przy okazji wznowień. Dotyczy to zwłaszcza akcesoriów dedykowanych miniaturom Hasegawy, które niejednokrotnie w chwili powstania “oryginalnych” blaszek były powszechnie dostępne, a obecnie pojawiają się na rynku w limitowanych seriach z coraz to innymi kalkomaniami. Oczywiście, zarówno modus operandi japońskiego, jak i czeskiego wytwórcy, mają swoje ekonomiczne uzasadnienie. Hasegawa swój byt opiera głównie na sprzedaży w ojczyźnie, a tam aftermarketowe kalkomanie nie są popularne z kilku powodów. O co zaś chodzi Czechom, dowiecie się poniżej.

1/72 P1Y Frances/Ginga – maski do modeli Hasegawy

EDUARD – CX492

Ginga dysponuje dość obszerną szklarnią, zatem i masek potrzeba sporo. W arkuszu znajdziemy też naklejki ułatwiające malowanie kół. Wszystkich (gdyby ktoś się zastanawiał nad sensownością wzmiankowania tego wydawałoby się oczywistego faktu, zapraszam do recenzji masek do Me 262 Airfixa).

 

1/72 P1Y Frances/Ginga – blaszka ‘zoom’ do modeli Hasegawy

EDUARD – SS610

W blaszce kolorowej znajdziemy przede wszystkim elementy służące waloryzacji przedziałów pilota i bombardiera, a także wyposażenie radiowe przedziału nawigatora/tylnego strzelca. Choć instrukcja o tym nie wspomina w sposób bezpośredni, pasów wystarczy, aby wyposażyć fotele wszystkich członków załogi. Szybka konfrontacja ze zdjęciami w książce Bunrindo wskazuje, że projektant wiernie odtworzył przynajmniej podstawowe detale. Na zielonych powierzchniach widoczny jest raster, pozostałe wyglądają całkiem znośnie.

 

1/72 P1Y Frances/Ginga – zestaw blach do modeli Hasegawy

EDUARD – 73610

W tym zestawie do blaszki kolorowej dochodzi większa blaszka niebarwiona. Omawiając taki komplet, warto odnieść się do poprzedniego wcielenia blach do Gingi. I tak, w blaszce niebarwionej znajdziemy te same boczne ściany przedziału pilota i nawigatora (ale już bez podłogi stanowiska pilota i górnej części wolantu – to akurat słusznie), mocowanie km-u nawigatora, trochę anten (nie wszystkie znajdowały się w starym arkuszu), detale podwozia i komory bombowej, brzechwy bomb oraz “okablowanie” silników (nieobecne w starej blaszce). Jak łatwo zauważyć, gros elementów w nowych arkuszach wywodzi się ze starej blaszki – kilka zniknęło, kilka zostało dodanych, pokolorowano wyposażenie przedziałów załogi. Czy usprawiedliwia niemal dwukrotną podwyżkę ceny? Nie mam przekonania. Jeśli podzielacie moje zdanie, to w sklepie Eduarda stare blachy są nadal dostępne. Którekolwiek jednak wybierzecie, zdecydowanie warto się w nie zaopatrzyć w przypadku budowy modelu japońskiego bombowca. Jak w każdej Hasegawie z lat 90-tych, wnętrze Gingi w 1/72 jest dość spartańsko wyposażone.

MG