1/72 Legie – SPAD XIIIs flown by Czechoslovak pilots

Eduard – 2126

 

Jeżeli pudełko z otwierającego zdjęcia wydaje Wam się znajome, to bardzo dobrze Wam się wydaje. Nie tak dawno recenzja eduardowskiego SPADa XIII w skali 1/48 pojawiła się na portalu. Była to edycja limitowana zatytułowana Legie, czyli jak to było powiedziane: czechosłowackie samoloty z plusem za czechosłowackie malowanie.

Ten sam model SPADa XIII w skali 1/72 ma już kilka ładnych lat i pojawiał się cyklicznie w różnych odsłonach. Nie jest to więc produkt nowy, a jedynie wznowiony. Nie mniej recenzji tej miniatury na naszym portalu jeszcze nie było, dlatego zajrzyjmy do wnętrza pudełka w większą wnikliwością.

Znajdziemy tam dwie wypraski z ciemnoszarego tworzywa,…

…jedną z przezroczystego,…

…arkusz kalkomanii,…

…blaszkę fototrawioną,…

…maski do malowania kół i wiatrochronu…

…oraz instrukcję montażu.

Ta ostatnia, zgodnie ze standardami Eduarda, może posłużyć za wzór dla innych producentów. Wszystko jest czytelne, precyzyjnie wyjaśnione z pomocą kolorowych wstawek. Na ostatniej stronie procesu budowy pokazano również szczegółowo przebieg wszystkich naciągów.

Gdy przejdziemy do proponowanych malowań zobaczymy, że są one identyczne jak w recenzowanym większym bracie: 4 propozycje aparatów pilotowanych przez czechosłowackich pilotów we Francji i dwa międzywojenne już z oznaczeniami nowo powstałego państwa czechosłowackiego. Wszystkie całkiem atrakcyjne (i identyczne jak w 1:48, a więc kradnę):

Wracając jednak do samego modelu trzeba przyznać, że pomimo swoich lat, w ramkach plastik prezentuje się bardzo dobrze. Nie widać nadmiernego zużycia form i nie udało mi się znaleźć jakichś większych wad na elementach. Gdzieniegdzie pojawiają się jedynie niezbyt duże nadlewki, ale są one bardzo cienkie i na pewno łatwe do usunięcia. Jedyne zapadlisko, które psuje efekt znajduje się na kołpaku śmigła, ale to w zasadzie żaden problem, bo w to miejsce przeznaczony jest element z blaszki.

Ciekawy na pewno jest podział technologiczny kadłuba i kokpitu. W instrukcji wygląda to logicznie i prosto, ale praktyka zweryfikuje, czy trzyczęściowy kadłub i kokpit jako osobny moduł, to był dobry pomysł w tak małym modelu.

Imitacja płóciennego pokrycia skrzydeł, ogona i kadłuba jest bardzo ładna.

Podobnie jak okapotowanie silnika.

Inne detale są również na wysokim poziomie i myślę że model zbudowany prosto z pudła z użyciem tylko firmowej blaszki, będzie prezentował się co najmniej dobrze.

A skoro jesteśmy przy blaszce, to jest to typowy wypust Czechów z ostatnich lat, czyli na jednym arkuszu mamy elementy malowane i niemalowane.

Te pierwsze budzą zazwyczaj trochę kontrowersji ze względu na jakość druku, a także tendencje do odpryskiwania farby podczas formowania elementów z blaszki. Ja jednak podczas montażu miniatury Fokker Dr.I miałem z takimi częściami pozytywne doświadczenie. Chodzi tutaj głównie o pasy pilota, co do których miałem bardzo duże obawy. Mam nadzieję, że w przypadku SPADa również będę zadowolony.

Elementy przezroczyste są tak małe, że tak naprawdę ich przejrzystość ma tutaj raczej drugorzędne znaczenie. Ale w trzech słowach: jest całkiem ok.

Arkusz kalkomanii jest całkiem spory, a przy tym wydrukowany na bardzo wysokim poziomie, chociaż to nie Cartograf, a produkt czeski. Tutaj problemów  bym się nie spodziewał.

Podsumowując: jest to z pewnością danie odgrzewane, ale raczej nie kotlet. Powiedziałbym, że bigos, który z kolejnym odgrzaniem nie traci na zaletach. Jeżeli więc lubicie bigos to kupcie SPADa od Eduarda!

Radek “Panzer” Rzeszotarski