1/72 Ferdinand Sd.Kfz. 184 German Tank Destroyer

Zvezda – ZWE5041

Żeby uleczyć traumę po recenzji dragonowskiego BT-42 czym prędzej sięgnąłem po inną nowość na rynku miniatur w skali 1/72. Wprawdzie Ferdinand to temat modelarsko już oklepany, bo wydało go już Esci/Italeri, Trumpeter i Dragon, to z ciekawością czekałem na ten model. A ciekawość podsycał głównie napis na pudełku: “snap kit”. Czyli model, który, przynajmniej w teorii, można złożyć bez kropli kleju.

A więc sprawdźmy, czy takie podejście do tematu miniatur sprawi, że dostaniemy model, czy już tylko plastikową zabawkę modelopodobną.

Pudełko jest zupełnie modelarskie. Co ciekawe, inaczej niż w modelu Armaty recenzowanej przez Kamila, tutaj nie ma solidnego, sztywnego kartonu. Ot, pudełko otwierane z boku jak w tysiącu innych modeli. Box art urody jest raczej nienachalnej, ale też nie odrzuca. Z drugiej strony mamy natomiast zdjęcia złożonego pojazdu i te jak najbardziej zachęcają do zajrzenia do środka.

Po otwarciu pudełka znajdziemy w nim dwie wypraski z piaskowego tworzywa, w których znajdują się części modelu.

Wanna odlana jest jako osobny element wykonany w formach suwakowych.

Gąsienice znajdują się w osobnej, czarnej ramce.

W pierwszej chwili można by pomyśleć, że są one wykonane z czarnego winylu, ale okazuje się że jest to twardy polistyren. Jednak od wewnętrznej strony gąsienic można zauważyć niewielkie wgłębienia – to dzięki nim będziemy mogli cały pasek gąsienicy zagiąć i bez problemu opleść nim zawieszenie.

Dodatkowo na samym środku pasków można zauważyć dwie dosyć duże wypustki. Instrukcja pokaże nam, że służą one do bezklejowego montażu gąsienic pomiędzy połówkami kół jezdnych środkowego wózka. Na papierze i w zamyśle rozwiązanie to wygląda rewelacyjnie i jestem ogromnie ciekawy jak sprawdzi się w praktyce.

Po wstępnej analizie wyprasek można śmiało stwierdzić, że największą wadą tego modelu jest brak faktury zimmeritu, a trzeba wiedzieć budując model, że wykonać go po prostu trzeba, gdyż wszystkie egzemplarze tego pojazdu posiadały warstwę pasty antymagnetycznej.

[Czasem zdarzają się drobne pomyłki – taka też zaszła tutaj – Autor pomerdał wersje rozwojowe pojazdu. W Ferdynandzie Zimmeritu nie było – został dodany, wraz z kilkoma innymi modyfikacjami, po miejscami bolesnych doświadczeniach z bitwy pod Kurskiem – redakcja]

Zawartość pudełka dopełniają mała kalkomania…

…instrukcja montażu…

…oraz kolorowa broszurka z trzema malowaniami. Przy czym wszystkie trzy różnią się jedynie wzorem zielonych plam i pasów na ciemno żółtym tle.

Gdy przyjrzymy się bliżej wypraskom możemy zauważyć, że podobnie jak w modelu T-14 Armata detale czasem wykonane są na bardzo wysokim poziomie, a czasem wołają o pomstę do nieba. Z tym pierwszym przypadkiem mamy do czynienia przy podporze działa i liny, które w przeciwieństwie do tych w Armacie mają fakturę.

Z tym drugim przy lewarze i drewnianym klocku do niego.

Podobnie sytuacja wygląda z detalami na większych elementach nadbudowy: z jednej strony mamy całkiem udane zawiasy włazów, a z drugiej klockowatą podstawę anteny. Trudno mi wyjaśnić skąd taka rozbieżność w dbałości o detale.

Lufę trzeba nawiercić i usunąć z niej kanały wlewowe, dlatego na pewno łatwiej będzie wymienić ją na toczoną.

Podsumowując: lekarstwo po recenzji BT-42 na pewno zadziałało. Filozofia, która stoi za tym modelem sprawia, że bardzo chce się spróbować go złożyć. Szczególnie innowacyjny system montażu gąsienic wygląda na naprawdę ciekawy i bezproblemowy. Model na pewno nie jest doskonały, ale jest całkiem dobry i przy odrobienie wkładu własnego, będzie można z niego wykonać solidną miniaturę Ferdinanda.

 

Radek “Panzer” Rzeszoratski