1/48 Salmson 2A2 Late

GasPatch Models – 12-48001

Gaspatcha lubię, szanuję i kupuję regularnie. Nie mam jednak na myśli modeli, a ich dodatki do szmatopłatów w 32’ce. O modelach Gaspatcha za wiele w Polsce poczytać nie można, bo zasadniczo powstały dwa (oba w 48) – stosunkowo świeży i osławiony Henschel HS 123 oraz starszy i mniej popularny, który jest tematem tej recenzji – Salmson 2A2.
Dlaczego Henschel jest bardziej interesujący każdy wie, a jak nie wie, to wkrótce się dowie z recenzji Filipa. Ja tymczasem przejdę do Salmsona, który gdyby nie to, że NIE JEST z II Wojny i NIE JEST niemiecki, byłby równie interesujący, co ten pierwszy.

Rzut oka na pudełko z przyjemnym box artem i już wiem, że w środku czeka na mnie model w 4 wariantach malowania (w tym jedno polskie), składający się z 227 elementów plastikowych i 74 fototrawionych, o rozpiętości skrzydeł 24,5 cm. Pierwsze wrażenie – WOW. Ilość części zawstydza niejednego Wingnuta, a model wcale nie wydaje się nadzwyczajnie pocięty. Rozmiary modelu robią wrażenie. Jest on niewiele mniejszy niż Nieuport 17 z CSM w 1:32.

Wspomniane wcześniej elementy znajdują się na 4 brązowych wypraskach, jednej mikroskopijnej wyprasce przezroczystej, dwóch małych blaszkach fototrawionych, całkiem sporym arkuszu kalkomanii, arkusiku masek do kół i wiatrochronów oraz kawałka filmu, dla tych, którzy uważają, że wiatrochrony powinny być cieńsze niż bezbarwny odlew. Całość dopełnia coś, czego nie widziałem jeszcze w żadnym innym modelu – stelaż montażowy wycięty laserowo w kawałku twardego kartonu wraz ze schematem ułożenia wydrukowanym w skali 1:1.

Części w wypraskach wyglądają doskonale, a ich ilość jest zadziwiająca. Mi, naczelnemu fanowi Wingnutów, wychodzą gały z orbit. Ostre detale, brak jamek skurczowych. Nie dopatrzyłem się również ŻADNYCH widocznych śladów po łączeniu form.

Jest natomiast jedna rzecz, która mnie bardzo martwi, mianowicie wszystkie wypraski, za wyjątkiem tej ze skrzydłami, są mocno zwichrowane. Najbardziej niepokój budzi ramka z kadłubem i statecznikami. O ile, jeżeli połówki kadłuba się zwichrzyły, to nie powinno być problemu z ich naprostowaniem, o tyle ze statecznikami może być problem, zwłaszcza, że są one w jednym kawałku, a w tym miejscu zwichrzenie jest największe.

Mimo stelaża montażowego, mam wielkie obawy co do łączenia dolnego płata z kadłubem. Mikro wypusty przygotowane przez producenta mogą nie wystarczyć do utrzymania tej konstrukcji w jednym kawałku.

O oszkleniu, przy szmatopłatach, nie ma za wiele do opowiadania. Wiatrochrony są wg mnie kiepskie, ale jak wspomniałem producent przewidział także możliwość zrobienia ich z filmu i blaszki, więc dla każdego, coś dobrego. Reszta to drobnica.

Blachy to głównie akcesoria do karabinów i silnika + cała masa elementów, które mają zastąpić – odlaną z plastiku w uproszczonej formie – drobnicę. Mnie się taki podział podoba.

Instrukcja jest bardzo przejrzysta i zrozumiała. Sposób ekspozycji elementów i adnotacje dot. ich malowania oceniam jako jeden z najwyższych, z jakimi miałem do czynienia. Gdyby producent dorzucił zdjęcia oryginalnych części samolotu, powiedziałbym, że instrukcja jest lepsza od Wnw.

Jedna rzecz mnie wkurzyła. Gaspatch w instrukcji rekomenduje użycie trzech rodzajów ich śrub rzymskich. Nie sugeruje jednak gdzie, jakich użyć.

Na plus są dodatkowe rendery z elementami, których nie ma w zestawie, ale w oryginale były – coś dla osób lubiących dorzucać do modeli swoje “3 grosze”.

Jak wspomniałem na początku, malowania mamy do wyboru cztery. Jakie są, każdy zobaczy poniżej:

Kalki wyglądają okej. Na niektórych (jak dla mnie) jest trochę za dużo filmu, ale to wyjątki. Zegary mi się nie podobają, Cartograf zrobiłby to lepiej, ale raczej nie ma powodu, żeby na to narzekać.

Na końcu instrukcji są “decal templates”, które, mają służyć do wycinania kalkomanii na statecznik pionowy i skrzydła/ lotki. Producentowi widocznie się nie chciało zrobić tego za nas. Dla mnie jest to słabe, ale ja i tak maluję takie oznaczenia od masek.

Maski kół i wiatrochronów wyglądają tak i to chyba nie wymaga komentarza:

Kończąc ten przydługi wywód model mi się bardzo podoba. Przyciąga detalami, ilością elementów oraz bardzo dobrze przygotowaną instrukcją pod miłośników delikatnego scratchu. Martwią mnie jedynie zwichrowania wyprasek i łączenie dolnego płata z kadłubem. Jeżeli ktoś chce skleić świetnie zdetalowany model z wielkiej wojny, a jego budżet nie pozwala na zakup Wingnuta, to ten model jest dla niego stworzony.

 

Kamil Trembacz