1/48 Israel IAI Kfir C2/C7

AMK – 88001-A

To nie jest absolutna nowość, bo AMK wydało Kfira w 1/48 już jakieś pięć lat temu. Teraz mamy do czynienia z odświeżoną wersją tamtego modelu. Chociaż może bardziej właściwe było by napisać że wzbogaconą. Bo o ile dobrze się orientuję to zmian w wypraskach nie ma żadnych. Może poza jedną – przeźroczystą. W pierwszej edycji bowiem oszklenie było zdecydowanie słabym elementem – co prawda było cienkie i nawet dość przejrzyste, ale potwornie pofalowane

Teraz wygląda to lepiej. Choć jednak wciąż nie idealnie.

 

A całą ramka prezentuje się tak

I z rozpędu pozostałe wypraski – jak wspominałem na dobrą sprawę znane już z pierwszej edycji

Generalnie jest całkiem nieźle – detale są przyzwoite. Choć nie wszystkie, bo na przykłąd koła to głośno krzyczą o wymianę na jakieś porządny aftermarketowy produkt. Dysza jest akceptowalna, choć nie onieśmiela jakością. Nierówne są linie podziału i panele; nie w tym sensie, że krzywe, ale o ile na płacie wyglądają w porządku, to na głównych połówkach kadłuba są miejscami ohydne – płytkie i stosunkowo szerokie. Parę wypychaczy jest umiejscowionych niezbyt fortunnie, choćby we wnętrzu dyszy. Inna sprawa, że owo wnętrze jest mało ładnie zrobione w modelu. Bardzo ładnie za to zrobione są fotele pilota (mamy dwa do wyboru), choć producent nie przewidział żadnych pasów. Tak, w zestawie brak najmniejszej choćby blaszki fototrawionej.

To co w tej edycji jest nowe i najbardziej zauważalne to cały arsenał podwieszeń. Odlane w wielodzielnych formach suwakowych, spakowane w dodatkowe zabezpieczające kartonowe pudełka

Z bliska wyglądają nawet całkiem ładnie. Choć na niektórych widać, że elementy form nie zeszły się idealnie. Dodatkowe zabezpieczenie też nie zawsze zadziałało w pełni skutecznie, bo znaleźć można lekko skrzywione brzechwy rakiet. Brzechwy jednak bardzo cienkie i delikatne

I

I te wszystkie zabawki można podoczepiać w różnych konfiguracjach

Skoro przy diagramach i schematach jesteśmy, to zostały jeszcze malowania. W zestawie dostajemy pięć do wyboru

Nie trudno zatem zgadnąć, że dołączony arkusz kalkomanii jest całkiem spory. Choć w dużej mierze za sprawą wielojęzycznych napisów eksploatacyjnych

Wydrukowana prawiedobrze. Bo litery, znaki i symbole są całkiem ostre i wyraźne. Daje się jednak zauważyć subtelne przesunięcie druku czarnego względem innych kolorów

KFS