1/48 HEINKEL HE 280

GERMAN WWII EXPERIMENTAL FIGHTER

EDUARD – 8068

Wikipedia twierdzi że był to pierwszy dwusilnikowy odrzutowiec, a ja lubię nieoklepane tematy. Eduard postanowił wznowić wydawanie modelu tego ciekawego samolotu, jego pierwsza premiera miała miejsce pod koniec ubiegłego stulecia, więc model ma prawie 20 lat.

Jeśli ktoś jest ciekaw jak model wygląda w pudełku, to odsyłam do recenzji Artura. Ja skupie się na budowie. Ciężko jednak będzie napisać coś więcej niż skleiłem i pomalowałem, bo pomimo że model jest pełnoletni to skleja się go naprawdę dobrze. Nie jest tak dobrym zestawem jak współczesne czeskie wypusty, ale daje rade.

Większość swoich modeli zaczynam od poprawienia linii podziału, gdyż lubię gdy są one wyraźne, czasem nieco przerysowane jak w kartonówkach. W tej miniaturze linie są moim zdaniem płytkie, może nie jak w Airfixach, ale jednak. Jednocześnie powierzchnia nie jest super gładka, jak w zestawach Tamiya.

Za pomocą rylca Trumpetera oraz piłko-żyletki JLC pogłębiłem linie, następnie całość wypolerowałem gąbkami 3M

Kolejny etap to kabina, Eduard nie poszalał na burtach

Gdzieś w internecie rzuciła mi się w oczy galeria z budowy tego modelu przez Bretta Greena. Dorabiał on na bokach imitacje wręg. Postanowiłem w podobny sposób zwaloryzować swój model.  Z pomocą przyszyły “cążki” i polistyren. 

Rachu-ciachu i burty gotowe, do klejenia użyłem cienkiego kleju od Ammo

Dalsze prace przy kabinie to typowe wytnij – przyklej – pomaluj i po drodze postaraj się niczego nie zepsuć. Jak wiadomo – na żywo wygląda lepiej.

Ważne aby przed sklejeniem obu połówek kadłuba, dociążyć nos. Jest dość sporo miejsca miedzy wnęką podwozia i kabiną oraz nad samą wnęką. Mi udało się upchnąć 3 dość spore nakrętki, jednak nie pokaże zdjęć z tego etapu bo się wstydzę:]

Klejenie kadłuba przebiega bezproblemowo, szpachlowanie tylko symboliczne. Bolączką, zwłaszcza starszych, modeli Eduarda jest gruba krawędź spływu. Tak też jest i w Heinklu. Przed sklejeniem skrzydeł trzeba trochę spiłować krawędź, ale nie można przesadzić bo potem nie uda się nam dobrze wkleić skrzydeł w kadłub. Ja dodatkowo zeszlifowałem krawędzie po sklejeniu, dlatego musiałem odtworzyć część linii. Po złożeniu modelu do kupy, szpachlowania wymagały tylko silniki i przejście kadłub – skrzydło, ale tu rozwiązuje problem płynny surfacer.

Nadszedł czas na malowanie.  Od dłuższego czasu zrezygnowałem z surfacera na rzecz farby Tamiya jako podkładu. W tym modelu postanowiłem spróbować się z black basingiem.

Czarny podkład posłużył także jako baza do oznaczeń, które malowałem za pomocą wyciętych szablonów, następnie wykonałem finezyjny preshading.

Przy nakładaniu koloru właściwego trzeba uważać żeby nie zamalować za bardzo tego co wcześniej położyliśmy na model. Kilka transparentnych warstw RLM02 od Gunze załatwiło temat.

Etap nakładania kalkomanii możemy pominąć, bo w moim przypadku są aż dwie, przed washem całość zawerniksowałem półmatem Gunze. Wash wykonałem olejną brąz Van Dycka.

Po zmontowaniu całości, model ponownie pokryłem półmatowym werniksem Gunze. Delikatne obdarcia wykonałem za pomocą jasno szarej oraz srebrnej kredki akwarelowej.

Model został wykończony został satynowym bezbarwnym lakierem Hataki, który uważam za najlepszy w swojej klasie.

 

Tomasz Modłasiak