1/48 BF 109G-6 TAMIYA VS EDUARD RUNDA 2

POJEDYNEK GUSTAWÓW – WNĘTRZA I OKOLICE

Artur Osikowski

Inspekcja pudełek dwóch świeżych Gustawów od Eduarda  i Tamiyi zostawiła po sobie tak dobre wrażenia (a można je sobie przypomnieć tutaj), że burząc modelarskie plany wziąłem niezwłocznie obydwa modele na warsztat. Zamysł był taki, aby budować je równolegle, dzięki czemu można porównać zarówno wygląd, jak i tzw. “składalność” obydwu zestawów.

Model Eduarda (dla przypomnienia, jest to edycja Mersu BFC) zawiera praktycznie wszystko, co potrzebne jest do rozpoczęcia budowy (m.in. blaszkę z podstawowymi elementami, takimi jak pasy pilota czy tablica przyrządów). Produkt Tamiyi to same wypraski, tak więc aby wyrównać szanse i zbudować zadowalający mnie model, postanowiłem dokupić do niego podstawowy zestaw blach produkcji… oczywiście Eduarda (Zoom FE891). Nie zawiera on niestety pasów pilota, musiałem je więc pozyskać jeszcze inną drogą.

Budowę rozpocząłem tradycyjnie od kokpitów. Są one zaprojektowane wg. nieco odrębnych koncepcji: zestaw japoński to mniej elementów (choć absolutnie nie kosztem zdetalowania), co ma procentować łatwiejszym składaniem. Model Eduarda to większe rozdrobnienie, choć różnica w procesie budowy dla w miarę doświadczonego modelarza nie jest specjalnie widoczna. Tak naprawę, obydwa kokpity w surowej wersji złożyłem w jedno przedpołudnie. Piszę w surowej, ponieważ część barwionych blaszek dodam oczywiście dopiero po pomalowaniu wnętrza. Inna sprawa, że niejednokrotnie wolę odpowiednio pomalować ładnie odtworzone w trzech wymiarach w plastiku detale, niż ścinać je i zastępować płaskimi blaszkami.

Dla przypomnienia, model Eduarda wykonany jest z niebieskiego tworzywa, a Tamiyi z szarego. Dla ułatwienia odbioru zdjęć dodałem literki E i T, odpowiadające obydwu producentom…

Zwracają uwagę różnice w proporcjach poszczególnych elementów, jak również odmienny kształt osłony MG 151. Niestety, moja wiedza (a raczej jej brak) nie pozwala powiedzieć tu wiele więcej poza tym, że w książce R. A. Friska “The Messerschmitt Bf 109 Late Series” znajduje się zdjęcie osłony takiej, jak odtworzył ją Eduard, z muzealnego G-4. Kilka stron dalej drugie zdjęcie identycznej z adnotacją, ze w G-6 była inna, której obrazu nie udało się autorowi zdobyć.

Burty kabiny pilota natomiast wyglądają tak:

Również tutaj widać pewne różnice w proporcjach, np. owalny zawór tlenu (prawa burta) u Eduarda wydaje się nieco za mały. Za to znajdujący się nad nim sam panel elektryczny wygląda lepiej (tzn. podobniej) właśnie u Eduarda. To wszystko jednak są drobne niuanse, swoją drogą praktycznie niewidoczne w ukończonym modelu.

Po zmontowaniu całości mogłem przystąpić do malowania. Najpierw widoczne elementy wnętrza pokryłem warstwą srebrnej farby MrHobby C8, a następnie wykonałem preshading C40 tego samego producenta. To moim zdaniem doskonała farba właśnie do tego celu – jest dosyć ciemna, a jednocześnie ma znacznie drobniejszy pigment niż czarna, co znacznie ułatwia jej precyzyjne nakładanie.

Następnie wnętrza pomalowałem kolorem ostatecznym, czyli RLM66 – była to znowu Mr.Color – C116. Lekko rozjaśniłem większe płaszczyzny, następnie pomalowałem pędzelkiem detale i nakleiłem wybrane blaszki barwione. Miejscach narażone na intensywne użytkowanie (fotel pilota, krawędzie) podrapałem ostrą wykałaczką, aby zasymulować zdarcia farby. Następnie wykonałem wash i dodałem nieco zabrudzeń na podnóżkach.

Eduard znalazł bardzo sprytne rozwiązanie na odtworzenia żółtego przewodu paliwowego, który znajduje się na prawej burcie kokpitu. Posiada on w górnej części odcinek przeźroczysty, dobrze widoczny nawet przy zamkniętej osłonie kabiny. U czeskiego producenta cały przewód odlany jest właśnie z przeźroczystego tworzywa – wystarczy zamaskować odpowiednią część, a resztę pomalować na wlaściwe kolory (i starać się nie połamać delikatnego elementu – budując wcześniejszą wersję F, połamałem go już na etapie wycinania z ramki :>). Tamiya wykonała tę rurę z szarego plastiku w jednym elemencie z panelami bocznymi, więc przeźroczysty odcinek trzeba wykonać i podmienić samemu, co zajęło mi zresztą góra 5 minut.

Burty po pomalowaniu wyglądały tak:

Ab zamknąc kadłub w modelu Eduarda, należy zamontować rury wydechowe. Co prawda można to zrobić i później, ale wymagałoby dodatkowej gimnastyki, więc zabrałem się za przygotowanie tych elementów. Aby nie dublować później tych samych czynności, przygotowałem od razu wydechy do obydwu modeli. Jak już wspominałem w recenzji, wydechy Eduarda są wykonane w technologii form suwakowych, ich wyloty nie wymagają więc nawiercania, a producenci dodatków mają tutaj podcięte skrzydła. W modelu Tamiyi wydechy są “klockowate”. W czasie, gdy pracowałem nad tą częścią modelu, nie było jeszcze na rynku żywicznych zamienników (teraz już są), więc zabrałem się za rozwiercanie wylotów. Okazało się, że wystarczy kilka minut z wiertełkiem 0,4, Proxxonem, pewną ręką i cienkim klejem Tamiya na koniec, aby uzyskać zadowalający mnie wynik.

+10 do prestiżu i 16 PLN zaoszczędzone.

Wydechy obydwu modeli pomalowałem jako kolorem podstawowym farbą XF-56 Tamiyi. Nie da się nie zauważyć, że wydechy mocno różnią się rozmiarami – konkretnie szerokością. Tamiya zrobiła je znacznie węższe. Kto ma rację?…

Następny krok to pokrycie wydechów pigmentami MiG w dwóch odcieniach rdzy – Standard Rust i Old Rust, a następnie nałożenie niewielkiej ilości czarnego pigmentu na końcówki. Całość zabezpieczyłem lakierem bezbarwnym, a na tzw. last touch przyjdzie pora przy wykończaniu modelu.

Przyszła pora na zamknięcie kadłubów. U Eduarda najpierw wklejamy podłogę kokpitu, później dopasowujemy drugą połówkę.

W przypadku Tamiyi najpierw sklejamy połówki kadłuba, a później wklejamy podłogę o dołu. W obydwu przypadkach wszystko poszło całkowicie bezproblemowo dzięki doskonałemu spasowaniu części. Co więcej, w przypadku Tamiyi, po ostrożnym sklejeniu pozostaje nam wyraźna linia wzdłuż łączenia, a jak wiadomo, taka linia była w rzeczywistym samolocie i należy zadbać o prawidłowe jej odtworzenie.

Kolejnym etapem budowy jest przygotowanie skrzydeł. Zacząłem od wklejenia elementów komór podwozia głównego. Tak to wygląda w modelu japońskim, gdzie dzięki złożoności odlewu skrzydła doklejamy po zaledwie dwa elementy na komorę:

U Eduarda są co prawda AŻ 4 elementy do doklejenia na stronę, ale wszystko pasuje idealnie. Można więc przejść do kolejnego etapu, czyli sklejenia skrzydeł w całość:

Znów prawie nie ma o czym pisać. Prawie, bo jednak Tamiyia dopasowała wszystko praktycznie idealnie, natomiast Eduard wymaga drobnych poprawek. Dotyczy to krawędzi natarcia, która u Edka jest trochę nierówna i trzeba ją poszpachlować. Skrzydło Tamiyi wymagało jedynie przetarcia gąbką ścierną.

Poprawki wymaga u Eduarda także miejsce styku dolnej części skrzydła z jego końcówką – co ciekawe, u mnie tylko tylko po stronie lewej, gdzie utworzył się solidny rów:

Pomysł z odlewaniem rurki Pitota jako części płata uważam za mocno ekstrawagancki, ale postanowiłem spróbować jej jakimś cudem nie odłamać. Jak widać, na tym etapie jeszcze mi się to udało.

Przyroda lubi równowagę, więc w Tamiyi również czeka nas trochę szpachlowania. Planowego szpachlowania, ponieważ na skrzydle znajduje się więcej otworów inspekcyjnych niż potrzeba w G-6, co jest jednym ze zwiastunów pojawienia się kolejnych wersji Gustawa od tego producenta. Instrukcja jasno i prawidłowo pokazuje nam więc, co trzeba usunąć.

cdn…

Artur Osikowski