1:35 U.S. Motorcycle Repair Crew

Special Edition

 

MiniArt – 35101

MiniArtowy Harley Davidson WLA to dość leciwa miniatura, sięgająca rodowodem do poprzedniej dekady. W 2009 roku bił na głowę model Harleya z oferty Italeri, będący na rynku od lat 80 minionego wieku. Ukraińska firma jest znana z odgrzewania kotletów i eksploatowania tematów do cna (czego nie bynajmniej uważam za coś nagannego!), nie dziwi więc fakt pojawienia się kolejnych pozycji z tym kultowym motocyklem, wzbogacanych rozmaitymi figurkami.

Jednym z takich kotletów jest omawiany zestaw. Składają się na niego dwa motocykle i trzy figury mechaników niespiesznie usiłujących zreperować bliżej nieokreślone uszkodzenia. Urocza i sielankowa scenka.

Pudełko ozdobione bardzo ładnym boxartem zawiera dwie duże ramki z częściami motocykli, ramkę z figurami, opisywany już wcześniej zestaw narzędzi, elementy przezroczyste, kalkomanie i fototrawione blaszki. Dość bogato.

Lubię motury, więc pozwolę sobie zacząć od nich właśnie. Większość elementów mieści się na jednej dużej ramce.

A x2

Elementy wiatrochronu i szkła reflektorów to już zdecydowanie mniejsza wypraska.

B x2

A to wszystko uzupełnia fototrawiona blaszka zawierająca drobne detale i bardzo ładnie wyglądające szprychy (w zestawie nie ma plastikowych).

Mimo tego ze miniaturka ma już dziesięć lat, niespecjalnie po niej ten wiek widać. Detale są ostre i finezyjne. Śladów po wypychaczach na częściach prawie nie uświadczymy, a jeśli już, to na łatwych do usunięcia lub wręcz niewidocznych miejscach. elementów jest dość dużo, nie tyle jednak by zniechęcić do zbudowania modeliku.

Bardzo ładnie wyglądają koła, których opony należy posklejać z kilku plasterków. Rozwiązanie kontrowersyjne na pierwszy rzut oka, jednak stosowane przez MiniArt z powodzeniem już w kilku modelach. W tak przygotowane kółeczka należy wkleić fototrawione szprychy, do których producent przewidział matryce pomagające nam ten element bezstresowo uformować.

Podobnie rzecz się ma ze stelażami na przednim widelcu motocykla które możemy powyginać na dziwacznie wyglądającym kopytku.

Oszklenie jest przejrzyste i dość gładkie, z bardzo szczegółowym kloszem reflektora. Co ciekawe, w moim zestawie obie przezroczyste ramki miały różne kolory – jedna bezbarwna, jedna niebieskawa…

Dodatkiem do Harleyów są figury trzech mechaników przy pracy.

Z tego co się orientuję, nie odbiegają jakością od innych tego typu miniatur MiniArtu. Widać, że figury zostały wymodelowane ręcznie, bez żadnego cyfrowego wspomagania.

Pozy są w miarę naturalne, niespecjalnie manekinowate. Fałdy i zmarszczki na ubraniach odwzorowano całkiem przyjemnie (chociaż mam wrażenie że nieco ich za wiele w niektórych miejscach). Koniecznie też trzeba pomyśleć o wymianie głów na jakieś inne – gęby mechaników w niczym nie przypominają sympatycznych młodych chłopców z pudełkowej ilustracji. Za to idealnie nadawałyby się do zasymulowania bandy lwowskich baciarów…

Dodatkowym dodatkiem jest omawiany już w osobnej notce zestaw narzędzi. Bardzo ładny i szczegółowy.

Nie można tez zapomnieć o kalkomanii. Została ona wydrukowana na cienkim filmie, bardzo wyraźnie. Wrażenie niestety psuje zauważalne przesunięcie białego koloru. Arkusz zawiera numery pojazdów, tabliczki znamionowe, tablicę prędkościomierza i naszywki naramienne na mundury. Bardzo sympatycznie.

No i oczywiście instrukcja, w formie czarno białego folderka. Nie ukrywam że lubię tego typu schematy – czytelne i wyraźne. Propozycje malowania przedstawione są w formie ładnych rzutów motocykla i tradycyjnie bardzo nieładnego rysunku figur.

Bardzo interesujący zestaw z racji dołączonych doń figur, zarówno jako dodatek do dioramy, jak i jako samodzielny model. No i same motocykle, tak klasyczne ikoniczne i kultowe jak tylko mogą być. Dla modelarskich pasjonatów burczących kółek “must have”. Jak to chrypiał nieodżałowany Rysiek R. – To jest to!

Michał Błachuta